Polacy nad wodą oczami ratowników. "Powszechna jest brawura"

Ratownicy wodni
DD_20260818_Ratownicy
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: East News/Anita Walczewska
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Tragiczna śmierć 7-letniego chłopca w jednym z łódzkich aquaparków ponownie zwróciła uwagę na bezpieczeństwo dzieci i dorosłych nad wodą. Czy za każdy wypadek można obwiniać ratowników i czy nawet najlepszy specjalista jest w stanie zauważyć każde zagrożenie? Prezes Legionowskiego Wodnego Pogotowia Ratowniczego Robert Rodziewicz oraz ratownik wodny Oliwer Łempicki opowiedzieli w Dzień Dobry Wakacje o kulisach swojej pracy, nieodpowiedzialnych zachowaniach kąpiących się, czerwonej fladze, alkoholu i konieczności regularnych treningów.

Ratownicy wodni o brawurze i agresji nad wodą

Tragiczne zdarzenia na basenach i kąpieliskach pokazują, jak ważna jest odpowiedzialność wszystkich osób przebywających w pobliżu wody. Pytanie o granice odpowiedzialności ratowników stało się szczególnie istotne po śmierci 7-letniego chłopca, który przez kilka minut przebywał pod wodą w jednym z łódzkich aquaparków, zanim zauważył go inny kąpiący się. Robert Rodziewicz zwrócił uwagę, że ratownicy w swojej pracy bardzo często muszą mierzyć się z zachowaniami, które utrudniają im zapewnienie bezpieczeństwa.

- Ta nasza polska fantazja daje znać o sobie ratownikom również, mimo że jesteśmy w miarę odporni na wybryki naszego społeczeństwa, to jednak spotykamy się z takimi różnymi sytuacjami, podczas których ręce nam opadają. Powszechna jest brawura, powszechna chęć popisania się przed koleżanką, przed kolegą, przed swoim towarzystwem, przed swoimi dziećmi. To jest taka niechęć do ratowników wtedy, kiedy ratownik zwraca uwagę. Na to, że ktoś łamie przepisy, łamie zapisy regulaminu kąpieliska, że wypływa za daleko, a to przecież włącznie jest robione dla jego bezpieczeństwa. Jeżeli wypłynie za daleko, to ratownik nie zdąży dopłynąć, nawet jeżeli byłby mistrzem świata w pływaniu - tłumaczył ekspert.

- Dużo ludzi nie wie, co oznacza czerwona flaga. Oznacza ona kategoryczny zakaz kąpieli. Jest na miejscu służba ratunkowa, są ratownicy, ale wejść do tej wody nie można. To nie jest wymysł ratownika. Tę czerwoną flagę wywieszamy w określonych przypadkach. Wtedy, kiedy temperatura wody spadnie poniżej 14 stopni albo kiedy są silne prądy wsteczne, a fala jest powyżej 70 centymetrów oraz kiedy spadła widoczność do 50 metrów. To są takie przesłanki do tego, żeby zachować poziom bezpieczeństwa na danym kąpielisku - dodał.

Ratownik Oliwier Łempicki podkreślił, że problemem są sytuacje, w których osoby kąpiące się traktują ostrzeżenia jako niepotrzebne ograniczenie.

- Niestety na kąpielisku jest to bardzo częste, gdy interweniujemy, gdy zwracamy uwagę, gdy gwiżdżemy, bo zachowania, które są obecne w kąpielisku są po prostu niebezpieczne - np. skakanie na główkę. Bardzo często też ludzie pod wpływem alkoholu chcą się schłodzić, więc wchodzą do wody. My wtedy chcemy ładnie wyprosić z kąpieliska, bo stwarzają realne zagrożenie, [a oni - red.] zaczynają często odpychać, krzyczeć, wyzywać i używać bardzo dużej ilości wulgaryzmów - powiedział.

Jak często ratownicy wodni muszą trenować?

Bezpieczeństwo nad wodą wymaga m.in. odpowiedniego przygotowania samych ratowników. W rozmowie zwrócono uwagę na powszechne przekonanie, że skoro ktoś potrafi pływać, to automatycznie poradzi sobie w każdej sytuacji. Ratownicy przekonywali, że sama umiejętność poruszania się w wodzie nie oznacza jeszcze dobrego przygotowania do realnej sytuacji zagrożenia.

- Wielu Polakom się wydaje, że potrafią pływać, że bardzo dobrze pływają. To jest niestety takie mylne pojęcie, że "potrafię pływać", bo pływamy mało, najczęściej do tego jeziora wchodzimy, chłodzimy się, pochlapiemy, poskaczemy i wychodzimy - tłumaczył Robert Rodziewicz, prezes Legionowskiego Wodnego Pogotowia Ratowniczego.

Ratownik Oliwier Łempicki podkreślił natomiast, że regularne ćwiczenia są niezbędne również po zdobyciu doświadczenia zawodowego. - Wyjście z wprawy jest dość powszechne u tych właśnie starszych ratowników, gdzie ta sprawność pływania odchodzi. Wiadomo, to już taka rutyna, że się jeździ od zabezpieczenia do zabezpieczenia, czy od dyżuru do dyżuru, ale jeżeli się cały czas stale dyżuruje i jest członkiem załóg interwencyjnych, no to doskonalenie jest bardzo potrzebne. Każda interwencja wygląda inaczej, więc nie da się przygotowywać tylko pod jeden typ zdarzeń, na przykład przewróconej łódki. Przewrócona łódka zawsze będzie wyglądać inaczej, więc te ćwiczenia, treningi są potrzebne - tłumaczył.

- Jeśli chodzi o pływanie, trenujemy dwa, trzy razy w tygodniu. Jeśli chodzi o jakieś grubsze takie ćwiczenia z manewrów, no to co najmniej raz w tygodniu staramy się u nas nad Jeziorem Zegrzyńskim to robić - dodał.

Nie oglądałeś Dzień Dobry Wakacje na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl. 

Zobacz także:

Autorka/Autor: Oskar Netkowski