Roman Rogowiecki pokochał muzykę dzięki pośmiertnemu prezentowi od taty. "To coś symbolicznego"
"Rock & RoRo" - książka Romana Rogowieckiego
Roman Rogowiecki przez ponad pięć dekad pracy dziennikarskiej miał okazję poznawać światowych artystów nie tylko podczas oficjalnych wywiadów. Spotykał ich w okolicznościach, w których mogli na chwilę wyjść z roli gwiazd znanych milionom fanów. Imprezował z Iron Maiden w czasach PRL-u, godzinami rozmawiał z Mickiem Jaggerem i podróżował z legendami muzyki rockowej.
Wspomnienia z tych spotkań po raz pierwszy dziennikarz zebrał w jednej książce zatytułowanej "Rock & RoRo". Rogowiecki opisuje w niej muzyczny świat z perspektywy człowieka, który przez lata znajdował się bardzo blisko jego bohaterów. W jego opowieściach ważne miejsce zajmują nie tylko koncerty czy zawodowe sukcesy artystów, lecz także ich zachowania poza sceną, przyzwyczajenia, poczucie humoru i chwile, w których na dalszy plan schodził status międzynarodowych gwiazd.
Podczas wizyty w studiu Dzień Dobry TVN dziennikarz wrócił również wspomnieniami do znacznie wcześniejszego momentu swojego życia. Opowiedział o tym, skąd wzięła się jego fascynacja muzyką i dlaczego szczególne znaczenie ma dla niego prezent, który w dzieciństwie otrzymał od ojca.
Prezent, który nakierował Romana Rogowieckiego
Zainteresowanie muzyką, które z czasem przerodziło się w zawodową drogę Romana Rogowieckiego, wiąże się z bardzo osobistym wspomnieniem z dzieciństwa. Dziennikarz miał 11 lat, kiedy jego ojciec zginął w wypadku samochodowym. Stało się to przed świętami, a ojciec zdążył wcześniej przygotować dla syna prezent.
- Miałem 11 lat, kiedy mój tata tragicznie zmarł w wypadku samochodowym. To było przed świętami. I on wcześniej już zrobił mi prezent - kupił mi adapter, taki najlepszy z dostępnych, i płytę Niebiesko-Czarnych. To było przeznaczenie. Pośmiertny prezent. To jest coś symbolicznego i duchowego, co mnie ustawiło - wyznał w Dzień Dobry TVN Roman Rogowiecki.
Historia nabiera dodatkowego wymiaru, gdy zestawi się ją z późniejszą drogą Rogowieckiego. Płyta i urządzenie do jej odtwarzania nie pozostały jedynie prezentem. Muzyka stała się przestrzenią, z którą dziennikarz związał swoją przyszłość i która przez kolejne dekady wyznaczała kierunek jego zawodowej aktywności.
Roman Rogowiecki wspomina rozmowę z Davidem Bowie
W ciągu ponad pół wieku pracy Rogowiecki znalazł się blisko wydarzeń i ludzi kształtujących historię światowego rocka. Nie ograniczał się przy tym do obserwowania artystów ze sceny czy prowadzenia standardowych rozmów promocyjnych. Miał możliwość spędzania z nimi czasu również poza oficjalnymi sytuacjami.
Szczególnie zależało mu na spotkaniu z jednym artystą – Davidem Bowiem. Dziennikarz wspominał w Dzień Dobry TVN, że zainteresowanie rozmową z muzykiem było ogromne.
- To było naprawdę trudne. On był oblegany. Amerykanie, Anglicy - wszyscy klęczą przed Bowiem. U nas nie był tak popularny, ale dla mnie znaczył bardzo, bardzo dużo. I udało się to załatwić. Byłem ostatni w kolejce. David Bowie okazał się naprawdę fajnym facetem. Myślałem, że będzie wyniosły, na dystans. Kiedy zapytałem go: "A co jest takiego, czego ludzie nie wiedzą o tobie?", odpowiedział: "Jestem bardzo wesoły". Opowiadał o narkotykach, co potrafią zrobić z człowiekiem. Opowiadał o Jerzym Kosińskim, którego uznał za ekscentryka - wspominał Rogowiecki.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Już od 50 lat pokazuje nam świat muzyki i filmu. "To jest dziennikarz artysta"
- Były idolkami z plakatów. Jak wspominają te czasy? "Weszłam do sklepu, a tam czipsy z moją mordką"
- Garou wspomina pierwszy pobyt w Polsce. "To było coś więcej niż zaskoczenie"