Zszedł z gór przebity na wylot kijem trekkingowym. Dlaczego nie wezwał pomocy? "To miało wpływ"

Mężczyzna nadział się na własny kij trekkingowy. Nie wezwał pomocy
Mężczyzna nadział się na własny kij trekkingowy. Nie wezwał pomocy
Źródło zdj. gł.: Stanislaw Pytel/Getty Images
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Historia Davida Cifaldiego z Montany brzmi jak scenariusz filmu o przetrwaniu. 32-letni pielęgniarz podczas wyprawy na Granite Peak doznał niezwykle groźnego urazu, gdy nadział się na własny kij trekkingowy. Mimo że ostry przyrząd przebił jego ciało, mężczyzna zachował zimną krew, ocenił swój stan i wspólnie z towarzyszami zdecydował się zejść z gór o własnych siłach, bez wzywania .
Kluczowe fakty:
  • 32-letni David Cifaldi nadział się na własny kij trekkingowy podczas wyprawy na Granite Peak w Montanie.
  • Zamiast czekać na śmigłowiec ratunkowy, wraz z dwoma towarzyszami przez ponad sześć godzin schodził do samochodu.
  • Kilka dni po wypadku wrócił do pracy jako pielęgniarz.
DD_20241127_Gory_REP_napisy
Sukces polskich wspinaczy w Nepalu - napisy
Źródło: Dzień Dobry TVN

Wypadek na Granite Peak. Wspinacz przebity kijem trekkingowym

32-letni pielęgniarz David Cifaldi podczas zdobywania najwyższego szczytu w Montanie (USA) nadział się na własny kijek trekkingowy. Zamiast wezwać pomoc, bezpiecznie zszedł z wystającym po obu stronach ciała przyrządem o długości 112 cm do zaparkowanego 1,5 km niżej samochodu - podała w czwartek (30.07) agencja AP. Do wypadku doszło w czerwcu na płaskowyżu Froze-To-Death w paśmie Beartooth Mountains Gór Skalistych, który wznosi się na wysokości ponad 3 tys. m.n.p. Ranny wspinacz ocenił, że kijek pod lewym ramieniem nie porusza się w ciele, nie ma dużego krwawienia, on sam jest przytomny i nie odczuwa dużego bólu. Wysnuł wniosek, że narzędzie nie uszkodziło ważnych organów, wobec tego z pomocą dwóch towarzyszy da radę zejść z płaskowyżu. Wspinacze powiadomili górską służbę ratunkową o tym, co się wydarzyło i jaką decyzję podjęli.

Granite Peak. Dramatyczne zejście z gór

Droga na dół do samochodu zajęła im ponad sześć godzin. Samochodem jednego ze wspinaczy pojechali do najbliższej placówki medycznej, ale tam odesłano ich do szpitala, w którym Cifaldi jest zatrudniony. Rana została opatrzona, a pielęgniarz stawił się w pracy jeszcze w tym samym tygodniu. - Na 99 proc. podjąłbym tę samą decyzję. Poszukiwanie i przybycie pomocy (w górach – PAP) jest za darmo. Ale lot już nie. To miało wpływ na moją decyzję, by ratować się samemu. Jednak to, że u boku miałem doświadczonych przyjaciół i mieliśmy możliwość wezwania pomocy, gdyby poszło coś źle, bardzo tę decyzję ułatwiło - tłumaczył 32-latek.

Trójka wspinaczy chciała zdobyć mierzący prawie 4 tys. m n.p.m najwyższy szczyt w stanie Montana - Granite Peak. Szlak wiedzie przez płaskowyż poprzecinany licznymi kanionami.

Zobacz także:

Źródło: PAP