96-letni Sobiesław Zasada dojechał do mety w Argentynie
Polski kierowca udowodnił, że wiek to tylko liczba. Po niemal sześciu dekadach wrócił na start rajdu Gran Premio Argentino Histórico. Jego podróż wiodła z Buenos Aires przez Alta Gracia, Catamarcę oraz San Juan, z metą w Córdobie.
Choć weteran motosportu startował przed główną stawką uczestników, na kolejnych przystankach trasy spotykał się z niezwykle gorącym przyjęciem ze strony mediów oraz kibiców pamiętających jego wspaniały sukces z 1967 r.
- Spotkałem bardzo, bardzo dużo osób. [...] Najmłodszy, który pamięta tamte czasy, w '67 r. miał dziewięć lat, a najstarszego, którego spotkałem teraz, to miał wtedy 27 lat, czyli obecnie 86 lat. I tych osób było setki po prostu, bardzo, bardzo dużo - powiedział polski kierowca.
Sobiesław Zasada - zwycięstwo w 1967 roku
Rajd Gran Premio Internacional de Turismo, organizowany w latach 60-tych w Ameryce Południowej, uchodził za jeden z najbardziej wymagających wyścigów samochodowych na kontynencie. Trasa wiodła przez niezwykle zróżnicowany krajobraz – od przełęczy górskich, przez równiny, aż po teren pustynny. Kierowcy musieli pokonywać odcinki asfaltowe, żwirowe oraz kamieniste drogi
Startowi polskiego kierowcy w tym morderczym rajdzie w 1967 roku przeciwny był producent samochodu, którym jeździł nasz rodak. Firma była przekonana, że ten konkretny model auta nie poradzi sobie na trudnych, szutrach i kamieniach. Dlatego pan Sobiesław postanowił wystąpić jako prywatny kierowca, co wiązało się z tym, że nie miał serwisu.
Występu w rajdzie odradzał mu także legendarny niemiecki kierowca rajdowy i wyścigowy z lat 60. Eugen Böhringer.
- Jak się dowiedział, że ja mam jechać jako prywatny kierowca, to powiedział mi: "Słuchaj, nie, nie masz możliwości, daj spokój, nie jedź, bo nie ma sensu. Ty nie potrzebujesz jednego serwisu. Ty musisz mieć co najmniej trzy serwisy. To jest bardzo trudna impreza" - dodał gwiazdor polskiego motosportu.
Wbrew wszelkim przeciwnościom Zasada nie tylko ukończył zmagania, ale sensacyjnie je wygrał, zyskując przydomek "Latającego Polaka".
- Moje zwycięstwo w Gran Premio w '67 roku to była w ogóle sensacja ogromna. [...] Dla Argentyńczyków ten rajd to było święto. [...] No i przyjeżdża Polak (a Polska nie była taka mocno znana [...] za żelazną kurtyną), no i zaczyna wygrywać. To dla nich było nieprawdopodobna sprawa. Graniczyło z cudem - powiedział nasz legendarny kierowca.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- 95 lat i nadal za kierownicą. Sobiesław Zasada inspiruje swoją pasją
- Jeżdżą maluchem i ścigają się w rajdach. Dziewczyny przełamują stereotypy
- Mistrzyni rajdów zaczęła karierę po pięćdziesiątce. "Jest czas, żeby robić ukochane rzeczy"