Nowy dowód w sprawie Iwony Wieczorek. "To musi się skończyć"

Nowy dowód w sprawie Iwony Wieczorek. "To musi się skończyć"
Uwaga! TVN. Zaginięcie Iwony Wieczorek
Źródło zdj. gł.: Uwaga! TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Co po 16 latach naprawdę wiadomo o sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek? Prokuratura ma nowy dowód. Czy tym razem śledczy są już bliżej prawdy? Co mówi przyjaciółka kobiety? Reportaż programu Uwaga! TVN.

Śledczy zakładają, że Iwona Wieczorek nie żyje. Jej ciała, mimo 16 lat poszukiwań, wciąż nie odnaleziono.

- To raczej nie był przypadek, najprawdopodobniej zrobiła to osoba, którą ona znała. Ciężko mi o tym mówić, bo nie jestem w stanie nawet myśleć, że znam tę osobę, że to mógł być ktoś z naszego otoczenia – mówi pani Katarzyna, przyjaciółka Iwony Wieczorek. - To musi się skończyć. Nie wyobrażam sobie, że będzie to trwać i trwać, i nie dowiemy się, co się z nią stało – podkreśla nasza rozmówczyni.

Uwaga! TVN. Zaginięcie Iwony Wieczorek

19-latka zaginęła nad ranem 17 lipca 2010 roku. Dzień poprzedzający zaginięcie spędzała razem z przyjaciółką. Wieczorem miały wspólnie bawić się na urodzinowym ognisku w nadmorskim Parku Reagana w Gdańsku. Iwona zdecydowała jednak, by pójść do klubu w Sopocie z innymi znajomymi.

- Tego dnia spędzałam z nią czas do około godziny szesnastej. Byłyśmy na plaży na meczu beach soccera naszych kolegów. Wracaliśmy razem tramwajem, pamiętam, że to był bardzo ciepły dzień – wspomina pani Katarzyna.

Przyjaciółki rozmawiały o wieczornych planach.

- Iwona bardzo cieszyła się na to wyjście. Wbrew pozorom nie chodziłyśmy często po klubach, bardziej spędzałyśmy czas gdzieś nad morzem – mówi pani Katarzyna. I dodaje: - Iwona mówiła, że teraz idzie się ogarnąć, czesać, malować. Była podekscytowana wyjściem.

Matka Iwony Wieczorek doświadcza hejtu

Zaginięcie Iwony od lat śledzą tysiące internautów. W sieci pojawiają się teorie spiskowe, a wraz z nimi hejt na jej najbliższych. Mama Iwony dostaje dużo nienawistnych wiadomości. Rozmawiamy o tym z Anną Trojanowską, którą matka zaginionej poprosiła o wystąpienie w jej imieniu.

- W SMS-ach, które dostaje, pada m.in.: "Ty stara ku***, zabiłaś swoją córkę. Powiedz, gdzie ją schowałaś?" – cytuje licencjonowana detektyw Anna Trojanowska. I dodaje: - Jak możemy nazwać takiego człowieka, który wie, że wypisuje takie obrzydliwe treści do matki, która straciła dziecko i od 16 lat nie wie, co się stało, nie ma grobu?

Co wiadomo o zaginięciu Iwony Wieczorek?

Oddzielmy fakty od internetowych teorii. Co wiadomo na pewno, a co jest tylko sensacją tworzoną kosztem najbliższych Iwony?

- Przez pierwsze tygodnie policja nie robiła nic – ocenia pani Katarzyna, przyjaciółka Iwony.

Policja początkowo bagatelizowała zaginięcie Iwony, a jednym z niewielu zabezpieczonych wtedy dowodów były bilingi. Wynika z nich, że podczas wieczoru w Sopocie Iwona nie bawiła się najlepiej. Cały wieczór pisała do znajomych, sprawdzając, gdzie są. Około 1 w nocy dostała wiadomość, że jej były chłopak bawi się w plażowej dyskotece w damskim towarzystwie. Według zeznań znajomych z Dream Clubu m.in. Adrii i Pawła P., około godziny 2 Iwona chciała wracać. Namawiali ją, by została. Doszło do kłótni. Gdy po raz kolejny wyszła z klubu, zdecydowali się wracać do domu. Iwona odmówiła jednak wspólnego powrotu i sama ruszyła pieszo w stronę Gdańska.

- W momencie, kiedy wychodziła z klubu, to ja już dawno spałam. Nie pisała mi, że z kimś się pokłóciła. Nie miałam informacji, że dzieje się coś złego. Dopiero gdy Iwona wychodziła z klubu, dostałam SMS-a o treści: "Zadzwoń" – opowiada pani Katarzyna.

- Jest duże prawdopodobieństwo, że Iwona chciała jeszcze do kogoś pójść, ewentualnie pochodzić w okolicy, kogoś spotkać, wyżalić się po kłótni – mówi dziennikarka Marta Bilska, która od lat zajmuje się sprawą zaginięcia Iwony.

Feralnej nocy Iwona mogła zmierzać do plażowej dyskoteki, w której bawił się jej były chłopak lub, co bardziej prawdopodobne, na ognisko w Parku Reagana, z którego wcześniej zrezygnowała na rzecz imprezy w Sopocie. Potwierdzają to bilingi. O 2:56, tuż po wyjściu z Dream Clubu, napisała do przyjaciółki bawiącej się na ognisku, prosząc o telefon. Siedem minut później wysłała kolejny SMS, a między nimi dwukrotnie puściła jej sygnał, prosząc o oddzwonienie.

- Bardzo długo miałam sobie za złe, że się wtedy nie obudziłam. Wiem, że gdybym się obudziła, to mogłoby się nie wydarzyć i skończyć inaczej. Zamówiłabym taksówkę, czy nawet wyszła tam, gdzie ona by była i mogłaby wtedy wrócić bezpiecznie do domu – przypuszcza pani Katarzyna.

Iwona nie miała środków na karcie, mogła wysyłać tylko darmowe SMS-y. Idąc, cały czas kontaktowała się ze znajomymi. O 3:11 napisała do Adrii, że czeka przy molo, licząc, że ta przyjedzie po nią taksówką. O 3:31 kontaktowała się z kolegą bawiącym się na ognisku. O 3:33 wysłała kolejnego SMS-a do Adrii, ale ta wracała już taksówką do domu. O 3:48 Iwona wysłała ostatni SMS do kolegi z ogniska. Minutę później rozładował się jej telefon.

O 4:12 widziano ją po raz ostatni.

- Jeżeli skręciła do parku, to tam niestety nie ma już żadnego monitoringu. Jeśli nawet przeszłaby obok tych dwóch imprez, które się wtedy odbywały, to mogło tam wydarzyć się wszystko – uważa detektyw Anna Trojanowska.

Brak kamer sprawił, że do dziś nie wiadomo, czy Iwona dotarła na ognisko lub drugą imprezę, grilla, oddalonego o około 200 metrów, na którym bawili się jej znajomi z meczów plażowej piłki.

Niestety, nie zabezpieczono też nagrań z kamer zainstalowanych na jej osiedlu, a te mogłyby pomóc odpowiedzieć na pytanie, czy jej ślad rzeczywiście urywa się w parku.

- Kamery, które były na osiedlu, gdzie Iwona mieszkała, w ogóle nie zostały przez śledczych zabezpieczone. Dopiero mama, po czasie, poszła do osoby, która miała do nich wgląd, ale okazało się, że już się nadpisały – tłumaczy detektyw Anna Trojanowska.

Nowy dowód w sprawie Iwony Wieczorek

Najwyższa Izba Kontroli wskazała błędy policji w pierwszych dniach poszukiwań. Zbyt późno zabezpieczono dowody, przez co część została bezpowrotnie utracona. Dlatego dziś tak trudno ustalić, co się wydarzyło.

- Cały czas pracujemy na tym, żeby gromadzić dowody i po latach udaje nam się niektóre dodatkowe dowody uzyskać, choć wydawałoby się, że niemożliwe jest, żeby się zachowały przez tyle lat – mówi Eryk Stasielak, naczelnik Małopolskiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Najnowszy, odnaleziony niedawno dowód dotyczy Parku Reagana.

- Dotyczy to momentu, kiedy Iwona była ostatni raz widziana w parku Reagana – mówi prokurator Eryk Stasielak.

O jaki dowód chodzi?

- Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie – ucina Eryk Stasielak.

Park Reagana to 14-hektarowy, w dużej części zalesiony teren. Śledczy potwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że Iwona do niego weszła. Wielokrotnie przeszukiwano go georadarem i z psami wyszkolonymi do wykrywania zwłok. Sprawdzano stawy obok miejsca ogniska, na które była zaproszona.

Z deptaka, gdzie zarejestrowała ją po raz ostatni kamera, mogła pójść do parku ścieżką naprzeciwko plażowego wejścia numer 60, prowadzącą nad stawy, wejściem 58 - w stronę obecnej ulicy Lecha Kaczyńskiego lub wejściem 56. Według przyjaciółki najbardziej prawdopodobna była ścieżka naprzeciwko wejścia numer 60, bo Iwona ją znała i była najbliżej jej osiedla.

- Równy tydzień wcześniej wracałyśmy z imprezy o tej samej porze, z butami w ręku, tą samą trasą. Było wtedy piękne lato, bardzo gorące, było jasno, czułyśmy się bardzo bezpiecznie, zawsze byli jacyś znajomi – wspomina pani Katarzyna.

Kim jest kierowca białego fiata?

Jeśli miejscem zdarzenia jest rzeczywiście Park Reagana, związek ze sprawą może mieć kierowca zarejestrowanego przez monitoring białego fiata. Poszukuje go prokuratura.

- Bardzo poważnie pod uwagę brana jest wersja, że Iwona odjechała z tamtego miejsca białym fiatem. Ale to jest jedna z wersji. W tej sprawie badanych jest wiele wersji. One są podzielone na wersje bardziej prawdopodobne i mniej prawdopodobne – mówi prokurator Eryk Stasielak.

Z zaginięciem Iwony łączono m.in. mężczyznę z ręcznikiem, którego tożsamości do dziś nie ustalono; Pawła P., który bawił się z nią w Dream Clubie; jej byłego chłopaka Patryka, a nawet słynnego łowcę nastolatek z Sopotu, czy też rodzinę ofiary.

- Śledczy przebadali jej mieszkanie pod kątem krwi, przebadali całą rodzinę, łącznie z siostrami mamy Iwony – zdradza detektyw Anna Trojanowska.

Czy prokuratura może ujawnić, jaka wersja tego, co się wydarzyło, jest dziś najbardziej brana pod uwagę?

- Nie – ucina prokurator Eryk Stasielak.

A która wersja została wykluczona?

- Wykluczyliśmy jedną bardzo poważną wersję osobową. Ale która to wersja, to nie mogę powiedzieć – dodaje prokurator.

Prokuratura nie ujawnia czy chodzi o Pawła P., kolegę z Dream Clubu. Od lat jest traktowany jako główny podejrzewany przez prokuratorów. W 2022 roku Paweł P. został zatrzymany. Zarzucono mu posiadanie narkotyków, a jedyny zarzut związany z Iwoną Wieczorek: utrudnianie śledztwa, wyłączono do osobnego postępowania.

Według nieoficjalnych ustaleń w dniu zaginięcia miał wejść do jej mieszkania i usuwać pliki z jej komputera. Po czterech latach wciąż nie ma aktu oskarżenia ani postanowienia o umorzeniu postępowania.

- Muszę podkreślić, że śledztwo w sprawie trwa i obowiązują zasady nieujawniania materiału – mówi Krzysztof Woliński, obrońca Pawła P.

Czy Paweł P. przyznał się do tego, że wchodził do mieszkania Iwony Wieczorek?

- Na pewno się nie przyznał. Na pewno nie przyznał się do zarzutu, który finalnie brzmi, że utrudnia śledztwo i pomaga sprawcom zaginięcia – mówi adwokat Krzysztof Woliński.

Według obrońcy Pawła P. wieloletnie traktowanie jego klienta jako potencjalnego zabójcy Iwony zniszczyło mu życie zawodowe i rodzinne. Paweł P. odmówił nam wypowiedzi przed kamerą.

Wszystkie reportaże Uwagi! można obejrzeć w Player.pl >>>

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: wg/dc
Reporter: Arleta Bolda-Górna