Dziecko ma prawo do prywatności w sieci? Terapeuta wskazuje, gdzie są granice

Dziecko z telefonem
Dziecko ma prawo do prywatności w sieci? Terapeuta wskazuje, gdzie są granice
Źródło zdj. gł.: Milena Magazin/Getty Images
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Terapeuta Daniel Dziewit zaapelował do rodziców, by z większą uwagą monitorowali aktywność swoich dzieci w internecie. Jak podkreślił, opiekunowie nie powinni rezygnować z kontroli nad tym, co nastolatki tam robią, szczególnie w obliczu licznych zagrożeń, na jakie mogą natrafić.

Dalsza część tekstu pod wideo:

Bądź bezpieczna!
Źródło: Dzień Dobry TVN

Prywatność a ochrona dziecka

Prawo do prywatności jest ważne, ale rodzice mają również obowiązek chronienia dziecka. Sam fakt, że nastolatek siedzi w swoim pokoju, nie oznacza, że jest bezpieczny. Może uczestniczyć w forum ekstremistycznym albo grupie krzywdzącej innych. – powiedział PAP terapeuta uzależnień Daniel Dziewit.

Specjalista podkreślił, że gdy dorosły ignoruje zagrożenia, a dziecko zmanipulowane w sieci krzywdzi innych, nie można pomijać odpowiedzialności opiekuna.

- Nie mam gotowego projektu przepisów. Uważam jednak, że rodzice powinni ponosić także odpowiedzialność karną za zaniedbania w świecie cyfrowym. Jeśli dorosły ignoruje zagrożenie, nie interesuje się tym, co robi dziecko, lekceważy ograniczenia wieku na platformach, a później dochodzi do krzywdy, nie możemy pomijać jego odpowiedzialności - powiedział.

Dodał, że ma natomiast pomysł na to, jak nazwać zbiór reguł regulujących te kwestie: lex Daria, na pamiątkę 37-letniej kobiety zamordowanej przez 15-latka w miejscowości Leszczydół-Nowiny.

Rodzice boją się reagować?

Jego zdaniem sama edukacja i apelowanie o empatię nie wystarczą, jeśli zaniedbania nie będą miały konsekwencji. - Ponosimy konsekwencje różnych zaniedbań. Jeśli ktoś nie dopilnuje psa i ten pogryzie człowieka, odpowiada za to. Tym bardziej powinniśmy rozmawiać o konsekwencjach zaniedbania obowiązków wobec dziecka, które zmanipulowane w sieci krzywdzi drugiego człowieka - podkreślił.

Terapeuta przywołał historię rodziców piętnastolatka, którzy przyszli do jego gabinetu z poczuciem winy, ponieważ ustalili PIN do telefonu syna i sprawdzili jego zawartość. Odkryli, że chłopiec pod wpływem namów obcych osób nagrał intymny film i przesłał go przez Discord. Najbardziej zajmowało ich jednak pytanie, czy wolno im było naruszyć jego prywatność.

- Ten przykład pokazał mi, jak łatwo rodzice odbierają sobie prawo do opieki nad dzieckiem w świecie cyfrowym - powiedział.

Podkreślił, że prawo do prywatności i korespondencji jest ważne, ale rodzice mają również obowiązek chronienia dziecka. Sam fakt, że nastolatek siedzi w swoim pokoju, nie oznacza, że jest bezpieczny. Może uczestniczyć w forum ekstremistycznym albo grupie krzywdzącej innych. - Urządzenie wręczone dziecku w prezencie nie zwalnia dorosłego z odpowiedzialności za jego bezpieczeństwo – zaznaczył.

Dziewit opowiedział także o grupie hejterskiej założonej przez uczniów szóstej klasy. Wyzwiska wobec jednego z chłopców przeniosły się z internetu do szkoły; pojawiły się również groźby przemocy seksualnej. Według jego relacji rodzice odmówili przekazania szkole zrzutów ekranu, zasłaniając się prywatnością dzieci. Osoba, która założyła grupę, otrzymała na koniec roku wzorową ocenę zachowania.

- Skupili się na ochronie własnych dzieci przed konsekwencjami. A co z chłopcem, który był zaszczuwany? Co z jego krzywdą psychiczną? – pytał.

Co rodzice powinni robić w tej sprawie?

Zdaniem terapeuty szczególnej uwagi wymagają klasowe grupy w komunikatorach. Powstają, by wymieniać informacje o lekcjach i zadaniach, lecz mogą stać się miejscem szydzenia i przemocy za pomocą filmów czy memów. Krytycznie ocenił zachęcanie uczniów przez dorosłych do korzystania z platform i omijania ich regulaminów. Postuluje likwidację klasowych grup na WhatsAppie oraz powrót do kontaktów twarzą w twarz. - Mówię mocno: przestańmy być naganiaczami wielkich firm technologicznych - podkreślił.

Zwrócił też uwagę na rodziców, którzy boją się ograniczać dostęp do internetu z powodu agresywnych reakcji dzieci. Przywołał przykład matki śpiącej z routerem pod poduszką, by uniemożliwić im niekontrolowane korzystanie z sieci nocą. Podkreślił potrzebę edukacji dorosłych: na jednym z jego szkoleń było trzydziestu nauczycieli i tylko jeden rodzic.

W ocenie Dziewita młodzi potrzebują ruchu, wymagań, docenienia, wartości, autorytetów i granic. Jeżeli nie czują się ważni w domu lub szkole, mogą szukać uznania w grupie nakłaniającej ich do coraz bardziej niebezpiecznych zachowań.

- To nie znaczy, że brak uwagi musi prowadzić do przemocy. Ale warto zapytać, kto i za co docenia nasze dziecko, zanim zacznie ono zdobywać uznanie cudzą krzywdą - podkreślił.

- Nie jest za późno. Ale odpowiedzialności za wychowanie nie możemy zostawić sieci - powiedział.

Zobacz także:

Źródło: PAP/Mira Suchodolska
Autorka/Autor: Aleksandra Matczuk