Pleśń na produkcie spożywczym. Czy wystarczy odkroić zepsuty fragment?
Widok pleśni na żywności oznacza, że produkt nadaje się wyłącznie do wyrzucenia. Choć wiele osób zakłada, że problem dotyczy jedynie widocznego fragmentu, zdaniem dr. Adama Mirka sytuacja wygląda znacznie bardziej skomplikowanie.
- Absolutnie nie odcinać, nie odkrawać, a wyrzucać. Nawet mała ilość pleśni jest niebezpieczna. Dlaczego? Dlatego że to, co my widzimy na tych owocach i warzywach, te kawałki wystającej pleśni, to jest już ostatnie stadium rozwoju tej pleśni. To świadczy, że np. te maliny są już w całości w środku zainfekowane tą pleśnią - wyjaśnił popularyzator nauki i ekspert DDTVN.
Widoczny nalot jest jedynie częścią procesu rozwoju grzybów pleśniowych. Znacznie wcześniej dochodzi do rozprzestrzeniania się struktur niewidocznych gołym okiem, które mogą przenikać przez wnętrze produktu. Dotyczy to szczególnie owoców miękkich, takich jak maliny, truskawki czy borówki, ale również wielu warzyw o delikatnej strukturze.
Z tego powodu usunięcie jedynie fragmentu pokrytego pleśnią nie daje pewności, że pozostała część produktu pozostaje wolna od zanieczyszczeń. To właśnie dlatego specjaliści ds. bezpieczeństwa żywności zalecają zachowanie ostrożności, gdy na produkcie pojawiają się pierwsze oznaki pleśnienia.
Dr Adam Mirek odniósł się również do zaleceń funkcjonujących w innych krajach. Jak zaznaczył, w Stanach Zjednoczonych można spotkać się z podejściem dopuszczającym odcięcie części twardych warzyw, na których pojawiła się pleśń. Zwrócił przy tym uwagę, że polskie rekomendacje są bardziej restrykcyjne i opierają się na zasadzie maksymalizacji bezpieczeństwa konsumentów.
- Jest, faktycznie, w Ameryce taka zasada, że jak jest pleśń na marchewce czy na innym twardym warzywie, to 2,5 cm można odciąć i zjeść resztę. Natomiast w Polsce zalecenia Głównego Inspektoratu Sanitarnego są takie, żeby wyrzucić całe warzywo czy cały owoc - zaznaczył popularyzator nauki.
Czym grozi spożycie pleśni?
Wiele osób obawia się przede wszystkim zatrucia pokarmowego po spożyciu spleśniałego produktu. Jak tłumaczył dr Adam Mirek, znacznie większym problemem mogą być substancje wytwarzane przez grzyby pleśniowe.
- To jest tak, że jak ktoś zje kawałek takiej pleśni, to prawdopodobnie nic mu się nie stanie, może lekko się zatruje. To, co jest niebezpieczne, to są mykotoksyny, jakie produkuje pleśń. To są takie toksyny, które znajdują się w całym warzywie, w całym owocu, i one nie tyle spowodują, że ktoś pobiegnie do toalety i zwymiotuje, tylko to są toksyny, które mogą w krwi przebywać ponad miesiąc. To są toksyny, które ingerują w nasze DNA i mogą potem w konsekwencji prowadzić do zwiększenia ryzyka wystąpienia choroby nowotworowej - uświadomił ekspert DDTVN.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Tajemnica grobowców faraonów rozwiązana? Nowe dowody na składanie ofiar z ludzi
- Zaskakujące wyniki badań. To kolejna umiejętność łącząca małe dzieci z małpami
- Włosy rosną inaczej, niż uważano. Przełomowe odkrycie może wpłynąć na badania nad łysieniem