Świadek strzelaniny w Krakowie wspomina dramatyczne wydarzenia

Strzelanina w Krakowie. Ewa Drzyzga rozmawia ze świadkiem tragedii
Kraków dzień po tragedii - miasto opłakuje ofiary
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: Dzień Dobry TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
6 osób zginęło, a 16 zostało rannych w czasie sobotniej strzelaniny w Krakowie. Zamaskowany mężczyzna wjechał samochodem na płytę rynku i strzelał do przypadkowych osób. Ewa Drzyzga rozmawiała z Czarkiem Kratą, świadkiem tragicznego zdarzenia oraz inspektorem Dariuszem Nowakiem, byłym policjantem. Jak teraz wygląda sytuacja w mieście?

Strzelanina w Krakowie - rozmowa ze świadkiem

Do strzelaniny doszło w sobotę po godz. 15 na Rynku Głównym w Krakowie. Zamaskowany 24-letni mężczyzna wjechał samochodem na płytę rynku i otworzył ogień do przypadkowych osób. Zginęło sześć osób, a 16 zostało rannych. Sprawca został zatrzymany po wymianie ognia z policją.

Jak w niedzielny poranek wygląda sytuacja w mieście?

- Zdarzyło się coś po raz pierwszy w Krakowie od 1939 roku - z Wieży Mariackiej nie wybrzmiał hejnał. Hejnalista został odwołany, chodzi o względy bezpieczeństwa. Cała płyta rynku jest zamknięta, wciąż pracują tam prokuratorzy i ekipy policyjne - relacjonowała Ewa Drzyzga.

Jednym ze świadków sobotnich dramatycznych scen był Darek Krata.

- Byłem obok Hotelu Saskiego. Przyszliśmy tam ok. 15-ej, wcześniej byliśmy z dziewczyną i jej rodzicami w restauracji, dosłownie 3 minuty przed atakiem wyszliśmy. Poszliśmy w kierunku ulicy Sławkowskiej, mieliśmy taksówkę, która miała nas zabrać z rynku. Usłyszeliśmy coś, na początku zastanawialiśmy się, czy to nie są petardy czy swego rodzaju prank albo porachunki kibolskie. W pewnym momencie widzimy, że 4 osoby leżą na skrzyżowaniu Szczepańskiej i Sławkowskiej. Zobaczyliśmy ludzi, którzy zaczęli uciekać i ludzi, których "zamroziło", stali nieruchomo, patrzyli przed siebie, nie wiedzieli, co się dzieje. Patrzyli, jak gość w czarnym samochodzie jeździ i strzela - opowiadał mężczyzna.

- Jak usłyszałem huki, to wbiegliśmy do Hotelu Saskiego, próbowaliśmy też wepchnąć rodziców dziewczyny, ale oni stali jak zamrożeni, dopiero jak portierzy zaczynali zamykać drzwi, to udało się ich wprowadzić do środka - wspominał.

Ludzie chronili się też w Muzeum Krzysztofory.

- Ludzie, jak zorientowali się ze to nie są jakieś żarty, tylko coś, co dzieje się naprawdę, że ludzie giną, to pracownicy muzeum otworzyli drzwi, ludzie wbiegli do środka. Pracownicy Urzędu Miasta też otworzyli drzwi, żeby ludzie mogli się schować - mówił insp. Dariusz Nowak.

- Nasza znajoma schowała się do tramwaju, a on do niego strzela. Wygląda na to, że dużo szczęścia miał motorniczy, kula przeszła obok. Strzelał do ludzi, którzy byli w tramwaju, to jest wyrachowanie niesamowite. Musiał wiedzieć, planował to, że będzie strzelał do ludzi w tramwaju - podkreślił były policjant. - Myślę, że jego logiką było to, że zabije jak najwięcej osób. Dzisiaj wiemy, że wcześniej zabił członków swojej rodziny. Był zdeterminowany, nie miał nic do stracenia, na zasadzie: zginę, bo przypuszczalnie brał to pod uwagę, ale zabiję jak największą ilość osób - dodał.

- Trzeba wyjaśnić okoliczności sprawy. Każda sprawa z policyjnego punktu widzenia kończy się dopiero na sali rozpraw, stąd świadkowie są bezcenni, stąd apel, żeby się zgłaszali - zaznaczył Dariusz Nowak.

Kraków. Strzały na rynku

Według ustaleń policji sprawca jest obywatelem Polski, mieszkańcem Ostrowca Świętokrzyskiego. Miał pozwolenie na broń i nie był wcześniej karany ani notowany. W jego domu znaleziono ciała trzech osób – dwóch kobiet i mężczyzny. Jak poinformował premier Donald Tusk, wiele wskazuje na to, że byli to członkowie najbliższej rodziny zamachowca.

Od północy z soboty na niedzielę w Polsce obowiązuje dwudniowa żałoba narodowa.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Luiza Bebłot