Siostry "pingwinki" zaniepokojone. Czy Dom Chłopaków będzie wygaszony? "Nikt nas nie słucha"

Uwaga TVN. Zmiany prawa. Czy Dom Chłopaków będzie zamknięty?
Czy ośrodek dla niepełnosprawnych dzieci zostanie wygaszony?
Źródło zdj. gł.: Uwaga! TVN
Kilka lat temu widzowie TVN-u zbierali pieniądze na rozbudowę Domu Chłopaków w Broniszewicach. Dziś, nie wiadomo, czy dalej będzie on istniał. Czy planowane zmiany w przepisach dotyczących opieki nad dziećmi z niepełnosprawnościami mogą sprawić, że dom prowadzony przez siostry dominikanki opustoszeje? Reportaż programu Uwaga! TVN.

Dom Chłopaków w Broniszewicach, nazywany DPS-em, od 75 lat daje schronienie i opiekę niepełnosprawnym chłopcom z całej Polski. Mieszkają w nim, bo ich rodziny nie były w stanie sprostać wyzwaniu, jakim jest opieka nad ciężko chorym dzieckiem. Prowadzą go siostry dominikanki. Jakiś czas temu nagranie, w którym wcieliły się w wesołe pingwiny, poruszyło serca Polaków i przyniosło finansowe wsparcie, dzięki któremu siostry mogły dokończyć budowę nowych mieszkań.

Uwaga TVN. Zmiany w prawie. Czy Dom Chłopaków będzie zamknięty?

Dla dzieci każda zmiana to szok. Utrata domu i rodziny, bo tym właśnie są dla nich te miejsca, to prawdziwy dramat.

Tymczasem projekt ustawy, nad którym pracują obecnie urzędnicy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, zakłada zakaz umieszczania niepełnosprawnych dzieci na całe życie w domach takich jak ten w Broniszewicach. Zamiast tego mają trafiać do rodzin zastępczych lub do nowo tworzonych dziecięcych ośrodków terapeutycznych.

Problem w tym, że rodzin zastępczych jest za mało, a ponadto dziecko po osiągnięciu pełnoletności będzie musiało się z takiego ośrodka wyprowadzić i rozpocząć życie w nowym miejscu.

- Tłumaczenie jest tego typu, że najlepszym dobrostanem dla dziecka jest rodzina – mówi siostra Eliza z Domu Chłopaków w Broniszewicach. 

Brakuje rodzin zastępczych

Najlepszym miejscem dla dziecka jest rodzina biologiczna, a kiedy jej brakuje, rodzina zastępcza. Rzecz w tym, że aż 75 proc. dzieci do DPS trafiło właśnie z rodzin zastępczych, bo nie były one w stanie unieść ciężaru wychowania niepełnosprawnego dziecka. Co więcej, już dziś brakuje około tysiąca rodzin zastępczych dla zdrowych dzieci, jak więc znaleźć kolejne i to dla ciężko chorych?

- To, co proponuje pani minister, na pewno bardzo ładnie brzmi, ale w praktyce wydaje mi się, że nie jest możliwe – ocenia Hanna Kreft. I tłumaczy: - Po pierwsze, rodzin zastępczych już teraz jest bardzo mało dla dzieci zdrowych, a co dopiero dla dzieci z głęboką niepełnosprawnością. Wydaje mi się, że to będzie bardzo trudne do zrealizowania. Logicznie rzecz biorąc, po co zmieniać coś, co bardzo dobrze funkcjonuje? A po trzecie, nie należy zabierać rodzicom możliwości wyboru.

Państwo Kreft powierzyli pod opiekę sióstr swojego ukochanego syna, Macieja. Ma 21 lat, a do Domu Chłopaków trafił mając 17 lat. W nowej formule ministerstwa, po roku musieliby szukać dla niego nowego miejsca, nie mógłby mieszkać z dziećmi, choć umysłowo jest na poziomie kilkulatka. 

- To była najtrudniejsza decyzja naszego życia. Nasz syn przebywa w Broniszewicach już piąty rok i z perspektywy tych lat mogę powiedzieć, że to była najbardziej właściwa decyzja dla niego, ale też dla nas, dla jego zdrowego rodzeństwa, dla którego nigdy nie mieliśmy ani siły, ani czasu i dla całej naszej rodziny – tłumaczy pani Hanna.

- Nasz syn jest dzieckiem głęboko niepełnosprawnym, jest, jak tu się mówi w Broniszewicach, nadzwyczajnym niebieskim chłopcem, czyli ma autyzm, szereg chorób współistniejących, padaczkę lekooporną i przede wszystkim głęboką niepełnosprawność intelektualną – dodaje nasza rozmówczyni.

Dzieci stanową zagrożenie dla samych siebie

Pani Anna i pan Paweł są rodzicami ośmioletniego Krzysia. Chłopiec od roku przebywa w Domu Chłopaków. Od urodzenia zmaga się z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Przez długi czas rodzice radzili sobie sami, jednak z biegiem lat Krzyś zaczął stanowić zagrożenie dla siebie. Poza nim wychowują jeszcze dwoje młodszych dzieci.

- Myśmy dorastali do tej decyzji aż dwa lata. Robiłam wszystko, co możliwe, żeby tylko nie musiał trafić do takiego domu. Ale u syna nasilała się agresja i autoagresja. Uderzał głową o podłogę, o ścianę, walił rękami w szybę, w drzwi, szarpał za klamki. Musieliśmy wymieniać wszystkie klamki w oknach, żeby nie doszło do tragedii – opowiada pani Anna.

- Żałuję, że nie trafił do Domu Chłopaków szybciej ze względu na to, że miałby kompleksową pomoc, gdzie naprawdę otoczony jest miłością i opieką. Tutaj nic mu nie grozi – uważa pani Anna.

Co dalej z Domem Chłopaków w Broniszewicach?

Dom Chłopaków ma 67 podopiecznych. Najmłodszy ma 2 lata, najstarszy 73. Dla większości z nich to rodzinny dom, w którym spędzili większą część życia. O ich potrzeby dba wykwalifikowany personel oraz wolontariusze m.in. Ada i Kamil.

- Oni mają tu dom, dom od początku do końca, do śmierci. Dla chorych chłopców, w ogóle dla osób chorych, najważniejsze jest to, żeby mieli systematyczność – mówi wolontariuszka Adriana Kaczmarska.

- Jak oni w wieku 18 lat mieliby stąd zniknąć? Oni tak naprawdę umysłowo nie mają 18 lat, tylko 10 lat, 7, 8, 5. To tak trochę by wyglądało, jakby 7-latka nagle zabrać z domu, który zna i dać gdzieś indziej – mówi Kamil Kaczmarski.

Aktualnie trwają konsultacje społeczne dotyczące projektu nowej ustawy. Zbieranie opinii potrwa do końca kwietnia. Poprosiliśmy ministerstwo o spotkanie, niestety odmówiono nam rozmowy przed kamerą.

- Mam wrażenie, że nigdy nas nikt nie słucha. Uważam, że ktoś chciał się czymś wykazać. Ale w tym wszystkim są dzieci, niepełnosprawne, które nie potrafią się upomnieć o swoje prawa – zaznacza Hanna Kreft. 

Ponad połowa dzieci z domu pomocy społecznej nie jest odwiedzana przez rodzinę, a niektóre nigdy nie poznały swoich rodziców. Noszą w sobie ogromną potrzebę bliskości i chwytają się jej, gdzie tylko mogą. Oskar swojego tatę odnalazł w wolontariuszu Michale.

- Oski ma swój język, który czasem idzie zrozumieć, bo jest bardzo inteligentnym chłopcem. I zaczął kiedyś pokazywać właśnie, że Michał, kręcone włosy. No i jakoś tak potem mówił, że tata, że to nie kolega, nie wujek, i tak zostało. I tak w maju minie 7 lat – mówi wolontariusz Michał Majdak.

- Dzięki temu, że to jest taki dom, to ci chłopcy zupełnie inaczej rosną i dojrzewają jako ludzie. Myślę, że gdyby zastąpić takie miejsce ośrodkiem dla dorosłych, to dziecko się tak naprawdę resetuje – dodaje pan Michał.

Dom Chłopaków został przebudowany w 2018 roku dzięki determinacji sióstr i wsparciu darczyńców. Udało się stworzyć pięć nowoczesnych mieszkań, każde dla 14 podopiecznych. Najmłodsi, najstarsi i osoby z różnymi schorzeniami mieszkają osobno.

Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: wg/ID
Reporter: Arleta Bolda-Górna