Hodowali zwierzęta na mięso
Historia gospodarstwa Kowalczyków przez dziesięciolecia była związana z hodowlą zwierząt przeznaczonych na mięso. Jednak dla niektórych członków rodziny trudno było pogodzić się z ich losem.
- Za każdym razem, jeżeli zapadła decyzja o tym, żeby zwierzę sprzedać do rzeźni, to mama szukała jakichś innych rozwiązań. Mówiła, że może nie, a może jeszcze chwilę niech zostanie ten zwierzak - powiedziała Kinga Kowalczyk, córka gospodarzy.
Najbardziej dramatyczne chwile przychodziły w momencie przyjazdu samochodu z rzeźni.
- Mama się zamykała na cztery spusty w pokoju. Nikt nie mógł do niej wtedy podejść, dlatego że tak głośny był wtedy płacz. Płakała, że zwierzę idzie do rzeźni, że ona nie mogła z tym nic zrobić, że ona nie mogła temu zapobiec - dodała Kinga.
Stworzyli azyl dla zwierząt
Po namyśle zapadła ostateczna decyzja o zakończeniu hodowli. Zamiast jednak opuścić gospodarstwo i znaleźć inne zajęcie, rodzina Kowalczyków postanowiła stworzyć azyl dla zwierząt. Obecnie mieszka w nim 8 kóz, 10 krów i 10 byków. Zwierzęta nie są traktowane jak anonimowe sztuki hodowlane. Każde ma swoje imię, a opiekunowie znają ich charaktery i zwyczaje. Utrzymanie takiego miejsca wiąże się jednak ze sporymi kosztami.
- Bardzo często nasze konto świeci pustkami. Ja nie potrafię prosić, tak żeby słuchajcie, robimy akcję, czy coś, to nie jestem ja. No i to jest takie ciężkie. To są te chwile, kiedy człowiek siada i mówi: "Boże, czy to ma sens?". No ale dla nich [zwierząt - przyp. red.] dalej (...) zbieramy się, ruszamy dalej - podsumowała Katarzyna Kowalczyk.
Zobacz także:
- Paulina Krupińska wspomina dzieciństwo na wsi. "Pierwszy raz specjalnie dla widzów Dzień Dobry TVN"
- Współczesne rolniczki łamią stereotypy. "Kocham moją pracę"
- Gwiazdy wsi się nie boją i wspominają wakacje u dziadków. "Kąpiele na dziko w jeziorach i rzece"