Dalsza część tekstu pod wideo:
- Ostra niewydolność oddechowo-krążeniowa z rozpoczynającym się zapaleniem płuc była przyczyną zgonu dwumiesięcznego dziecka w Radomiu.
- Nieoddychające niemowlę znalazła matka. Mimo reanimacji dziecka nie udało się uratować. Śledczy sprawdzają, czy do zgonu doszło z powodu niskiej temperatury w mieszkaniu.
Radom. Biegły podał przyczynę zgonu dwumiesięcznego niemowlęcia
Szef Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód Cezary Ołtarzewski powiedział PAP, że śledczy otrzymali w poniedziałek wyniki sekcji zwłok dwumiesięcznego chłopca, który pod koniec stycznia zmarł w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Sienkiewicza w Radomiu. - Lekarz stwierdził, że przyczyną śmierci dziecka była ostra niewydolność oddechowo-krążeniowa z rozpoczynającym się śródmiąższowym zapaleniem płuc – przekazał prokurator. Dodał, że prokuratura zleci kolejne ekspertyzy. Śledczy chcą ustalić, czy bardzo niska temperatura panująca w domu, w którym przebywała matka z dzieckiem, mogła przyczynić się do śmierci chłopca. Biegli muszą się też wypowiedzieć, czy mogło dojść do narażenia zdrowia i życia dziecka przez opiekujące się nim osoby.
Niemowlę zmarło w wychłodzonym mieszkaniu
Pod koniec stycznia służby zostały poinformowane, że w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Sienkiewicza w Radomiu po godzinie szóstej matka znalazła niemowlę, które nie oddychało i było sine. Na miejsce przyjechało pogotowie i policja. Mimo podjętej reanimacji dziecka nie udało się uratować. Przedstawiciele służb zanotowali, że w mieszkaniu panował nieporządek i było bardzo zimno. - Okna były przymarznięte, na ścianach był szron. Woda w butelkach, które stały na jednym z regałów, również była zamarznięta – powiedział prok. Ołtarzewski. W środku przebywały trzy kobiety: 37-letnia matka z niemowlęciem, jej siostra i babcia dziecka. Kobiety były trzeźwe. Powiedziały policjantom, że ostatni raz paliły w piecu kaflowym w godzinach wieczornych poprzedniego dnia, ale mimo to w mieszkaniu było bardzo zimno. Dziecko znajdowało się w gondoli od wózka. Było przykryte pokrowcem, kocykiem, włożone w ocieplacz, kombinezon. Miało spodenki, skarpetki, koszulki, dwie pary śpioszków, czapkę i rękawiczki. Dzień wcześniej 37-latka przyjechała z niemowlęciem pociągiem z Krakowa do matki w Radomiu. Jak powiedziała policji, nie zdawała sobie sprawy z warunków, jakie były w mieszkaniu. Według niej dziecko było zdrowe, nie było na nic leczone. Matka karmiła je naprzemiennie piersią i butelką z mlekiem modyfikowanym. Ostatnio dziecko dostało jeść o godz. 3. Trzy godziny później kobieta chciała je ponownie nakarmić i wtedy odkryła, że jest sine i nie oddycha.
Zobacz także:
- 38-latek zatrzymany ws. porwania niemowlęcia. "Twierdzi, że to jego syn"
- Nie żyje aktor kultowego "Misia". Podano datę i miejsce pogrzebu
- Nowe przepisy o mobbingu i dyskryminacji. Co się zmieni?
Autorka/Autor: Dominika Czerniszewska
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: DoloresGiraldez/Getty Images