Surowy chów dzieci w Danii
Duńskie podejście do wychowania dzieci od lat uchodzi za jedno z najbardziej naturalnych i swobodnych w Europie. W centrum stoi kontakt z naturą, ruch na świeżym powietrzu i przekonanie, że dziecko powinno doświadczać świata wszystkimi zmysłami.
Aleksandra Maśna, mama 6-latka, która mieszka w Danii, potwierdza, że tamtejsze standardy mogą zaskoczyć wielu polskich rodziców.
- Malutkie dzieci śpią na dworze w wózeczkach. Dziecko musi być przygotowane. Nie ma złej pogody, tylko są źle ubrani ludzie. Syn musi mieć strój przeciwdeszczowy zwykły, przeciwdeszczowy ocieplany, strój termiczny, a jak przychodzi zima, cały kombinezon i to nie jeden, tylko dwa, bo musi być na wymianę - opowiada gościni Dzień Dobry TVN.
W Danii nie ma też zwyczaju zatrzymywania dziecka w domu z powodu lekkich infekcji.
- W jesienno-zimowym sezonie jest katarek i kaszelek, ale to nie jest w Danii taka choroba, która zatrzymuje dziecko. Idzie wtedy do szkoły, więc nie liczy się tych chorób. Jedyne, jakie [syn - przyp. red.] miał choroby, to zakaźne typu ospa, więc wtedy musiał siedzieć w domu. Ale np. gorączka - tego nie ma u nas - twierdzi Aleksandra Maśna.
To podejście wpisuje się w filozofię, według której odporność buduje się poprzez kontakt z różnorodnym środowiskiem. Duńskie dzieci spędzają ogromną część dnia na dworze - niezależnie od pogody. Błoto, deszcz, wiatr czy śnieg nie są przeszkodą, lecz naturalnym elementem dzieciństwa. W efekcie najmłodsi uczą się funkcjonować w zmiennych warunkach, a ich organizm regularnie styka się z bodźcami, które wzmacniają układ immunologiczny.
Wychowywanie dziecka w sterylnym otoczeniu - czy to możliwe?
W Polsce podejście do higieny bywa znacznie bardziej zachowawcze. Wielu rodziców, zwłaszcza przy pierwszym dziecku, stara się stworzyć niemal laboratoryjne warunki. Katarzyna Dederek, mama czwórki dzieci, przyznaje, że sama wpadła w tę pułapkę.
- Starałam się aż za bardzo. Za bardzo żyliśmy w sterylności. Chciałam otoczyć je takim kloszem. Wyparzałam wszystko, co się dało, myłam podłogi codziennie wieczorem - opowiada gościni Dzień Dobry TVN.
Z czasem jednak pani Katarzyna zrozumiała, że całkowite odcięcie dzieci od brudu jest nie tylko nierealne, ale też niekorzystne.
- Myślałam, że tak się da, ale tak się nie da, bo trzeba też dać tym dzieciom żyć. Nawet jakby ta mama się starała nie wiadomo jak, to dziecko wyjdzie na dwór i jednak włoży rączkę w piasek, i włoży sobie tę rączkę z tym piachem do buzi. Ja pamiętam ten moment i to było przerażenie: "Co teraz?". Ale trzeba sobie głowę przeprogramować - wspomina mama czwórki pociech.
Pani Katarzyna zauważyła również różnicę między wychowywaniem pierwszych dzieci - córek bliźniaczek - a kolejnych - synów bliźniaków.
- Przy pierwszych bliźniakach to był czas covidu i cały czas ktoś mówił, że trzeba dezynfekować. (...) W momencie, gdy pojawili się chłopcy, to tego klosza się nie dało założyć. Czwórka dzieci na pokładzie to nie jest takie proste - uświadamia rodzicielka.
Pójście córek do przedszkola pokazało, że sterylność nie chroni przed wszystkim.
- Dziewczyny poszły do przedszkola. One w ogóle nie chorowały do tego momentu, ale w momencie gdy poszły do przedszkola, to się zaczęło - komentuje gościni Dzień Dobry TVN.
To doświadczenie potwierdza to, o czym od lat mówią immunolodzy: dzieci, które nie mają kontaktu z drobnoustrojami we wczesnym dzieciństwie, mogą później reagować silniej na infekcje lub alergeny. Układ odpornościowy potrzebuje treningu, a tym treningiem jest zwykłe, codzienne życie.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Uwaga rodzice. Wykryto toksyczne substancje w herbatce dla dzieci. "Mogą mieć działanie rakotwórcze"
- Koniec ery "helikopterowych rodziców"? Teraz do gry wkraczają "mamy beta". Co to oznacza?
- Kamila Kamińska karmi piersią 5-letnią córkę: "Widzę, że z jej strony jest duża potrzeba"