Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo
- Decyzja o dopuszczeniu szortów w japońskich biurach wywołała debatę społeczną dotyczącą estetyki, równości płci i postrzegania ciała w miejscu pracy.
- W tym zjawiska określanego jako sune hara – poczucia dyskomfortu związanego z widokiem owłosionych nóg mężczyzn.
- Dyskusja ujawniła utrzymujące się różnice w oczekiwaniach wobec wyglądu kobiet i mężczyzn w Japonii.
Mały krok dla ludzkości, wielki dla Japonii - zezwolenie na noszenie krótkich spodenek w biurach
Japonia słynie z niezwykłej hierarchiczności i dostosowywania się do etykiety. Nasza prezencja ma wpływ nie tylko na to, jak ktoś nas oceni, ale ma duże znaczenie w okazywaniu szacunku. Tak też od lat tzw. salary-mani (mężczyźni wykonujący pracę biurową, dosł. mężczyźni od pensji/wypłaty) mieli sztywny dress code. Mężczyzna miał mieć pełny garnitur - marynarkę i krawat, koszulę jedynie z długim rękawem, no i oczywiście spodnie garniturowe. W przypadku kobiet również obowiązuje damski garnitur ze spódnicą i obowiązkowo buty na wysokim obcasie.
W ostatnich latach zaczęło się to jednak zmieniać. Wprowadzona przez Ministerstwo Środowiska Japonii w 2005 roku inicjatywa "Cool Biz" powoli zaczęła luzować węzeł, nie tylko krawatów, ale i dress code'u w całości. Początkowo były to marynarki, później krawaty, kolejno długie rękawy koszul, aż przyszedł czas na skrócenie spodni. To jednak nie spotkało się z większym uznaniem społeczeństwa.
Sune hara, czyli jak włosy na nogach kłują w oczy
Od kobiet wymaga się idealnego zadbania o nogi. Japonki nie tylko golą włosy na nogach, ale również odpowiednio nawilżają skórę, a przy tym, jeśli noszą sandały - muszą mieć perfekcyjnie zadbane stopy (pedicure musi być). Te zasady nie dotyczą jednak mężczyzn - ci, podobnie jak w Polsce, raczej nie depilują nóg. I tu pojawia się problem.
Widok owłosionych męskich nóg nie jest uznawany za coś przyjemnego. Nie tylko koleżanki i koledzy z pracy nie chcą na to patrzeć, ale również sami mężczyźni mówią, że wolą nie nosić krótkich spodenek właśnie z tego powodu. W wywiadach ulicznych prowadzonych przez kanał Interviewing Japan na Youtubie, panowie wprost mówili, że nigdy nie noszą spodenek ze względu na owłosione nogi.
- Nie, nie noszę krótkich spodenek. Moje włosy na nogach są grube - mówił jeden z przechodniów.
Przywiązanie do higieny widać również wśród pracowników biurowych.
Jak opisuje New York Times, pewnego dnia pan Suzuki, pracujący w dziale PR, przyszedł do biura w sportowych spodniach z elastycznej tkaniny, które kończyły się pod kolanem. Ogolił widoczne fragmenty nóg, tłumacząc, że w ten sposób chce podkreślić swoje przywiązanie do czystości i estetycznego wyglądu. Przyznał też, że nie zdecydował się jeszcze na noszenie krótkich spodenek, aby nie sprawić przykrości koleżankom z pracy. Dodał, że przy doborze ubrań kieruje się sugestiami żony, która zachęca go do dbania o skórę i ubierania się adekwatnie do sytuacji.
– W Japonii ludzie nie mają pozytywnego, macho wizerunku owłosionych nóg. Ja nie jestem aż tak owłosiony. Ale jestem uważny. Nie chcę być postrzegany jako niechlujny – powiedział.
W efekcie powstało specjalne określenie sune hara, które ma oznaczać odczuwanie poczucia krzywdy z powodu owłosionych nóg kolegów z pracy.
Co na to kobiety?
Dyskusja o szortach szybko stała się dyskusją o równości. Komentatorzy zwracają uwagę, że choć nowe zasady dotyczą obu płci, to w praktyce to kobiety wciąż są pod większą presją, by dbać o wygląd. Rajstopy, depilacja i pedicure – to wciąż niemal obowiązkowe elementy biurowego wizerunku wielu Japonek.
Profesor Atsuko Tamada z Uniwersytetu Chubu zauważa, że kobiety często inwestują czas i pieniądze w pielęgnację, podczas gdy mężczyznom nie stawia się podobnych wymagań.
– Jeśli mężczyźni mogą nosić szorty i sandały, czy powinni być oceniani według tych samych standardów co kobiety? – pyta badaczka.
Krótkie spodenki to dziecinada?
Z wywiadów przeprowadzonych przez kanał "Interviewing Japan" można też wyciągnąć jeszcze inny wniosek. Mężczyźni, jak i kobiety, przyznają się do tego, że nie noszą krótkich spodenek odkąd "dorośli". Jedna z kobiet wprost powiedziała, że taki ubiór kojarzony jest z dziećmi i młodzieżą, nawet po 20. roku życia osoba w krótkich spodenkach może nie być brana na poważnie. Dodatkowo ten element garderoby jest jedną z części mundurków w przedszkolach i podstawówkach. W efekcie kojarzy się z dziecięcymi latami.
Skąd decyzja o poluzowaniu zasad dress code'u w japońskich biurach i urzędach?
Program "Cool Biz" został uruchomiony w 2005 roku przez japońskie Ministerstwo Środowiska i od tego czasu zdobył popularność w większości miejsc pracy w Japonii, choć poziom zaangażowania bywa różny. Jego wprowadzenie zbiegło się z realizacją zobowiązań Japonii wynikających z Protokołu z Kioto z 1997 roku, dotyczącego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.
Pomysłodawczyni inicjatywy, Yuriko Koike – ówczesna minister środowiska, a później gubernator Tokio (od 2016 r.) – podkreślała, że program ma szczególne znaczenie wobec gwałtownego wzrostu temperatur oraz problemów z dostawami energii, spowodowanych m.in. konfliktem w Iranie.
Podczas kwietniowej konferencji prasowej Koike żartowała, że "skończyły się już warstwy ubrań, które można było zdejmować", dodając, iż "doszliśmy do momentu, gdy pozostają nam tylko krótkie spodenki".
W japońskich urzędach i innych instytucjach publicznych w miesiącach od maja do września ustawienia klimatyzacji utrzymywane są na poziomie 28°C, zgodnie z wytycznymi krajowymi. Minione lato okazało się najgorętszym w historii – średnie temperatury były o około cztery stopnie wyższe od dotychczasowych norm. W odpowiedzi na te ekstremalne warunki Japońska Agencja Meteorologiczna wprowadziła nowy termin określający dni z temperaturą przekraczającą 40°C – "kokushobi", co można przetłumaczyć jako dni "okrutnie gorące". W efekcie zrobiono kolejne "cięcia" w dress codzie, aby ulżyć pracownikom w upalne dni, a jednocześnie nie podnosić zużycia energii poprzez nadmierne korzystanie z klimatyzacji.
Zobacz także:
- Od 10 lat mieszka w Japonii. Co go najbardziej szokuje? "Grilluje się rybki, które jeszcze żyją"
- Niezwykłe małżeństwo walczy ze stereotypami na temat Japonii. "Nie ma już ninjów i samurajów"
- Polska sztuka w Japonii. ""Po" to jest japońska onomatopeja, która oznacza zadziwienie i olśnienie"