Prosiła o ochronę przed mężem. W końcu ją zabił. "Policjant powiedział jej, że może chce się na kawę umówić"

Uwaga! TVN. Prosiła o ochronę przed mężem. W końcu ją zabił
ZABOJSTWO KOBIETY 3MIN.mp4
Pani Katarzyna przez ponad dwa lata zgłaszała policji, że jej były mąż grozi jej śmiercią. Funkcjonariusze zdawali się bagatelizować obawy kobiety. Te niestety nie były bezpodstawne. Pani Katarzyna nie żyje. Reportaż programu Uwaga! TVN.

9 grudnia do szkoły językowej, prowadzonej przez panią Katarzynę, wszedł jej były mąż.

- Odwróciłam się, Robert stał przed schodami i wtedy zorientowałam się, że w prawej ręce trzyma sztylet i ma całą zakrwawioną rękę. Chyba coś mówił. Odwrócił się i poszedł – opowiada pani Natalia, pracownica pani Katarzyny.

- Zszedłem na półpiętro. On stał przed wejściem i powiedział: "Nie chcieliście oddać pieniędzy, teraz idź ją ratuj". Odwrócił się i wyszedł. Wszedłem do mamy i zobaczyłem, że siedzi i trzyma się za szyję – relacjonuje Bartosz, syn pani Katarzyny.

- Kasia była bardzo blada, miała całą zakrwawioną szyję. Trzymaliśmy ją, żeby ją uratować, żeby nie wypływała jej krew – mówi pani Natalia.

Były mąż po zamordowaniu pani Katarzyny sam zgłosił się na policję, ale komisariat w Nadarzynie był zamknięty.

- Musiał pojechać na komisariat do Pruszkowa. Sam wszedł tam z zakrwawionymi rękami i dowodem zbrodni – opowiada syn pani Katarzyny.

Uwaga TVN. Groził jej były mąż

Pan Robert przyznał się do zabicia byłej żony. Z panią Katarzyną byli małżeństwem od 27 lat.

- Między ojcem a mamą sypać zaczęło się parę lat temu. Ale ojciec zawsze był agresywny. Byłem świadkiem sytuacji, kiedy rzucił się na mamę i zaczął ją szarpać– opowiada Kajetan, drugi syn pani Katarzyny.

- Któregoś razu Kasia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że została pobita przez Roberta. To było dwa lata temu i to był przełom. Zaczęliśmy zupełnie inaczej na to wszystko patrzeć – mówi pani Beata, siostra pani Katarzyny.

- Skatował ją. Potem stwierdził, że dobrze zrobił, nie czuł się winny – mówi Bartosz.

- Dostał wówczas sądowy zakaz zbliżania się do niej – dodaje syn pani Katarzyny.

Choć para rozwiodła się, to wciąż prowadzili wspólny biznes. Były mąż nie dawał o sobie zapomnieć.

- Wysyłał do szkoły szkalujące wiadomości na jej temat. Wysyłał nawet jej nagie zdjęcia – mówi Izabela Greszta, dyrektor Szkoły Podstawowej w Woli Krakowiańskiej. I dodaje: - Później zaczęło się grożenie, że ją zabije.

"Mam nadzieję, że w piątek cię dojadę. Najpierw oślepniesz, dopiero zdechniesz", brzmi jedna z wiadomości, które dostała kobieta.

- Cały czas jej groził, molestował psychicznie – mówi siostra pani Katarzyny.

Reakcja policji

Pani Katarzyna wielokrotnie zgłaszała policjantom groźby kierowane do niej przez byłego męża. Jej wołanie o pomoc pozostawało zazwyczaj bez odpowiedzi.

- Policjant powiedział jej, że może [były mąż - red.] chce się na kawę umówić. Albo jak on jej napisał w ramach jakiś gróźb: "Uważaj na siebie", to usłyszała: "No co, przecież się o panią martwi" – przytacza Kajetan.

- Mówili na przykład, że z tą sytuacją nic nie są w stanie zrobić, jest sobota i skąd oni wezmą patrol policyjny. Nie traktowali tego poważnie, jakby to była norma, że ktoś przychodzi i sobie coś mówi, a oni nie mają, co zrobić. A dziewczyna bardzo się bała – mówi siostra pani Katarzyny.

- W którymś momencie przestała jeździć swoim samochodem, bo poszła jakaś groźba, że Robert zrobić coś z jej autem. Kasia nigdy nie wychodziła ze szkoły sama, zawsze wychodziła z którąś z koleżanek – mówi Izabela Greszta.

- Niejednokrotnie spała u znajomych. Jeżeli człowiek nie czuje się bezpiecznie we własnym domu, to chyba najgorsze z zagrożeń – dodaje pani Natalia.

Pani Katarzynie czasami udawało się zmusić mundurowych do przyjęcia zgłoszenia. Ale nawet w takich przypadkach prokuratura zazwyczaj umarzała postępowanie wszczęte przeciwko panu Robertowi.

W 2024 roku za swoje groźby pan Robert został skazany na karę ograniczenia wolności, w ramach której musiał wykonywać prace społeczne. Odwołał się od tego wyroku.

- Groźby były przedmiotem aktu oskarżenia, który został skierowany przeciwko temu mężczyźnie. Sąd nie zdążył wydać wyroku karnego, skazującego – tłumaczy Piotr Skiba z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

- To, że zabójca grozi, a potem popełnia zabójstwo, a prokurator nie zamknął go wcześniej, nie oznacza, że prokurator jest winny za to, co się wydarzyło – zaznacza prokurator Piotr Skiba.

- Ojciec na końcu pisał mamie: "Zabije cię, zostały ci trzy dni". Do babci pisał: "Zaj…. tę s… do końca miesiąca". Piał najbardziej bezpośrednio, jak się da – zaznacza Bartosz.

Już następnego dnia po tragedii policjanci z Komendy Stołecznej Policji zaczęli badać, jakie czynności podejmowali policjanci z komisariatu w Nadarzynie, a właściwie to, czego nie zrobili ci policjanci. W efekcie wszczęto postępowania dyscyplinarne wobec trzech osób: policjanta prowadzącego postępowanie, zastępcy komendanta i komendanta placówki w Nadarzynie.

- Analiza prowadzenia przez ostatnie lata postępowań wskazuje na pewne uchybienia i być może nieprawidłowości. Polegało to na zaniechaniu lub na nieprawidłowościach związanych z uruchomieniem procedury Niebieskiej Karty, tego zabrakło. Chodzi też o wątpliwą ocenę zagrożenia sygnalizowanego przez pokrzywdzoną – mówi podkom. Jacek Wiśniewski z Komendy Stołecznej Policji.

- Rolą państwa jest chronić obywatela, a tutaj mamy poczucie, że nie do końca zostało to chyba zrealizowane – kwituje syn pani Katarzyny.

Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: wg/MK, Bartosz Józefiak