Bezobsługowy bazarek oparty na zaufaniu. Klienci sami płacą za zakupy
Pomysł Agnieszki Statecznej powstał przede wszystkim z praktycznej potrzeby. Kobieta prowadzi gospodarstwo, uprawia warzywa i kwiaty, ma również kury, a część produktów zamienia w domowe przetwory. Ponieważ nie mogła przez cały czas osobiście obsługiwać klientów, zdecydowała się na formę sprzedaży opartą na zaufaniu. Klienci sami wybierają produkty, ważą je, pakują i płacą gotówką albo BLIK-iem.
- Można kupić warzywa, owoce, również kwiaty, które produkuję w moich szklarniach. Ten pomysł związany z zrobieniem tego straganiku wyszedł z bardzo pragmatycznych powodów, bo tylko ja pracuję w ramach tych moich szklarni i upraw. Nie zawsze mogę stać po prostu cały czas i wydawać towar. W związku z tym taki pomysł, żeby zrobić tę formę samoobsługową. Otworzyłam sklepik na zaufanie, tak to się nazywa, więc szybko trafia do odbiorców, o co chodzi tak naprawdę w tym pomyśle. Klienci rozliczają się, sami ważą, sami sobie wybierają, sami pakują do toreb, także podjeżdżają samochodem czy na pieszo, czy podczas jakiegoś spaceru. Część osób zostawia pieniążki w kasetce, to jest w zasadzie skrzynka na listy. Natomiast część osób płaci blikiem, jest podany numer telefonu, kody QR. (...) Nie odnotowałam żadnej kradzieży - podkreśliła nasza gościni. Jak przyznała, początkowo nie wszyscy byli przekonani do takiego rozwiązania. Mimo sugestii, aby zamontować monitoring lub zatrudnić osobę pilnującą stoiska, właścicielka bazarku postawiła na zaufanie.
- Dużo osób było zdziwionych tym moim pomysłem, odradzali mi to w ogóle, żeby tego w taki sposób nie organizować. Nie założyłam monitoringu, zakup kamery nie jest drogi i można to zrobić. Natomiast stwierdziłam, że to będzie trochę nie fair na początek w stosunku do klientów i tego, że właśnie chciałam pokazać, że im ufam, że to faktycznie jest taka forma. I ten pomysł się sprawdził - oceniła.
Czy Polacy są uczciwi? Socjolożka o zaufaniu i stereotypie "sprytnego" Polaka
Zdaniem socjolożki Katarzyny Krzywickiej kluczowe znaczenie ma fakt, że za bezobsługowym stoiskiem stoi konkretna osoba, a nie anonimowa instytucja. W takiej sytuacji łatwiej odczuwać odpowiedzialność za własne zachowanie. Wskazała również na historyczne źródła tego mechanizmu i przekonywała, że obraz Polaków jako narodu szczególnie skłonnego do kradzieży może być związany z doświadczeniami czasów niedoboru.
- To jest takie wzajemne zaufanie. W ogóle ten system nie jest nowy, bo pochodzi z XVIII wieku i dotyczył uczniów, którzy zdawali egzaminy pisemne. To się właśnie opierało na zaufaniu, na uczciwości. Trudniej nam jest przyjąć emocjonalnie, że oszukam panią Agnieszkę, bo mamy konkretną osobę, która wystawia swoje dobra, niż wziąć z tego bazarku czy z tego stoiska różne dobra. Czy z marketu, czy z obcym kapitałem. Bo to jest ktoś obcy, kogo sobie nie wyobrażamy albo trudno jest nam sobie wyobrazić, a tutaj mamy realną osobę i nie będziemy jej okradać - tłumaczyła. Odniosła się również do pytania o polską uczciwość, wskazując na przemiany społeczne i gospodarcze, które zaszły od czasów PRL-u.
Z kolei Michał Marszał, dziennikarz i twórca memów, spojrzał na sprawę z charakterystycznym dla siebie dystansem. Zwrócił uwagę, że dawne stereotypy dotyczące Polaków mogły mieć źródło w niedoborach i konieczności radzenia sobie w trudnych warunkach.
- Myślę, że czasy memów przytrafiły się wtedy, kiedy już tego złodziejstwa nie było tak dużo, bo faktycznie lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte, bieda w Polsce, to tak żeśmy sobie ułatwiali pewne redystrybucje, że tak powiem. Obecnie, bardzo chciałem przygotować się do programu, przyjść z pozytywnymi wiadomościami i szukałem, czy Niemcy kradną w Polsce. Pierwsza wiadomość, jaka jest, to że Polacy jednak ukradli w Niemczech 244 krowy. To jest wiadomość z wczoraj - opowiadał nasz gość. Zaznaczył przy tym, że współczesny obraz Polaków w Internecie coraz częściej wiąże się z uczciwością. Jego zdaniem zachowania kojarzone dawniej z "chytrością" można też interpretować jako pozostałość po czasach, w których trzeba było wykazywać się pomysłowością i zaradnością.
- Mam do tego taki stosunek, że po pierwsze są ludzie biedni w tym kraju i być może dla nich to jest jakaś okazja do posiadania czegoś, czego by normalnie nie mieli i z tego się śmiać nie powinno i z tego się nie śmiejemy. Ale widzę te mechanizmy także w sytuacji, gdy są jakieś powiedzmy luksusowe torebki gdzieś w jakiejś ograniczonej liczbie rzucone albo inne rzeczy, które można sobie kupić, na przykład jakieś droższe klapki i wtedy też się rzucamy - przyznał .
- Ta "chytra baba z Radomia"... Przecież ona nie brała tych napojów dla siebie, tylko dla swojej rodziny, dla wnuków, może dla sąsiadów. To jest o sprycie, nie o chytrości. O tym, że jednak żyliśmy w świecie kombinowania, wymyślania, w jaki sposób rodzinę wykarmić, żeby nam było łatwiej - podsumowała socjolożka.
Zobacz także:
- Jak rozpoznać, czy ktoś kłamie? Detektyw zwraca uwagę na drobną rzecz
- "The Traitors. Zdrajcy". Czy da się rozpoznać, że ktoś kłamie?
- Kto najczęściej okłamuje lekarzy? M.in. eleganckie kobiety. "Jakbym zapytał wprost, to nigdy nie powiedzą prawdy"