Wyjazd do Chin miał być prezentem dla partnera. Po rozstaniu Patrycja Wieja pojechała sama. "Byłam zamknięta w szkole"
Patrycja Wieja, zwyciężczyni "Projektu Lady" wyruszyła w samotną podróż do Chin
Patrycja Wieja zdobyła popularność dzięki zwycięstwu w programie "Projekt Lady". Od tego czasu prężnie działa w mediach społecznościowych i podejmuje różne wyzwania sportowe oraz podróżnicze. Jednym z wyjątkowych doświadczeń ostatnich miesięcy okazała się dla niej wizyta w Chinach, której kulisy zdradziła w studiu Dzień Dobry Wakacje.
Jak wyjaśniła, pomysł na wyjazd nie narodził się z myślą o samotnej wyprawie.
- Był to prezent dla mojego partnera ówczesnego z racji tego, że jest totalnym bojownikiem, trenuje sztuki walki. Medytacja i wszystko, co jest związane z długowiecznością - to są jego zainteresowania. Więc pomyślałam, że idealnym prezentem dla niego będzie wyjazd do Shaolin, żeby zobaczyć ten świat. Okazało się, że nasze drogi niestety się rozeszły, co bardzo przeżyłam, ale za to pomysł z Shaolin i wyjazdem do Chin pozostał ze mną - skomentowała influencerka.
Rozstanie sprawiło, że plany musiały zostać zweryfikowane. Zamiast rezygnować z podróży, Wieja zdecydowała się wyjechać sama. Jak przyznała, był to krok wymagający odwagi, ale jednocześnie dający szansę na sprawdzenie siebie w zupełnie nowych warunkach.
- To było dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, żeby pojechać tam sama i zrobić sobie takie wyzwanie. Spakowałam plecak, wykupiłam bilety, zabookowałam pobyt w szkole i spędziłam najpiękniejszy czas mojego życia - oceniła.
Codzienność w szkole Shaolin. Jak Patrycja Wieja spędziła tam czas?
Podróż do Chin miała dla zwyciężczyni "Projektu Lady" nie tylko wymiar turystyczny. Była również okazją do oderwania się od codzienności i skonfrontowania się z nowym środowiskiem, kulturą oraz wymagającym trybem życia.
Najbardziej intensywną częścią pobytu był czas spędzony w szkole Shaolin. Patrycja Wieja podkreśliła, że nie był to klasztor, lecz placówka dostępna również dla osób spoza środowiska mnichów. Mimo to obowiązujące tam zasady były bardzo rygorystyczne, a każdy dzień został dokładnie zaplanowany.
Program pobytu obejmował regularne treningi, medytację oraz zajęcia pozwalające lepiej poznać chińską kulturę. Uczestnicy funkcjonowali według ściśle określonego harmonogramu, który nie pozostawiał wiele miejsca na spontaniczność.
- Przez dwa tygodnie byłam zamknięta w szkole. To nie był klasztor Shaolin, tylko to była szkoła, gdzie każdy może się udać. Trzy treningi dziennie, pobudka o 5 rano, medytacja i lekcje kultury w Chinach. Każdą godzinę miałam zapełnioną. Przez tydzień mogłam też zwiedzać pobliskie góry - opowiadała gościni Dzień Dobry Wakacje.
Regulamin placówki był restrykcyjny, a uczniowie musieli dostosować się do jasno określonych reguł dotyczących funkcjonowania i wzajemnych relacji.
- O godzinie 20 musieliśmy być już w pokojach, a 22 - zgaszone światło. Absolutnie nie mogliśmy wchodzić do swoich pokoi - mężczyźni do kobiet, a kobiety do mężczyzn. Były zakazy, totalna dyscyplina - zaznaczyła Patrycja.
Choć warunki znacząco różniły się od codziennego życia influencerki, pobyt w szkole Shaolin okazał się dla niej niezwykle wartościowym doświadczeniem.
Nie oglądałeś Dzień Dobry Wakacje na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Chińskie wakacje Olgi Bołądź. "To niesamowity kraj przyszłości"
- Sytuacja kobiet w Chinach. Na czym polegała polityka jednego dziecka?
- Chiny zapowiadają nagrodę dla przyszłych małżonków. Jakie warunki trzeba spełnić, aby ją otrzymać?