Michał Lesień-Głowacki przeprowadzał się kilkanaście razy. "Jak się dobrze czujemy, to możemy mieszkać gdziekolwiek"
Michał Lesień-Głowacki i jego przeprowadzki
Michał Lesień-Głowacki od najmłodszych lat zmieniał adresy zamieszkania. Jak wspomina, pierwsza z dużych przeprowadzek miała miejsce, gdy jego ojciec został dyrektorem teatru w Kaliszu. Wówczas z całą rodziną przeniósł się z Wrocławia do nowego miasta. Po ukończeniu liceum ponownie spakował walizki, tym razem do Łodzi, gdzie podjął studia. Przez kilkanaście lat zmieniał jeszcze miejsce i przemieszczał się miedzy Wrocławiem, Kaliszem, Łodzią, Warszawą a Trójmiastem. To, co było jednak niezmienne, to mieszkania w centrum. Aktor przyznaje, że uwielbia czuć klimat i hałas miasta.
- Jestem człowiekiem miasta, całe życie mieszkałem w centrum miasta, jak nie słyszę ruchu ulicznego, to się źle czuję. Nawet na wakacje jeżdżę do miasta, więc nawet za chwilę po raz kolejny lecimy do Barcelony, bo tam plaże są w mieście. Jak lecimy do Japonii, to muszą być największe miasta, jak do Wietnamu, największe miasta - zdradził nasz gość.
Po latach przeprowadzek na chwilę osiadł. Wiele w jego życiu rodzinnym zmieniła pandemia. Choć posiadał własne mieszkania, w pewnym momencie zaczęły go uwierać. Wraz z żoną postanowił więc sprzedać nieruchomości i spłacić kredyty.
- Teraz można powiedzieć, że jest spokojniej, ale to też nieprawda, bo pandemia dużo zmieniła. Tak wyszło, że z żoną od pandemii wynajmujemy mieszkanie, bo sprzedaliśmy swoje tuż przed pandemią. Pozmieniało się całe życie i chyba to stało się jakimś naszym stylem życia. Nigdy nie byłem człowiekiem, który chce mieć dom z ogródkiem, zawsze chciałem mieszkać w centrum miasta. Dodatkowo cały czas coś się dzieje, od 30 lat jeżdżę ze spektaklami, to jest około 10 hoteli w miesiącu, więc cały czas w trasie, taki zawód - stwierdził aktor.
Michał Lesień-Głowacki o domu
Na pytanie, czym dla aktora jest dom, odpowiada: rodziną. To nie tyle miejsce, co energia i ludzie, którzy wypełniają daną przestrzeń.
- Teraz to my z żoną tworzymy dom i to jest tak, że jak my się dobrze czujemy, to możemy mieszkać gdziekolwiek i nie potrzebujemy takiej bazy, tego przysłowiowego domu z ogródkiem - tłumaczył. Jak dodał, przeprowadzki nauczyły go minimalizmu.
- Tak się z żoną dobraliśmy, że się uzupełniamy. Ona ma dużo rzeczy, ale tzw. kapsułową garderobę. A ja mam mniej z tego względu, że zawsze lubię być minimalistą - podsumował.
Zobacz także:
- Tam Artur Barciś znalazł swój azyl z dala od zgiełku miasta. "Jestem sąsiadem po prostu i to jest wspaniałe"
- Marina i Wojciech Szczęśni na wakacjach w Turcji. Towarzyszy im reprezentant Polski z rodziną
- Ukochany Klaudii Halejcio trafił do szpitala. "Nikt nie widzi tego, co ja widzę"