Nad Bałtykiem pojawiły się niebezpieczne stworzenia. "Tworzą śluzowatą maź"

Bałtyk, plaża
Nad Bałtykiem pojawiły się niebezpieczne stworzenia. To nie sinice
Źródło zdj. gł.: Walter Bibikow/Getty Images
Przybył z Ameryki Północnej jako pasażer na gapę, a dziś coraz śmielej opanowuje Bałtyk. Nie parzy i z pozoru wygląda niegroźnie, jednak jego błyskawiczna ekspansja może zachwiać morskim ekosystemem i skutecznie zepsuć wakacyjny wypoczynek. Co się dzieje nad Bałtykiem?

Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo

Klatka kluczowa-586916
Sekretne plaże Bałtyku czekają
Źródło: Dzień Dobryt TVN
Kluczowe fakty:
  • Mnemiopsis leidyi to inwazyjny żebropław z Ameryki Północnej, który najprawdopodobniej dotarł do Europy w wodach balastowych statków; w Bałtyku potwierdzono go w 2006 roku.
  • Gatunek szybko się rozmnaża, korzysta z niedoborów tlenu i może pogłębiać powstawanie martwych stref, wypierając rodzime organizmy.
  • Żebropław zjada pokarm, ikrę i jaja ryb, zagrażając m.in. śledziom i szprotom. Nie parzy ludzi, ale jego masowa obecność powoduje powstawanie nieprzyjemnej, śluzowatej mazi w wodzie.

Pasażer na gapę z Ameryki Północnej

Pierwsze potwierdzone przypadki obecności Mnemiopsis leidyi w Bałtyku odnotowano w 2006 r. Inwazyjny bezkręgowiec dotarł do Europy najprawdopodobniej w zbiornikach balastowych statków. W ten sposób, jako „pasażer na gapę”, zaczął zasiedlać kolejne akweny. Obecnie żebropławy można spotkać już w wielu morzach na świecie.

O tym, jak szybko mogą się rozmnażać, świadczy sytuacja z Morza Czarnego. W latach 90. XX w., wskutek zanieczyszczenia wody i braku naturalnych wrogów, ich populacja gwałtownie wzrosła. Według Niemieckiej Fundacji Ochrony Morza (DSM) biomasa tych zwierząt osiągnęła tam miliard ton, choć pojedynczy osobnik waży zaledwie około pięciu gramów.

Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero po mniej więcej dziesięciu latach, gdy pojawił się melonowa żebropław. Oba gatunki zaczęły wzajemnie się zjadać, co ograniczyło ich liczebność.

Bałtyk zapewnia korzystne warunki

W Bałtyku Mnemiopsis leidyi rozmnaża się wyjątkowo szybko. Dorosłe osobniki produkują ogromne ilości jaj, dzięki czemu populacja może zwiększać się w krótkim czasie. Ekspansji sprzyja również coraz niższy poziom tlenu w wodzie.

Jak wskazuje DSM, żebropława sama może przyczyniać się do powstawania tak zwanych stref martwych. Są to obszary, w których brakuje tlenu, rośliny przestają rosnąć, a ryby nie mogą przeżyć. W takich warunkach inwazyjny bezkręgowiec zyskuje przewagę nad innymi organizmami.

Zagrożenie dla śledzi i szprotów

Żebropławy żywią się między innymi małymi skorupiakami stanowiącymi pokarm wielu rodzimych ryb. Polują również na ich ikrę i jaja. Jest to poważne zagrożenie dla kolejnych pokoleń śledzi, szprotów czy sardeli, które mogą zostać zjedzone, zanim zdążą się rozwinąć.

W sytuacjach kryzysowych żebropława potrafi zjadać nawet własne larwy. Na co dzień podstawą jej diety pozostają jednak między innymi jaja rodzimych gatunków ryb.

Żebropłąwy zniszczą nasze wakacje?

Mimo swojego wyglądu żebropława nie jest prawdziwą meduzą. Nie posiada komórek parzydełkowych, dlatego nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla kąpiących się ludzi.

Jej masowa obecność może jednak skutecznie uprzykrzyć wypoczynek. Latem miliony osobników uwalniają do wody jaja i plemniki, tworząc śluzowatą maź. Kąpiel w takiej wodzie staje się mało przyjemna.

Szczególnie dużo żebropław pojawiło się w tym roku na duńskich plażach nad Bałtykiem. Jak informował lokalny dziennik "Der Nordschleswiger", efektem były śluz w wodzie i niezadowolenie turystów. Choć więc ten inwazyjny gość nie parzy, jego dalsza ekspansja może mieć dotkliwe konsekwencje zarówno dla bałtyckich ryb, jak i dla osób wypoczywających nad morzem.

Zobacz także:

Źródło: fakt.pl
Autorka/Autor: Teofila SIewko