Coraz więcej agresji w komunikacji miejskiej. "Jest na to ostatnio społeczne przyzwolenie"
Akty przemocy w komunikacji miejskiej
Atak na dwie dziewczynki z Ukrainy, napaść na kierowcę, który zwrócił mężczyźnie uwagę, że pies, z którym wsiadł do autobusu, musi mieć kaganiec. To przykłady agresywnych zachowań w komunikacji miejskiej tylko z ostatnich dni.
- Co może to podkręcać poza osobistymi powodami? Takie ostatnio społeczne przyzwolenie, zarówno i w świecie polityków, i trochę też w świecie celebrytów do takiego bardzo radykalnego języka: "my", "wy", "oni" - powiedziała Tatiana Mindewicz-Puacz.
Warto dodać, że w przypadku dwóch zaatakowanych dziewczynek z Ukrainy pojawiły się sugestie, że to one sprowokowały napastnika.
- Nie ma czegoś takiego jak sprowokowanie do przemocy. W ogóle, nawet, jak mówimy o dorosłych ludziach, a co dopiero o dzieciach. Nie chciałabym, żeby to wyglądało tak, że politycy czy celebryci są za to odpowiedzialni, ale jak używamy takiego języka, że jak ktoś prowokuje, to trzeba zareagować albo jak ktoś nas krzywdzi, to musimy się bronić. W takich sytuacjach, jak z dziewczynami, gdzie ktoś mówi okropne słowa, mówi bardzo ordynarnie i zobaczcie, jak jest spolaryzowany świat, że były osoby, które się wypowiadały niejednoznacznie, więc, jak mamy nie mieć przyzwolenia na agresję i przemoc, jak po takim incydencie, jak z psem także, jesteśmy podzieleni - podkreśliła.
Adrian Rzytki od pięciu lat jest kierowcą autobusu. Zdarzały mu się sytuacje, które można uznać za niebezpieczne.
- Pasażer kopnął mi w kabinę podczas wysiadania, bo był bardzo niezadowolony z tego, że chciałem go wyprosić na przerwie, ponieważ chciałem skorzystać z toalety, a nie mogę tego zrobić, kiedy mam kogoś w środku, po prostu pojazd musi być całkowicie pusty. Był po napojach wysokoprocentowych. Po około 5. minutowej dyskusji postanowił podejść do mnie, próbował mi otworzyć kabinę, kopnął po prostu w kabinę i wyszedł - powiedział.
Jak reagować na agresywne zachowania?
Zanim zaczniemy cokolwiek robić, musimy ocenić i upewnić się, że nam samym nic nie grozi.
- Jeżeli chcemy zareagować, to zróbmy to w mądry sposób. Przede wszystkim język, w kulturalny sposób, ale też przede wszystkim dystans. Nie wiemy, pozornie błaha sytuacja, może się przerodzić w bardzo niebezpieczną sytuację - powiedział Wojciech Kostarski.
Natomiast jeśli boimy się zareagować, ale bardzo chcemy coś zrobić, możemy zawiadomić odpowiednie służby.
- W autobusach są też naklejki na szybach, gdzie można wysłać SMS-a o nazwie "POMOC" i wtedy dostajemy formularz: jaki to jest numer autobusu, numer boczny autobusu, w jakim kierunku jedzie i wezwać pomoc, żeby służby wiedziały w jakie miejsce przyjechać. Kolejna rzecz jest taka, że jeżeli chcemy jakkolwiek pomóc w takiej sytuacji, można wyjąć (telefon) i z ukradka nagrać daną sytuację, żeby były dowody - wyliczył trener.
Co jeszcze możemy zrobić? Jakich zachowań lepiej unikać? Dowiecie się tego z dalszej części rozmowy.
Nie oglądałeś Dzień Dobry Wakacje na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Młodzi przyzwyczaili się do przemocy w sieci? Eksperci alarmują
- Najodważniejsza adwokat w Polsce? "Pytano mnie, jak mogę bronić gwałcicieli"
- Agresywny mieszkaniec Rybnika terroryzuje otoczenie. "Boję się, co może mi zrobić"