Matka chrzestna Tomasza Komendy nie żyje. Jej ciało znaleziono 2 lata po zaginięciu

policja
Nie żyje matka chrzestna Tomasza Komendy
Źródło: MonikaGruszewicz/Getty Images
Nie żyje matka chrzestna Tomasz Komendy. 70-letnia Stanisława S. zmarła w swoim mieszkaniu, ale jej ciało odkryto po niemal dwóch latach. Dlaczego nikt dokładnie nie sprawdził lokalu, w którym mieszkała kobieta?
Kluczowe fakty:
  • Nie żyje Stanisław S. - matka chrzestna Tomasza Komendy.
  • Ciało kobiety po niemal dwóch latach znaleziono w jej mieszkaniu.
  • Sprawą zajmuje się prokuratura.

Dalsza część tekstu poniżej

DD_20241029_Komenda_rep_REP_napisy
Matka Tomasza Komendy po raz pierwszy po śmierci syna - napisy
Źródło: Dzień Dobry TVN

Nie żyje matka chrzestna Tomasza Komendy

Sprawę matki chrzestnej Tomasza Komendy opisała "Gazeta Wyborcza". Dziennik podaje, że przez niemal dwa lata kobieta uznawana była za zaginioną. Szukała jej policja, administracja budynku i rodzina. Dopiero podczas opróżniania jej komunalnego mieszkania we Wrocławiu robotnicy natknęli się na zmumifikowane ciało 70-latki. Przez cały ten czas nikt nie sprawdził dokładnie jej 19‑metrowego lokalu.

Pierwsze sygnały, że z panią Stanisławą dzieje się coś złego, przyszły od sąsiadów. Schorowana kobieta od dawna rzadko wychodziła z domu, aż w końcu w ogóle przestała być widywana.

- To był chyba maj 2024 roku, jak pierwszy raz powiedzieliśmy administratorce budynku, że nas martwi, co się stało z panią Stanisławą. Potem jeszcze kilka razy prosiliśmy, żeby sprawdzili jej mieszkanie, a może wezwali straż pożarną, bo robactwo nam już krążyło po klatce. Mówiliśmy, że stamtąd idzie. Usłyszeliśmy od administracji, że jak będzie niesłuszne wezwanie, to jeszcze nas obciążą kosztami, i czy wiemy, ile taka akcja kosztuje - powiedziała jedna z sąsiadek w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Rodzina o zniknięciu dowiedziała się dopiero rok później, gdy administracja zaczęła przygotowania do eksmisji za zadłużenie. Na drzwiach mieszkania wisiała kartka z informacją o planowanym "wejściu komisyjnym".

Nie żyje matka chrzestna Tomasza Komendy. Nie utrzymywała kontaktów z rodziną

Stanisława S. była siostrą Teresy Klemańskiej, matki Tomasza Komedy. Relacje między siostrami od lat były napięte. Rozpadły się całkowicie, gdy Tomasz Komenda został niesłusznie skazany za gwałt i zabójstwo.

- Pokłóciłyśmy się, jak Tomek został skazany. Ona była jego matką chrzestną. Myślałam, że będę miała w niej wsparcie, a ta mnie zwyzywała, że jestem matką mordercy, wychowałam bandytę, okropne rzeczy mówiła, wstyd nawet powtarzać. Jeszcze potem u niej byłam, myślałam, że się pogodzimy, ale mnie wyrzuciła. A w końcu z całą rodziną się skłóciła, nikomu nie otwierała. Ktoś przyjechał, to tyle co jej reklamówkę z zakupami zostawił na klamce - tłumaczyła Teresa Klemańska w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Jednak, gdy sąsiedzi poinformowali ją, że nikt od dawna nie widział pani Stanisławy - Klemańska próbowała zgłosić zaginięcie, lecz policja nie przyjęła zgłoszenia. Udało się to dopiero synowi zaginionej, który również od lat nie miał kontaktu z matką. 8 maja 2025 roku do policji wpłynęło zgłoszenie o jej zaginięciu.

- Administracja najpierw nie chciała mnie w ogóle wpuścić do mieszkania. W końcu zgodzili się tylko, żebym wziął jej fotografię. Przyszła administratorka ze ślusarzem, ja byłem z kuzynem. Otworzyli drzwi, przez próg zrobili zdjęcie, a nam kazali iść prosto do szafki ze zdjęciami. Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Miała astmę, nie ruszała się bez inhalatora. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić - przekazał "Gazecie Wyborczej" pan Grzegorz, syn zmarłej kobiety.

Ciało seniorki prawie dwa lata przeleżało w mieszkaniu. Sprawę bada prokuratura

8 grudnia 2025 roku do mieszkania weszła firma sprzątająca, która miała przygotować lokal do ponownego wynajęcia. W trakcie prac robotnicy w łazience, obok wanny, znaleźli zmumifikowane ciało Stanisławy S. Rodzina nie rozumie, jak podczas kilku oficjalnych wejść do niewielkiego mieszkania nikt nie zauważył ciała. Zaskakuje ich też brak dokumentów i osobistych rzeczy zmarłej, w tym biżuterii czy pieniędzy.

- Do tej pory nie wpuścili mnie do mieszkania. A na pytanie, gdzie jest protokół, w którym spisano rzeczy mamy, usłyszałem, że nie ma. Nie mogę się dowiedzieć, co zrobiono z rodzinnymi pamiątkami, w domu zawsze były jakieś pieniądze, mama nosiła złotą biżuterię, łańcuszek z medalikiem i pierścionki – dodał w rozmowie z "Wyborczą" syn zmarłej.

Zarząd Zasobu Komunalnego twierdzi, że nie miał wiedzy o tym, iż w mieszkaniu mogła przebywać osoba zaginiona. Z kolei policja informuje "GW", że podczas wcześniejszych komisyjnych otwarć mieszkania "nie ujawniono zwłok" i dlatego nie było potrzeby ponownego sprawdzenia lokalu. Prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące okoliczności śmierci kobiety.

Więcej na ten temat można przeczytać na stronie tvn24.pl.

Zobacz także: