Kultura donoszenia - polska rzeczywistość wspólnot mieszkaniowych
Chociaż życie w polskich wspólnotach mieszkaniowych powinno kojarzyć się ze wsparciem i sąsiedzką solidarnością, rzeczywistość bywa zupełnie inna. Coraz częściej słyszymy o doniesieniach na sąsiadów - czy to do urzędów skarbowych, czy do policji, czy nawet do zarządców nieruchomości. Jacek Janas, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządców Nieruchomości, przyznaje, że sam bywa zarówno adresatem, jak i pośrednikiem w takich sprawach. Najczęstsze powody donosów to hałas, podejrzenia o nielegalne źródła dochodów, a nawet… trzymanie psa na balkonie czy liczba sadzonek w ogródku sąsiada.
Wspólnoty coraz rzadziej przypominają zintegrowane grupy, a częściej stają się anonimowymi enklawami, gdzie ludzie nie rozmawiają ze sobą nawet w windzie. Zamiast bezpośredniej rozmowy i próby rozwiązania konfliktu, wybierają drogę formalnego zgłoszenia - często anonimowego i nie zawsze uzasadnionego.
W praktyce zarządca nie ma prawa zgłosić sprawy na policję, jeśli nie jest stroną konfliktu. Mimo to mieszkańcy wolą prosić go o interwencję, niż samodzielnie rozwiązywać spory.
- Jeżeli mój sąsiad się głośno zachowuje, to ja mam prawo złożyć doniesienie do policji, że mój sąsiad swym zachowaniem w jakikolwiek sposób powiedzmy, stwarza mi dyskomfort mojego mieszkania. Zarządca nie jest od tego - wskazuje Jacek Janas.
Zjawisko to pokazuje, jak bardzo zmieniły się relacje sąsiedzkie. Dziś, zamiast pożyczyć sól czy porozmawiać o problemie, wolimy pozostać anonimowi i przekazać sprawę "dalej". W efekcie zarządcy i urzędnicy mają ręce pełne pracy, a klimat we wspólnotach robi się coraz bardziej napięty.
Skąd bierze się potrzeba donoszenia? Psychologia i statystyki
Według Agnieszki Majchrzak z łódzkiej Izby Administracji Skarbowej liczba donosów na tle podatkowym rośnie z roku na rok. W 2026 roku odnotowano już znacznie więcej zgłoszeń niż w poprzednich latach. Najczęściej wybieraną drogą jest Krajowy Telefon Interwencyjny, który umożliwia całkowitą anonimowość. To zachęca osoby, które czują się pokrzywdzone, zazdrosne lub zawistne do zgłaszania nawet najmniejszych podejrzeń wobec sąsiadów lub znajomych.
Co ciekawe, około 70% donosów się nie potwierdza - najczęściej są one efektem zwykłej zawiści, niskiej samooceny lub chęci "przypilnowania" innych. Przykłady? Nowe auto na parkingu, pięknie urządzony ogród czy częste zakupy - to najczęstsze powody, dla których ktoś postanawia napisać donos do urzędu.
- Na pewno nie odprowadza podatków. Przy czym okazuje się, że przy czynnościach sprawdzających, bo każdy donos jest sprawdzany przez pracowników urzędów skarbowych, okazuje się, że ta osoba jak najbardziej wykazuje dochody, bo pracuje zdalnie - wskazuje Agnieszka Majchrzak.
Kobieta zauważa też, że zmieniło się podejście administracji do anonimowych zgłoszeń. Dziś każde z nich jest weryfikowane w nowoczesnych systemach, choć w większości przypadków nie prowadzi do wszczęcia postępowania. Zdarzają się też donosy dotyczące nielegalnego hazardu lub innych poważniejszych spraw, ale dominują te wynikające z codziennych, sąsiedzkich nieporozumień. Warto pamiętać, że fałszywe donosy mogą być karane - jednak prawo przewiduje to głównie w przypadku zgłoszeń przestępstw, a nie zwykłych nieporozumień sąsiedzkich.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Przez 700 donosów stracił prawo jazdy. "Mieliśmy do czynienia z sytuacją patologiczną"
- Rośnie liczba donosów. Co zgłaszamy najczęściej?
- Czy rodzice powinni donosić na własne pociechy? "Odczarujmy myślenie: jak sąd, to od razu zabiorą mi dzieci"