Spotkanie z rojem szerszeni mogło się dla nich skończyć tragicznie. "Przechodziłam dwa wstrząsy anafilaktyczne"
Atak szerszeni. Historia Blanki Poksińskiej i Basi Siatkowskiej
Wieczorem, około godziny 22, kobiety zauważyły ogromną liczbę owadów skupionych wokół lampy, parapetu i ścian budynku. Sytuacja była szczególnie niebezpieczna, ponieważ Basia wcześniej została użądlona przez szerszenia i trafiła do szpitala, a Blanka jest anafilaktykiem. W Dzień Dobry TVN opowiedziały o tym, co wydarzyło się tamtego wieczoru.
- Dwa lata temu też mnie jedyny szerszeń ugryzł. Też wylądowałam w szpitalu. Teraz Blanka była u mnie. Odprowadzając ją wieczorem o 22, zapaliłam światło oczywiście i zobaczyłyśmy, że kłębi się dosłownie 50 szerszeni wkoło lampy, na parapecie, na ścianach. Dwa nam wleciały do środka - powiedziała Basia Siatkowska.
Dla Blanki Poksińskiej sytuacja była szczególnie stresująca ze względu na wcześniejsze reakcje anafilaktyczne.
- To było straszne, ponieważ ja też nigdy nie widziałam tylu szerszeni w jednym miejscu. Też miałam parę przygód z jednym szerszeniem, ale nie z taką ilością. To był taki rój, zanim to zauważyłyśmy, to już trzeba było uciekać. Dwa szerszenie wleciały za nami, a ten rój, było ich 60 czy 50. Miałam wrażenie, że jak żeśmy zamykały drzwi, to one się tak jakby obiły prawie - relacjonowała poszkodowana.
- Mogłabym się udusić, ponieważ też przechodziłam dwa wstrząsy anafilaktyczne w przeciągu ostatniego pół roku. Co prawda nie po ugryzieniu szerszenia, ale miałam solidne obawy, co się może wydarzyć potem - dodała.
W obliczu zagrożenia kobiety próbowały uzyskać pomoc służb.
- Natychmiast zadzwoniłyśmy na 112. Odesłano nas Straży Pożarnej do Pruszkowa. Dzwonimy do Pruszkowa. Zbywali nas. No to zadzwoniłyśmy pod numer Ochotniczej Straży Pożarnej w Żółwinie. Powiedziałyśmy, że jesteśmy w stanie zagrożenia, że jesteśmy anafilaktykami, że przed domem jest 60 szerszeni w bliskiej odległości i pan nas zbył... - powiedziała Blanka Poksińska.
- Wpadłyśmy na pomysł, żeby użyć lakieru do włosów. I celowałam w niego, ale skubany wcale się nie poddał od razu. On latał jeszcze - podsumowała.
Co robić, gdy pojawi się rój szerszeni? Ekspert wyjaśnia
Dariusz Parzyszek, specjalista w zwalczaniu szerszeni, wyjaśnił, że pojawienie się dużej liczby owadów nie musi oznaczać, że gniazdo znajduje się bezpośrednio przy domu. Szerszenie mogą przylatywać z większej odległości, a wieczorem światło może dodatkowo przyciągać owady. Ekspert wskazał również, że w przypadku dużej liczby szerszeni najlepiej zachować dystans i skorzystać z pomocy profesjonalistów.
- One wyfrunęły z tego względu, że było zapalone światło wieczorem. One wcale nie musiały mieć kokonu wokół domu. Mogą nafrunąć z pobliskich drzew, bo szerszeń ma to do siebie, że on z około 2000 metrów, czyli 2 km widzi promień. Czyli on frunie - powiedział specjalista.
Dariusz Parzyszek podkreślił także, że przy dużej liczbie szerszeni nie należy podejmować pochopnych prób samodzielnego usuwania problemu.
- Przy dużej liczbie owadów warto przede wszystkim ograniczyć kontakt z nimi i skontaktować się z firmą zajmującą się profesjonalnym zwalczaniem szerszeni. Nasz niepokój może spowodować to, że widzimy jakieś kręcące się szerszenie w jednym miejscu. I one działają na zasadzie kaskady. Część robotnic wchodzi, część wychodzi, bo one fruną po pożywienie, znoszą do kokonu do środka i karmią larwy. I jeżeli właśnie strasznie dużo ich widać, to wtedy musimy powiadomić doświadczonych techników - radził ekspert.
Zobacz także:
- Dorożkarz znęcał się nad zwierzętami. "Jeden z koni nie wytrzymał i się mu odwinął"
- Boa dusiciel znaleziony w Parku Północnym w Tychach. Służby: "Mógł zostać celowo wypuszczony"
- W tej części Polski krajobraz zmienił się nie do poznania. "Ryzyko groźnego upadku"