Uciekła z Białorusi, zgłosił się do niej InPost. Niezwykła historia łuczniczki Kariny Kozłowskiej

Karina Kozłowska
Karina Kozłowska
Źródło: mat. prasowe / fot. Rafał Oleksiewicz
Historia Kariny Kozłowskiej to scenariusz na dobry film. Na Białorusi, gdzie się urodziła i wychowywała, mogła zostać gwiazdą łucznictwa, bowiem jej kariera układała się znakomicie. W 2021 roku pojechała na swoje pierwsze igrzyska olimpijskie i miała wielkie plany związane ze sportem. Rok później musiała uciekać ze swojego kraju i wybrała Polskę, z którą związani byli jej przodkowie. Dziś ma już polskie obywatelstwo, jest liderką naszej kadry i wspiera ją potężna firma InPost, która sama się do niej zgłosiła. Poznajcie przesympatyczną i niezłomną zawodniczkę InPost Sport Team.

Przez 22 lata mieszkałaś i trenowałaś na Białorusi. Po wybuchu wojny na Ukrainie przeniosłaś się jednak do Polski…

Karina Kozłowska, zawodniczka InPost Sport Team: Niestety z Białorusi musiałam uciekać, więc nie była to zwykła przeprowadzka i emigracja. Zostawiłam swoje stare życie i musiałam je zacząć na nowo. Od zera. Do tego ciążyła na mnie presja, bo wiedziałam, że nie mogę wrócić do bliskich nawet na parę dni, by ich zobaczyć. Nie było to łatwe. Wcale to jednak nie oznacza, że nie podoba mi się w Polsce. Od kiedy przyjechałam, zauważyłam, że jest lepiej, niż mogłam się spodziewać. Nauczyłam się polskiego, poznałam dużo fajnych ludzi, a przede wszystkim zobaczyłam, co to znaczy żyć w wolnym kraju i mieć możliwości na dobrą przyszłość. Początki nie były łatwe, ale wydaje mi się, że to normalne. Każdy przecież przechodzi przez jakieś przeszkody w życiu, a potem staje się silniejszy, niż wcześniej.

Ale podobno już wcześniej miałaś przeprowadzić się do Polski.

– Tak, kiedy miałam 14 lat. Za każdym razem jednak coś się działo i zostawałam w Mińsku, gdzie się urodziłam. Życie mi się układało, rozwijałam się w sporcie i myślałam, że zostanę w stolicy Białorusi. Po wyborach władzy i rozpoczęciu wojny na Ukrainie zrozumiałam jednak, że nie mam wyjścia i że… to koniec. Musiałam pożegnać się ze wszystkimi, kogo znałam, jak najszybciej załatwić wizę i uzbierać pieniądze na czarną godzinę. Płakałam przez całą drogę. Były to naprawdę ciężkie chwile.

Obywatelstwo dostałaś dopiero po trzech latach pobytu w Polsce. Był to dla ciebie wyjątkowy moment?

– Bardzo czekałam na tę chwilę. Gdy zadzwoniła do mnie pani z urzędu, że mogę przyjechać i odebrać decyzję, to zabrakło mi słów. Ciągle tylko powtarzałam: „dziękuję”. Pamiętam, że byłam wtedy w pracy i uśmiech z twarzy nie schodził mi już do końca dnia.

No właśnie, na początku musiałaś pracować, by się utrzymać, bo łucznictwo nie jest dochodowym sportem, mimo że jesteś olimpijką i startowałaś w Tokio.

– Po kilku dniach po przyjeździe do Polski zostałam zatrudniona w klubie, żebym mogła trenować. Miałam dobre warunki do strzelania, zdobywałam medale. Niestety wytrzymałam jakieś półtora roku i musiałam z tego zrezygnować. To pomogło mi na samym początku ułożyć życie, ale musiałam coś robić dalej. Przez długi czas nie trenowałam, szukałam pracy, zaczęłam studia i ciągle myślałam, że pokażę jeszcze wszystkim, że jestem mocna w łucznictwie. Chciałam więc wrócić do klubu, choć było to dla mnie jednocześnie dość niekomfortowe. Kiedy już pracowałam na kasie w Żabce, mój chłopak namówił mnie, żebym poszła na trening w styczniu 2025 roku. Od tamtej pory nie chciałam już zrezygnować. Zaczęłam łączyć pracę z treningami, pojechałam na halowe mistrzostwa Polski i wygrałam. Stwierdziłam, że będę dalej ciężko trenować i próbować załapać się do reprezentacji Polski na sezon letni. Ale łatwo nie było.

Wtedy zgłosił się do ciebie InPost z propozycją nie do odrzucenia.

– Skontaktował się ze mną prezes InPostu Rafał Brzoska i zaproponował mi współpracę. Powiedzieć, że byłam w szoku, to jak nic nie powiedzieć. Nie mogłam w to uwierzyć przez kilka dni. Byłam przeszczęśliwa, bo wiedziałam, że dla mnie to wielka możliwość, by wrócić do profesjonalnego łucznictwa. Teraz mogę trenować, jeździć na zawody i skupiać się na tym, żeby być najlepszą w tym, co jest moją pasją. I są już tego efekty! W 2025 roku chciałam dostać się na mistrzostwa świata i ostatecznie na nie pojechałam. Na wszystkich międzynarodowych zawodach byłam najlepsza w polskiej kadrze i nawet zrobiłam życiówkę na odległości 30 metrów. To mój mały sukces. Wiem, że to dopiero początek i będę mogła powalczyć o swoje. Jestem przeogromnie wdzięczna za wszystko, co InPost dla mnie robi.

Teraz przygotowujesz się w hali do nowego sezonu. Co ciekawe, jako jedyna Polka pojedziesz na halowe mistrzostwa Europy, na które dostałaś się podczas ostatnich Halowych Zawodów Kontrolnych Kadry Narodowej PZŁucz.

– Na wakacje po sezonie 2025 niestety nie pojechałam, ale porządnie odpoczęłam spacerując po górach, bo mieszkam w Żywcu, a do tego dodałam trochę siłowni i basenu. Jestem też na ostatnim roku studiów, więc skupiłam się na nauce i pisaniu pracy dyplomowej. Aktywnie zaczęłam przygotowywać się w grudniu, ale już od końca października strzelałam na 18 metrów. Trochę inaczej się strzela, kiedy tarcza jest blisko i nie ma wiatru. Lubię jednak halowe zawody. To pomaga bardziej dopracować technikę strzału i przypomnieć sobie niektóre drobiazgi podczas strzelania, które mają duży wpływ na wyniki. W hali jest jednak bardzo zimno, ale ubieram się cieplej, zawsze mam gorącą herbatę w termosie. Staram się też dogrzewać jak najwięcej, bo boję się, że mogę zachorować w nie najlepszym momencie Tak naprawdę w sezonie halowych nie było wielu zawodów i tak naprawdę… on się już kończy. W lutym odbędą się mistrzostwa Europy w Bułgarii, a w marcu czekają nas już pierwsze zawody na 70 metrów, gdzie zaczniemy przygotowywać się pod starty letnie. Jeśli chodzi o ME w Płowdiwie, to myślę, że mogłybyśmy mieć większe szanse na medal w drużynie, ale indywidualnie dam z siebie wszystko. Chcę strzelić dobrze w kwalifikacjach, by mieć większe szanse w pojedynkach i wygrać najwięcej, jak się da.

A jakie są twoje największe sportowe marzenia? Na igrzyskach olimpijskich już byłaś…

– Tak, ale chciałabym pojechać na nie jeszcze raz i tym razem wygrać medal, już dla Polski. Myślę, że nie różnię się tym od innych sportowców.

A życiowe marzenia? Przeżyłaś już sporo…

– Powiem tak: będzie dobrze, gdy będę miała spokojne i szczęśliwe życie.

Karina Kozłowska
Karina Kozłowska
Źródło: mat. prasowe / fot. Art Service
Czytaj także: