Nie żyje Stanisław Janicki
Nie żyje Stanisław Janicki, historyk kina, krytyk filmowy, reżyser, publicysta i scenarzysta. Miał 92 lata. Był gospodarzem "W starym kinie", najdłużej nadawanego programu filmowego w historii polskiej telewizji. Informację o jego śmierci potwierdził Urząd Miejski w Bielsku-Białej, gdzie Janicki mieszkał.
Stanisław Janicki - kariera
Urodził się 11 listopada 1933 r. w Czechowicach-Dziedzicach. Po wojnie zdał maturę w Bielsku-Białej. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa (specjalizacja filmowa) Uniwersytetu Warszawskiego (1955), w 1998 r. uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
W latach 1954–1959 był dziennikarzem "Żołnierza Wolności", następnie pracował jako redaktor miesięcznika "Film" (1959–1970) oraz miesięcznika "Kino" (1970–1974). Dzięki zdobytym wówczas kontaktom był często zapraszany do jury festiwali filmowych.
- W 1955 r. skończyłem studia dziennikarskie na UW ze specjalizacją filmową, potem znalazłem się w tygodniku "Film", wtedy jedynym piśmie o tematyce filmowej. Trafiłem tam na fantastycznych redaktorów naczelnych, przede wszystkim Bolesława Michałka, i po prostu wniknąłem w film. Nie interesowały mnie jednak stare polskie filmy. W kinach puszczano zaległe filmy amerykańskie, francuskie, to był też czas włoskiego neorealizmu, więc co mnie mogły jakieś stare ramotki interesować? Nic. Przypadek zdarzył, że wszedłem w to - opowiadał w 2018 r. w rozmowie z PAP Janicki.
Przez lata współpracował z Telewizją Polską, gdzie stworzył i prowadził cykliczny program "W starym kinie". Był to najdłużej nadawany program filmowy w historii polskiej telewizji, emitowany nieprzerwanie od 1967 do 1999 roku.
W udzielonym w 2018 r. wywiadzie dla PAP podkreślił, że przypadek sprawił, iż trafił do telewizji. - Moja koleżanka ze studiów, Hania Goszczyńska, pracowała w redakcji filmowej telewizji i w 1967 r. odpowiadała za program, którego gośćmi byli znani polscy reżyserzy. Nagle prowadzący ten program zachorował. Zadzwoniła do mnie wtedy, ze łzami w oczach, żebym ratował ten program. A proszę pamiętać, że audycje telewizyjne nadawane były wtedy wyłącznie na żywo. Ja niechętnie się tego podjąłem. To było koszmarne przeżycie! Wtedy studio filmowe było wielkości pokoju w m4, a najgorszą rzeczą było oświetlenie. Jupitery oślepiały, a człowiek wychodził ze studia zlany potem. Zrealizowałem wtedy cztery programy i odetchnąłem z ulgą. Ale po tygodniu Hania zadzwoniła i radosnym głosem powiedziała, że to, co myśmy zrobili, spotkało się z bardzo dobrą oceną i że dyrekcja TVP proponuje nam robienie audycji poświęconej starym polskim i zagranicznym filmom. Program miał być nadawany w niedziele w południe, miał trwać prawie godzinę i jeszcze do tego usłyszeliśmy, nie wprost, ale z podtekstem: róbcie, co chcecie, nikt się wam w pracę nie będzie wtrącał. Musiałbym być ostatnim idiotą, żeby czegoś takiego nie przyjąć - ocenił.
Zaznaczył, że "przy realizacji programu musiał się zacząć uczyć polskiego filmu". - Przecież ja nie odróżniałem wtedy Smosarskiej od Barszczewskiej, Boda od Żabczyńskiego, bo skąd niby. Ale musiałem się w to wdrożyć - przyznał wówczas w rozmowie z PAP. Janicki pytany o to, czy nie żałuje tych 32 lat, odpowiedział: - Oczywiście, że nie. Ja do teraz zbieram owoce pracy w telewizji. Nie mam zbyt wygórowanych ambicji, ale fantastyczną rzeczą jest, kiedy stoję na przystanku i nagle ktoś do mnie zagaduje i pyta: czy pan Janicki? Ja potwierdzam, a on zaczyna mówić, że w każdą niedzielę jego rodzina siadała przed telewizorem i oglądała mój program... Podkreślił, że nie miał ambicji, żeby wychowywać widzów. - Chciałem robić ciekawy program, który będzie się podobał publiczności. Miałem dwie zasady, jeżeli chodzi o telewizję. Po pierwsze, traktowałam pracę przy programie jako wizytę u widzów w domu. Zostałem zaproszony, siedzimy przy okrągłym, dużym stole. Pani domu przygotowała ciasteczka, każdy dostaje herbatkę, siedzimy i rozmawiamy. Ale ja mam świadomość tego, że jestem tylko gościem w tym domu. I nie mogę sobie uzurpować prawa do czegokolwiek. A druga zasada, ogólniejsza - że telewizja polega właśnie na osobowości. Nie uważam siebie za wielką osobowość telewizyjną, ale miałem to coś i mam do teraz. Jednocześnie nigdy się nie wywyższałem, nie wypowiadałem się złośliwie czy sarkastycznie o wadach i słabościach filmu, starałem się odnajdywać w filmach coś, co jest interesujące. Miałem też zasadę, żeby nie używać obcych słów w programie, bo przecież wszystko można po polsku powiedzieć. Teraz, stojąc na tym przystanku, widzę, że moje podejście odniosło skutek - wspominał.
W latach 2004–2019 prowadził w Muzeum Historycznym w Bielsku-Białej cykl spotkań "Stare Kino w Starym Zamku".
Był wykładowcą akademickim, autorem audycji "Odeon Stanisława Janickiego" nadawanej w radiu RMF Classic oraz współpracownikiem Kino Polska, gdzie prowadził program "Seans w Iluzjonie", w którym tworzył obszerne wprowadzenia do filmów z lat 20., 30. i 40. XX wieku emitowanych na antenie stacji.
Stanisław Janicki – reżyser, scenarzysta i autor książek
Janicki wyreżyserował i napisał scenariusze do wielu filmów fabularnych, dokumentalnych i oświatowych, wśród nich są: "Kruk" (1976), "Bielsko-Biała - dwa miasta w jednym" (1998), "Brat papieża" (2006) oraz "Scena pełna muzyki i tańca" (2015). Był wielbicielem m.in. amerykańskiego aktora Gregory'ego Pecka. "Pisząc o nim już kiedyś, użyłem określeń: inteligentny, rycerski, skromny, męski, przystojny, szczery, subtelny, odpowiedzialny, oddany rodzinie i zawodowi, nieograniczający się wyłącznie do aktorstwa, o wielkim poczuciu humoru. Cieszył się miłością najbliższych, umiłowaniem widzów, uznaniem krytyków i szacunkiem kolegów artystów. Prawdziwy ideał, i to pod każdym względem" – napisał w "Odeonie. Felietonach filmowych" (2013) Janicki. W zeszłym roku przy okazji 125. rocznicy śmierci Aleksandra Żabczyńskiego powiedział PAP: - Żabczyńskiego uznawano za jednego z najlepszych aktorów i najwybitniejszych amantów przedwojennego kina. Jego przedwojenne role nigdy nie były kiczowate. Jego gra tworzyła inny, w pewien sposób szlachetny typ melodramatu. Jest autorem wielu książek o tematyce filmowej, m.in. "Eugeniusz Cękalski" (1958), "Polscy twórcy filmowi o sobie" (1962), "Aleksander Ford" (1967), "Film polski wczoraj i dziś" (1982), "W starym polskim kinie" (1985), "Polskie filmy fabularne 1902 - 1988" (1990), "Odeon. Felietony filmowe" (2013). A także laureatem wielu nagród dziennikarskich i filmowych. Był także nagradzany za całokształt twórczości Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2013), Złotym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" (2008) oraz Ikarem 2003 - nagrodą prezydenta Bielska-Białej za znawstwo i popularyzację sztuki filmowej. Janicki w ostatnich dniach trafił do Szpitala Kolejowego w Wilkowicach-Bystrej. Informację o jego śmierci potwierdził Urząd Miejski w Bielsku-Białe
Zobacz też:
- Małgorzata Ohme napisała wzruszający wiersz dla mamy. "Wśród nocnej ciszy we łzach tonę"
- Anegdoty z życia Władysława Bartoszewskiego. "Sam kontakt z nim po prostu człowieka uskrzydlał"
- Marek Jackowski we wspomnieniach dzieci. "Czekał na nas i zawsze za nami tęsknił''