Przejechał kultowym składakiem przez Indie i Nepal. "Stał w piwnicy przez 30 lat"

Przejechał kultowym składakiem przez Indie i Nepal. "Stał w piwnicy przez 30 lat"
Przejechał kultowym składakiem przez Indie i Pakistan
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: East News/Michał Woźniak
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Łukasz Filipkowski od lat podejmuje ekstremalne górskie i sportowe wyzwania. Tym razem postanowił połączyć pasję do gór z nietypową wyprawą rowerową. Na legendarnym rowerze Wigry 3 przejechał ponad 1300 kilometrów, docierając z Indii do bazy pod Mount Everestem.

Górskie wyzwania Łukasza Filipkowskiego

Łukasz Filipkowski od wielu lat pasjonuje się górami i sportowymi wyzwaniami. Ma na swoim koncie imponujące osiągnięcia, m.in. zdobycie 18 tatrzańskich dwutysięczników w ciągu 19 godzin, 12 alpejskich czterotysięczników w 9 dni oraz czterech himalajskich sześciotysięczników w niespełna trzy tygodnie. Jak zaczęła się jego przygoda z ekstremalnymi wyprawami?

- Założyłem sobie 14 miesięcy temu projekt charytatywny, który zakładał przejazd przez całą Polskę z Gdańska do Palenicy przy Zakopanem i wejście zimą na Rysy. Żeby sobie to utrudnić, wybrałem rower, który się do tego nie nadaje, nie ma przerzutek - wspominał. Rozesłał wśród znajomych informację, że szuka roweru Wigry 3. Szybko zgłosił się do niego kolega.

- Powiedział, że jego żona dostała na komunię taki rower i wstydziła się na nim jeździć. Stał w piwnicy przez 30 lat. Wykonałem pierwszą trasę 730 km, później jeszcze objechałem Tatry dookoła, więc miałem już pojęcie, że nie jest to rower aż tak awaryjny - podkreślił.

Z Polski pod Everest na Wigry 3. Łukasz Filipkowski szykuje kolejne wyzwanie

Teraz postanowił przed sobą rowerowe wyzwanie, aby dotrzeć do bazy pod Mount Everestem. Łukasz Filipkowski przejechał na rowerze Wigry 3 ponad 1300 km.

- Dojechałem z poziomu Oceanu Indyjskiego do bazy pod Everestem. Podróż zaczęła się w Indiach, łącznie to było 1300 km, zajęło mi to 23 dni. Na drogach to była walka o życie. Tam nie panują takie reguły, że samochody jadą lewą czy prawą stroną. Tam jest szaleństwo. Nie obowiązują żadne przepisy ruchu drogowego, często jadą pod prąd – tłumaczył.

Zwieńczeniem wyprawy miało być wejście na najwyższy szczyt świata bez tlenu, ale warunki nie były sprzyjające, dlatego to wyzwanie spróbuje zrealizować w przyszłości.

- Chciałem wejść na Everest i to pozostaje bez zmian, ale w tym roku były skomplikowane warunki, droga podejścia groziła zawaleniem i uznałem, ze nie jest to tego warte. Uzgodniłem ze swoimi partnerami, że lepiej to przenieść na przyszły rok - podsumował.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Nastazja Bloch