"Leczył" ludzi przez ekrany telewizorów. Fenomen czy szarlatan? "Kaszpirowski dawał nadzieję"
Kaszpirowski - człowiek, który gromadził przed telewizorami miliony Polaków
Na przełomie lat 80. i 90. Anatolij Kaszpirowski był jednym z najbardziej rozpoznawalnych ludzi Europy Wschodniej. Radziecki lekarz psychiatra i psychoterapeuta zyskał rozgłos dzięki prowadzonym publicznie i transmitowanym przez telewizję seansom psychoterapeutycznym. W czasach, gdy dostęp do informacji był ograniczony, a społeczeństwa przechodziły gwałtowne przemiany polityczne i gospodarcze, jego występy stały się fenomenem.
W Polsce programy Kaszpirowskiego oglądały miliony widzów. Przed ekranami ustawiano szklanki z wodą, które miały nabierać szczególnych właściwości podczas transmisji. Wielu uczestników seansów deklarowało poprawę samopoczucia, ustępowanie bólu czy większy spokój psychiczny. Dla innych były to jedynie efekty silnej sugestii i zbiorowej wiary.
Psychiatra nie określał siebie mianem uzdrowiciela. W wywiadzie, którego udzielił w 2010 roku w Dzień Dobry TVN, mówił: "Uzdrowiciele nie istnieją. I obraża mnie, że czasem mnie, lekarza, który programuje mózg człowieka na odnowienie, nazywają uzdrowicielem".
Międzynarodową sławę przyniosły mu wydarzenia z końca lat 80. W 1988 roku przeprowadzono głośną operację, podczas której Kaszpirowski miał znieczulić pacjentkę na odległość wyłącznie za pomocą sugestii. Rok później podobny eksperyment powtórzono. Tym razem operowano dwie kobiety.
To właśnie te wydarzenia sprawiły, że jego nazwisko zaczęło funkcjonować daleko poza Związkiem Radzieckim. Zwolennicy traktowali je jako dowód niezwykłych możliwości ludzkiego umysłu. Krytycy wskazywali natomiast, że przypadki te wymagałyby znacznie bardziej rygorystycznej weryfikacji naukowej, a ich nagłośnienie przyczyniło się do budowania niemal mitycznego wizerunku lekarza.
Jak powstał fenomen Kaszpirowskiego? Film o psychiatrze już niedługo w HBO Max
Nad odpowiedzią na pytanie "Jak powstał fenomen Kaszpirowskiego?" od lat pracuje reżyser i dokumentalista Łukasz Konopa, twórca filmu "Kaszpirowski. Under the Spell" - dokument ma być dostępny na platformie HBO Max już w grudniu tego roku.
Podczas wizyty w studiu Dzień Dobry TVN Łukasz Konopa opowiadał nie tylko o pracy nad dziełem, ale również o drodze, która doprowadziła Kaszpirowskiego do telewizyjnej kariery.
- Zanim pojawił się w telewizji, przez ponad 25 lat pracował jako lekarz w zakładzie psychiatrycznym, ale też dorabiając, jeździł do kołchozów, miasteczek, wsi i pokazywał seanse. On nauczył się w mistrzowski sposób panować nad tłumem. On zauważył, że ludzie się nudzili, gdy opowiadał coś o psychiatrii, więc zaczął im pokazywać sztuczki, żeby jakoś ich zabawić - zaznaczył reżyser.
Przez lata Kaszpirowski był postacią owianą tajemnicą. Choć widzowie regularnie oglądali go w telewizji, niewiele wiedzieli o jego życiu prywatnym. Pracując nad dokumentem, Łukasz Konopa miał okazję zobaczyć człowieka, którego nie znała szeroka publiczność.
- Po raz pierwszy rozmawialiśmy w 2020 roku. [...] Myślę, że zbudowaliśmy relację, bo praca nad tym filmem trwała prawie 6 lat. Kaszpirowski nie zgodził się od razu, zajęło mi to parę lat, żeby go przekonać. Jak już się zgodził, dał mi wolną rękę. Nigdy nie pytał, jaki jest scenariusz, tylko wpuścił mnie do swojego świata i pozwolił zrobić ten film. On był bardzo poważnym człowiekiem. Nie miał zbyt dużego dystansu do siebie. Ale miał też momenty, kiedy ta maska czy ten image telewizyjny opadał i wtedy zauważyłem bardzo czułe momenty między nim a jego żoną. On się też bardzo miło wypowiadał o swoich dzieciach, więc zobaczyłem też człowieka - ocenił filmowiec.
Anatolij Kaszpirowski - uzdrowiciel czy szarlatan?
Fenomen Kaszpirowskiego pamięta również aktorka Laura Łącz. Jak przyznała, nigdy nie wierzyła w cudowne uzdrowienia, ale sama z zainteresowaniem obserwowała wydarzenia, które elektryzowały opinię publiczną.
- Dokładnie wtedy, kiedy Kaszpirowski tak pięknie przemawiał z ekranu, ja byłam w ciąży i spodziewałam się syna. Od razu powiem, że kompletnie nie wierzę w tego typu "medycynę" i w tego typu oddziaływanie na ludzi, natomiast też siadałam przed ekranem. Obserwowałam, co się dzieje. Mój syn urodził się na początku lutego, czyli po tym czasie oddziaływania Kaszpirowskiego przez ekran na ludzi. Bardzo zdrowy, bardzo wspaniały chłopiec, więc może to miało dobry wpływ. Na pewno nie miało złego - stwierdziła gościni Dzień Dobry TVN.
Zdaniem hipnotyzera Artura Makieły popularności Kaszpirowskiego nie da się zrozumieć bez spojrzenia na realia końca lat 80. i początku 90.
- Trochę miałem bekę z tego [z seansów psychiatry - przyp. red.] jako dzieciak. Chichot losu sprawił, że kilkadziesiąt lat później sam się tym zająłem. [...] Czy Kaszpirowski dawał uzdrowienie? On dawał nadzieję na pewno. Idealnie odpowiadał na potrzebę tego szarego świata, mając dowód społeczny, że jest lekarzem psychiatrą i był w telewizji, przez co był bardziej wiarygodny. Te wszystkie elementy zbudowały ten fenomen - wyjaśnił popularyzator hipnozy.
Współcześnie znacznie więcej wiadomo o wpływie stresu, emocji i psychiki na funkcjonowanie organizmu. Wiadomo również, że relaksacja, koncentracja czy techniki sugestywne mogą wpływać na samopoczucie i odczuwanie bólu. Nie oznacza to jednak możliwości leczenia wszystkich schorzeń, na co zwrócił uwagę Artur Makieła.
- Gdybyśmy powiedzieli sobie, że tego typu seanse mają za zadanie zresetować nam układ nerwowy, zdjąć stres, przywrócić wewnętrzny spokój, co wszystko oczywiście przekłada się na zdrowie, to voilà - dokładnie po to są te narzędzia i to temu służy. Tylko pytanie jest, kiedy obietnica idzie trochę za daleko. W momencie, w którym zaczynamy wchodzić w obietnicę, że oprócz tego, że zarządzimy gospodarką hormonalną, to taki seans uleczy choroby, wyleczy blizny, sprawi, że ktoś będzie lewitować, to już jest za daleko idące. To już jest pewna forma manipulacji czy wręcz hochsztaplerki - ocenił hipnotyzer.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Czy stawianie baniek jest bezpieczne? Specjalista rozwiewa wątpliwości
- Profilaktyczne odrobaczanie, czosnek wkładany do nosa czy świecowanie uszu. "Bardzo niebezpieczna terapia"
- Polscy naukowcy odtwarzają staropolskie leki. Hitem w dawnych aptekach był teriak