Z czego można się śmiać? "To jest najwyższy stopień wtajemniczenia"

Poczucie humoru. Czy ma granice? Z czego można się śmiać, a z czego nie?
Granice dobrego humoru 
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Żart i dowcip z założenia mają rozbawić oraz wprawić w dobry nastrój. Ale czy ze wszystkiego można się śmiać? O tym w Dzień Dobry Wakacje opowiedzieli aktor, reżyser, satyryk Krzysztof Materna i stand-uper, komik Daniel Midas.

Z czego można się śmiać?

Podczas jednego z indywidualnych koncertów Jacek Kawalec sparodiował Zenka Martyniuka. Lider i perkusista Budki Suflera, Tomasz Zeliszewski, publicznie odciął się od występu kolegi i przeprosił muzyka disco polo w imieniu całego zespołu. W wyniku tego Kawalec postanowił rozstać się z grupą. Powstaje więc pytanie, czy są granice parodii?

Krzysztof Materna jest zdania, że każdy kto opowiada żarty musi sobie zdawać sprawę, że mogą one pociągać za sobą konsekwencje.

- To są bardzo poważne tematy i ważne, jak się okazało z tego przykładu, ważne społecznie, bo się rozpoczyna dyskusja: połowa lubi tego, połowa tego nie lubi. Mnie się wydaje, że to wszystko zależy od gustu opowiadającego. Gust to jest coś takiego o czym nie rozmawiamy. Znam parę żartów, może parędziesiąt, których w życiu bym nie opowiedział publicznie, a które mnie strasznie bawią - powiedział satyryk.

Krzysztof Materna dodał, że został "wychowany na poczuciu humoru na własny temat".

- Uważam, tak, jak mnie uczył Jeremi Przybora, że to jest najwyższy stopień wtajemniczenia. Zawsze podaje taki przykład, że jeśli agent James Bond wyrzucił królową Elżbietę na otwarcie olimpiady z helikoptera, to gdyby w Polsce było otwarcie olimpiady i ja bym to reżyserował, i wymyślił np., żeby wyrzucić stamtąd kogokolwiek z tzw. góry politycznej czy pana Kaczyńskiego, czy pana Tuska, to ja wiem z mojej orientacji o politykach, że może by się zgodził na to były prezydent pan Kwaśniewski, bo on miał poczucie humoru na własny temat. Co do reszty chyba bym nie zaryzykował takiej propozycji - stwierdził.

Czy każdy żart "ma swoją ofiarę"?

Mówi się, że każdy żart ma swoją ofiarę. Według Daniela Midasa jest to za daleko posunięte stwierdzenie.

- Z tą ofiarą to też uważam, że bardzo poważnie brzmi. Nie przesadzajmy, że każdy żart jest taki, że kogoś musi koniecznie dotknąć - wyznał.

Komik przyznał, że zdarzyło mu się przeprosić za żart, ale jak dodał okazało się to niepotrzebne.

- Po stand-upie ludzie czekali w kolejce. Zobaczyłem, że jeden chłopak jest o kulach, więc tak do niego krzyknąłem w żartach: "Choć kulawy bez kolejki". Tylko że jednak nie był o kulach ze złamaną nogą, tylko nie miał nogi. Przeprosiłem go, ale on powiedział, że: "Daj spokój Daniel, koledzy mają jeszcze mocniejsze żarty" - tłumaczył.

Jak zmieniło się nasze poczucie humory? Jak na to z czego się śmiejemy wpłynęła poprawność polityczna? Dowiecie się tego z dalszej części rozmowy.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Katarzyna Oleksik