Wędrówki nazywane transhumancją są częścią hiszpańskiej historii. Pasterze poruszają się wyznaczonymi szlakami, których początki sięgają XIII wieku. W przeszłości skala wędrówek była nieporównywalnie większa. W XV wieku w tradycyjnych pochodach uczestniczyło około pięciu milionów owiec i kóz pokonujących nawet setki kilometrów.
Trzy dekady temu powrócono do celebrowania tej średniowiecznej tradycji i tak powstała Fiesta Transhumancia. Zgodnie z tradycją pasterze płacą burmistrzowi Madrytu starymi monetami za zgodę na przeprowadzenie stad przez miasto.
- To tradycja sięgająca czasów króla Alfonsa X Mądrego, który dbał o zachowanie szlaków pasterskich przebiegających przez Madryt. Dziś już po raz trzydziesty trzeci przypominamy o ich znaczeniu i walczymy o ich odzyskanie, ponieważ wiele z nich zostało zajętych przez osiedla mieszkaniowe i drogi - opowiadała Leonor, pasterka.
Fiesta Transhumanci to nie tylko przemarsz stad owiec i kóz przez stolicę, lecz także, jak podkreślają pasterze, okazja do edukowania społeczeństwa.
- Ostatnio pewien chłopiec zapytał mnie, czy owce jedzą jajka. To pokazuje, jak niewielką wiedzę dzieci mają dziś o przyrodzie i zwierzętach. Trudno też zachęcić ludzi do pracy na wsi, ogromne tereny wciąż pozostają niewypasane. Dzisiaj jest dzień, który jest stresujący zarówno dla owiec, jak i dla nas, ale chodzi o dobrostan wszystkich zwierząt, nie tylko tych, które dziś biorą udział w wydarzeniu - wyjaśnił Manuel Bahillo Martin, zalożyciel Fundacji Transhumancja i Przyroda.
- Dziś owce pokonują długi odcinek po asfalcie, co zdecydowanie nie jest dla nich najlepsze. To jednak ważny apel, który powinien skłonić wszystkich hodowców do większej troski o dobrostan zwierząt. Nie każdy odpowiednio dba o swoje psy czy owce, dlatego tak ważne jest, by o tym mówić - podkreślił.
Beczenie zamiast klaksonów w Madrycie
Hiszpania ma długą tradycję hodowli owiec. Dziś jednak mało kto chce zajmować się pasterstwem. W ciągu ostatnich 10 lat w kraju było około 2 milionów owiec.
- Całe życie zajmuję się pasterstwem. Znajdujemy się teraz w Madrycie na tradycyjnym szlaku pasterskim, którym owce mają prawo swobodnie wędrować. Niestety w górach coraz bardziej brakuje kóz i owiec, za to polityków zdecydowanie nie brakuje - zauważył pasterz Pedro.
- Przyjechaliśmy, aby bronić tradycyjnego wypasu zwierząt. Dzięki niemu ogranicza się ryzyko pożarów, ponieważ zwierzęta zjadają roślinność, która mogłaby stać się łatwopalnym materiałem. Niestety, hodowli jest coraz mniej, w efekcie powstaje ogromna ilość łatwopalnego materiału, a pożary stają się niezwykle trudne do opanowania - tłumaczył Victor Vicedo, prezydent Stowarzyszenia Niezależnych Rolników ALIV.
Mieszkańcy Madrytu i turyści powitali owce i kozy gromkimi brawami. Zwierzęta z kolei zjadały po drodze każdą napotkaną roślinę, a czerwone światła traktowały raczej jako luźną sugestię.
- "To wspaniała fiesta i sposób na promowanie hodowli zwierząt. Dzieci widzą kotlet na talerzu, ale nie wiedzą nic o zwierzętach, od których pochodzi", "Lubię poznawać prawdziwą Hiszpanię, jej kulturę i zwyczaje. To nie pierwszy raz, kiedy przyjeżdżam na tę fiestę. Warto pielęgnować takie tradycje", "To mój pierwszy raz w Madrycie i jestem zachwycona. Trafiłam tu przypadkiem, nawet nie wiedząc o tym wydarzeniu. To piękna tradycja, która przypomina, jak ważne są rolnictwo i hodowla zwierząt" - mówili ludzie zgromadzeni na ulicach.
Madryt jest jedyną stolicą na świecie, przez którą przechodzi stado owiec. Od trzech lat fiesta znajduje się również na Liście Niematerialnego Dziedzictwa UNESCO.
Zobacz także:
- Jak można wykorzystać zgrabione jesienią liście? "To bajecznie łatwe"
- Pokochaliśmy je dzięki bajce "101 dalmatyńczyków". "Warto przy wyborze tej rasy nie sugerować się tylko wyglądem"
- Znalazłeś małego zająca? Ekspert wyjaśnia, co robić