Sufler dawniej i dziś - zawód, który częściowo przetrwał mimo zmian
Grażyna Barszczewska przypomina w Dzień Dobry TVN, że choć współczesny teatr wygląda inaczej niż sto lat temu, rola suflera wciąż pozostaje istotna.
- Oprócz nas, aktorów, którzy świecimy gębą, są jeszcze te elementy niezwykle ważne w teatrze, które dopełniają nasz sukces i są nieodzowne. Dzisiaj, nawet jeżeli nie ma suflera, bo tak bywa, że go nie ma, to instytucja ta jednak ciągle istnieje - zaznacza artystka.
Aktorka zwraca uwagę, że w przeszłości sufler był jednak stałym elementem każdego spektaklu.
- Dawno temu w teatrze, kiedy przedstawienia odbywały się co dwa, trzy tygodnie, w latach 20. i 30. tamtego wieku, to sufler był elementem stałym. Była ta muszla na proscenium i korzystali z suflera bardzo często - uświadamia gościni Dzień Dobry TVN.
Dziś suflerzy nie siedzą już w charakterystycznej muszli przy scenie. Pracują z ukrycia - w garderobie, za kulisami, czasem w reżyserce. Ich praca jest mniej widoczna, ale wciąż kluczowa.
Gdy aktor zapomni wejść na scenę, kreatywność ratuje spektakl
Justyna Sieńczyłło, aktorka i dyrektor Teatru Kamienica, opowiedziała w Dzień Dobry TVN o sytuacjach, które potrafią zamrozić aktorom krew w żyłach. W teatrze wszystko dzieje się na żywo, więc każda chwila nieuwagi może wywołać chaos.
- Aktor zapomniał, że wchodzi na scenę, zagadał się i w tej minucie, która trwała, trzeba było kreatywność wzbudzić. Zdarzają się sytuacje, że trzeba ratować cały spektakl. Wtedy twórczość własna kwitnie, ale pot ścieka po plecach, jest modlenie się, bo ta minuta jest naprawdę strasznie długa - tłumaczy Sieńczyłło.
To właśnie w takich momentach sufler staje się cichym bohaterem. Podpowiada, naprowadza, czasem improwizuje razem z aktorami, by widzowie nie zauważyli żadnego potknięcia.
Praca suflera - na czym polega?
Największym wyzwaniem teatru są nagłe zastępstwa. Karolina Mieteń, suflerka i koordynatorka pracy artystycznej w Teatrze Kamienica, opowiedziała, jak wygląda ratowanie spektaklu, gdy aktor wypada z obsady tuż przed przedstawieniem.
- Współczesny człowiek teatru musi być elastyczny i kreatywny. Jako kierownik pracy artystycznej jestem na pierwszej linii, więc czasami, jak wydarzy się taka sytuacja, że aktor zachoruje, to ja staram się dla szanownych widzów uratować taki spektakl. Dosyć często zdarza się, że trzeba nagłe zastępstwo zrobić. Rekordem było zastępstwo w 8 godzin - wspomina Karolina.
Osiem godzin na przygotowanie roli, nauczenie się tekstu, wejście w postać i zgranie z zespołem - to zadanie niemal niewykonalne dla aktora. A jednak teatr musi grać dalej.
- On [zastępujący aktor - przyp. red.] ogląda nagranie, ja oglądam nagranie, robię notatki w scenariuszu. On zapoznaje się z postacią. Potem się spotykamy, robimy próbę słuchawkową. On mnie tylko słyszy, ja mam garderobę, podgląd sceny plus odsłuch, więc go słyszę i go nawiguję. Mam opisany scenariusz - wyjaśnia w Dzień Dobry TVN suflerka, zdradzając tajniki swojej pracy.
- Widz nie ma pojęcia, że ta osoba [w zastępstwie - przyp. red.] weszła nagle - skwitowała Justyna Sieńczyłło.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Mirosław Baka najczęściej gra czarne charaktery. "Nie przypuszczałem, że pan jest taki miły"
- "Kopnął w kalendarz z półobrotu". Pośmiertne żarty o Chucku Norrisie - przesada czy dystans?
- Chciał być księdzem, został aktorem. Niezwykła historia Stanisława Górki