Złotowłosy chłopak, który został legendą. Mija 20 lat od śmierci Marka Grechuty

Marek Grechuta
Marek Grechuta we wspomnieniach artystów
Źródło zdj. gł.: Dzień Dobry TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Nie potrzebował efektownych gestów, głośnych melodii ani podążania za muzycznymi modami. Marek Grechuta stworzył własny świat, pełen liryzmu, refleksji i niezwykłych emocji. Choć od śmierci artysty minęło już 20 lat, jego piosenki wciąż poruszają kolejne pokolenia. W rocznicę śmierci wokalisty przypominamy jego niezwykłą karierę.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo.

DD_20250518_Grechuta_rep
“To był po prostu piękny człowiek”
Źródło: Dzień Dobry TVN

Marek Grechuta - 20. rocznica śmierci

9 października 2006 r. zmarł Marek Grechuta, piosenkarz, poeta i kompozytor, wykonawca takich piosenek jak "Dni, których nie znamy", "Będziesz moją panią", "Niepewność" i "Hop, szklankę piwa". - Udało mu się coś w praktyce niewykonalnego: tworzył piosenki, które trafiały zarówno do elit, jak i do mniej przygotowanych słuchaczy. Na jego koncerty przychodzili ludzie szukający chwili zadumy, refleksji, dobrej poezji oprawionej odpowiednią do tych wierszy muzyką - wspominał artystę Janusz R. Kowalczyk, autor książki pt. "Wracając do moich Baranów" (2012).

Kulturą twórczą i wykonawczą rzucał estetyczne wyzwanie estradowej tandecie i artystycznej bylejakości. To "artysta, który zatrzymał ulotny świat poezji i potrafił uczynić z niego potęgę" - mówił o nim przyjaciel Jan Kanty Pawluśkiewicz, kompozytor, współzałożyciel grupy Anawa.

Grechuta wyróżniał się tym, że potrafił połączyć ambitną poezję z muzyką popularną. Jego twórczość trafiała zarówno do osób zainteresowanych sztuką i literaturą, jak i do szerokiego grona słuchaczy. Na jego koncerty przychodzili ludzie, którzy szukali nie tylko rozrywki, ale także chwili zadumy, refleksji i kontaktu z dobrą poezją.

- Interpretował zarówno własne teksty, jak i wiersze polskich poetów od przełomu poprzednich wieków do współczesności, współpracował z wieloma wybitnymi instrumentalistami. Łączył elementy rocka progresywnego i nowoczesnego jazzu z elementami muzyki etnicznej czy klasycznej. Wpisał się do największych indywidualności polskiej sceny muzycznej, pozostając jednak zawsze poza jej głównym nurtem - wyjaśnił Maciej Sienkiewicz ("culture.pl", 2010)

Marek Grechuta - złotowłosy chłopak, który wyróżniał się z tłumu

Marek Grechuta pojawił się na polskiej scenie muzycznej w drugiej połowie lat 60., w czasach, gdy ogromną popularnością cieszył się dynamiczny bigbit. Na tle energicznych i pełnych ruchu wykonawców "złotowłosy chłopak" wyróżniał się spokojem i skupieniem. Podczas występów stał nieruchomo przed mikrofonem, trzymając ręce wzdłuż ciała. Nie wynikało to jednak z braku scenicznej swobody, lecz z jego świadomego podejścia do muzyki i poezji.

- Próba nadinterpretacji poezji poprzez jakieś ruchy byłaby niewłaściwa - Grechuta wyjaśniał swoją postawę przy mikrofonie potrzebą skupienia. "Poezja jest sferą wyobrażeń. Skoro publiczność stara się siedzieć w skupieniu, żeby wysłuchać piosenki, podobnie powinien zachowywać się wykonawca - mówił Zbigniew Wodecki, cytowany w artykule Katarzyny Kachel pt. "Jaki był Marek Grechuta?" ("Gazeta Krakowska", 2006).

Grechuta przez ponad trzy dekady pozostał wierny własnemu stylowi. Nie podążał za zmieniającymi się modami, lecz tworzył muzykę, w której ważne miejsce zajmowały wartościowe teksty i poezja. Sam uważał, że zawsze będzie istniało zapotrzebowanie na piosenkę, która pięknym językiem mówi o zwykłych sprawach w niezwykły i wzniosły sposób.

Wyróżniał się również swoim wyglądem. Ubierał się elegancko i nieco staroświecko.

- Gdy chłopcy z zespołu Anawa nosili spodnie dzwony lub zdobywane za granicą wojskowe zielone kurtki, on chodził w trenczu à la Humphrey Bogart w filmie "Casablanca". Marek był w dobrym tonie i ten dobry ton został doceniony w Krakowie" - przypomniała Marta Sztokfisz, autorka biografii Marka Grechuty pt. "Chwile, których nie znamy" (2013).

Marek Grechuta - od Zamościa do krakowskiej sceny. Narodziny artysty

Marek Grechuta urodził się 10 grudnia 1945 roku w Zamościu. Był synem Zygmunta i Wandy z domu Stryjek. Jego rodzice rozwiedli się, gdy Marek miał 12 lat. Rozstanie rodziców było trudnym doświadczeniem dla całej rodziny. Matka Grechuty martwiła się o jego przyszłość i w swoim pamiętniku opisała go jako chłopca pełnego niepewności i wątpiącego we własne możliwości.

Mimo tych obaw Marek był bardzo dobrym uczniem. Był spokojny, pilny i dobrze przygotowany do zajęć. Jego szkolny kolega Jerzy Słupecki wspominał, że Grechuta nigdy nie chodził na wagary, świetnie radził sobie z łaciną i był lubiany przez nauczycieli. Był również koleżeński i pomagał innym, między innymi pozwalając czasem korzystać ze swoich ściąg.

- Wiedział, po co się uczy - napisała Marta Sztokfisz. Jedyną praktycznie jego niesubordynacją, były potajemne kontakty z ojcem, już po rozwodzie - jawnych matka zabraniała.

Nie był szkolnym sportowcem, ale zagorzałym kibicem piłki nożnej. Miał w pamięci wyniki meczów, nazwiska strzelców bramek i składy drużyn nawet najniższych klas rozrywkowych - Górnika Bochnia czy Kmity Zabierzów. Już w Krakowie kibicował Wiśle - ale to Korona Kielce za uznała jego "Dni, których jeszcze nie znamy" za swój hymn, śpiewany przez kibiców.

Do Krakowa trafił na studia architektoniczne - promotorem jego pracy dyplomowej był prof. Wiktor Zin, który wcześniej, jeszcze w Zamościu, obejrzał rysunki licealisty Grechuty. "Były dobre" - ocenił. Dlaczego jednak muzykujący od najmłodszych Marek wybrał architekturę? "Dziwni się ludzie zgromadzili wtedy na tych studiach: Demarczyk, Kanty Pawluśkiewicz, Grechuta, Mleczko" - powiedział prof. Zin Katarzynie Kachel w 2006 roku.

Właśnie z Janem Kantym Pawluśkiewiczem na przełomie lat 1966/67 Grechuta założył wraz "Kabaret Architektów Anawa".

Powstanie Anawy i największe sukcesy Marka Grechuty

Na przełomie 1966 i 1967 roku Marek Grechuta wraz z Janem Kantym Pawluśkiewiczem założył Kabaret Architektów Anawa. Obaj byli wówczas studentami architektury, ale coraz bardziej interesowała ich działalność artystyczna. Początkowo grupa organizowała happeningi, łącząc muzykę, plastykę, literaturę i zabawę. Z czasem kabaret przekształcił się w zespół muzyczny, który towarzyszył Grechucie podczas występów.

Nazwa Anawa pochodziła od francuskiego zwrotu "en avant!", oznaczającego "naprzód!". Miała podkreślać nowoczesny i oryginalny charakter grupy. Zespół szybko zdobył popularność. W 1967 roku wystąpił na VI Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie, gdzie odniósł duży sukces. Anawa otrzymała I nagrodę za aranżację, natomiast Marek Grechuta zdobył II nagrodę w kategorii wokalistów. Wyprzedziła go jedynie młoda Maryla Rodowicz.

- Po debiucie na Festiwalu Piosenki Studenckiej posypały się propozycje koncertów. Człowiek wpadł w rytm tworzenia utworów, w rytm występów. Wtedy zrozumiałem, że architektem nie zostanę, a innej drogi, poza artystyczną, nie widziałem - wspominał Grechuta.

Największe sukcesy miał w Opolu. Już w 1968 r. za "Serce" otrzymał nagrodę dziennikarzy. Rok później dostał nagrodę Telewizji Polskiej za piosenkę "Wesele". Dwukrotnie wyśpiewał tam Nagrody Główne - za "Korowód" w 1971 r. i za "Hop, szklankę piwa" w 1977 roku.

Na tym samym festiwalu w 1977 r. Krystyna Janda niezwykle ekspresyjnie wykonała "Gumę do żucia" - tekst napisał Grechuta.

- Od dawna byłam wielbicielką talentu Marka Grechuty. Aż tu nagle, u progu mego życia zawodowego, stał się dla mnie nadzwyczajną postacią. Sprawił, że spojrzałam na siebie w inny sposób. Byłam już po pierwszych kontaktach z Andrzejem Wajdą, kolegami w teatrze. Wszystko wokół było agresywnym parciem do przodu. Poza Markiem. Przy nim odnalazłam zamyślenie, oddech, spokój, ciszę. Była to zupełnie inna, bardzo ważna strona tego, co robiłam. Każde spotkanie z nim było dla mnie świętem. Jego śpiewanie zawsze kojarzy mi się z najwspanialszymi chwilami w życiu. Bardzo dużo mu zawdzięczam - mówiła aktorka w książce "Wracając do moich Baranów".

Ważnym wydarzeniem w karierze Grechuty był również musical "Szalona lokomotywa", przygotowany wspólnie z Krzysztofem Jasińskim i Janem Kantym Pawluśkiewiczem na podstawie twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza. Przedstawienie odniosło duży sukces w Teatrze STU. Grechuta występował w nim między innymi z Marylą Rodowicz, a z musicalu pochodzi popularna piosenka "Hop, szklankę piwa".

Marek Grechuta – zespół WIEM, Piwnica pod Baranami i ostatnie lata życia

Na początku lat 70. Marek Grechuta prowadził zespół WIEM. Nazwa była skrótem słów "W Innej Epoce Muzycznej" i dobrze oddawała charakter jego twórczości. Grechuta nie chciał podążać za chwilowymi modami, lecz rozwijał własny styl, oparty na połączeniu poezji i muzyki. Zespół nagrał dwa albumy: "Droga za widnokres" w 1972 roku oraz "Magia obłoków" w 1974 roku. Grupa zakończyła działalność w 1975 roku

Po rozpadzie WIEM Grechuta rozpoczął współpracę z krakowską Piwnicą pod Baranami, prowadzoną przez Piotra Skrzyneckiego. Było to nietypowe, ponieważ Grechuta był już wtedy bardzo znanym i cenionym artystą. Miał na swoim koncie liczne koncerty, płyty i nagrody, dlatego do Piwnicy dołączył już jako uznana gwiazda.

- Akces Grechuty do kabaretu Piotra Skrzyneckiego mógł budzić zdziwienie. Transfer artystów odbywał się zazwyczaj w przeciwną stronę. Soliści tylko czekali, aż ich nazwiska wypłyną poza krąg piwniczny, żeby rozpocząć karierę w wielkim świecie rozrywki. Tymczasem popularność Grechuty - ugruntowana setkami występów, wieloma płytami, laurami festiwalowymi - była oczywista. Dołączył do zespołu jako gwiazda" - napisał Janusz R. Kowalczyk, który wówczas poznał go osobiście. A pierwszy raz zobaczył go w tramwaju. „Wyraźnie przypominam sobie nagłą gonitwę myśli: on czy nie on? Nie mieściło mi się w głowie, żeby tak znany artysta mógł się przemieszczać publicznym środkiem lokomocji. Kiedy trafiłem do Piwnicy, doznałem kolejnego wstrząsu poznawczego: Grechuta dopiero wtedy, już po sukcesie, robił prawo jazdy" - wspominał.

W swojej twórczości najczęściej śpiewał własne teksty do własnej muzyki, ale chętnie korzystał też z kompozycji Jana Kantego Pawluśkiewicza, do wierszy m.in. Leszka Aleksandra Moczulskiego, Juliana Tuwima, Adama Mickiewicza, Bolesława Leśmiana. Koncertował w Europie, Ameryce i Australii. W grudniu 2001 r. dostał pierwszą Złotą Płytę za album "Dni, których nie znamy", wydany w serii Złota Kolekcja, sprzedany w liczbie 50 tys. egzemplarzy. Ostatnia płyta Grechuty, zatytułowana "Niezwykłe miejsca", ukazała się w 2003 r. W tym samym roku nagrał też z zespołem Myslowitz piosenkę "Kraków".

Podczas 43. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki "Opole 2006" Marek Grechuta dostał Grand Prix za całokształt twórczości, a jego piosenki zaprezentowane zostały podczas koncertu "Świat w obłokach". W Alei Gwiazd Polskiej Piosenki na opolskim Rynku wmurowano gwiazdę Marka Grechuty, którą odsłonił kompozytor największych przebojów artysty Jan Kanty Pawluśkiewicz. Choroba nie pozwoliła artyście przyjechać do Opola.

Praktycznie przez całe dorosłe życie cierpiał na chorobę afektywną dwubiegunową, która miała wpływ zarówno na jego życie osobiste, jak i działalność artystyczną.

- Od stanów euforii przechodził bardzo łatwo do stanu skrajnej depresji. To rujnowało jego życie rodzinne i artystyczne. Widzom czasem mogło się wydawać, że Marek jest nietrzeźwy, a on w tym czasie przeżywał atak choroby - tłumaczyła Marta Sztokfisz w radiowej Dwójce (2013).

Marek Grechuta zmarł 9 października 2006 r. w Krakowie - miał 60 lat. Jest pochowany na Cmentarzu Rakowickim.

Zobacz także:

Źródło: PAP
Autorka/Autor: oprac. Nastazja Bloch