Joanna Jabłczyńska o najtrudniejszych momentach w życiu. "Zostałam naprawdę sama na placu boju"
Kariera, która zaczęła się dzięki starszej siostrze
Joanna Jabłczyńska przyznała, że od najmłodszych lat była dzieckiem odważnym, aktywnym i spragnionym uwagi. Nie bała się publicznych występów, a kiedy pojawiała się możliwość powiedzenia wierszyka lub zagrania w przedszkolnym przedstawieniu, natychmiast zgłaszała się jako pierwsza.
- Po prostu zawsze to lubiłam, zawsze byłam taką osobą i do tej pory mi to zostało, której ciężko w ogóle usiedzieć w miejscu. Jestem bardzo ciekawa świata, lubię odkrywać nowe rzeczy i tak miałam po prostu też jako dziecko – podkreśliła aktorka.
Rodzice Joanny Jabłczyńskiej nie byli związani ze światem filmu ani show-biznesu. Pomysł, by zapisać ją na casting do "Fasolek", wyszedł od jej starszej siostry.
- Moja siostra jest 6 lat starsza, więc dosyć często musiała się mną opiekować i po prostu miała mnie dość. I zobaczyła w telewizji, że jest casting do zespołu "Fasolki", więc poprosiła rodziców, żeby mnie tam zapisali, żebym się wyżyła artystycznie i trochę była spokojniejsza – wyznała Jabłczyńska. Pomysł okazał się przełomowy, ponieważ przyszła aktorka dostała się do zespołu i rozpoczęła regularne występy.
Od "Fasolek" do "Wiedźmina"
Jedną z pierwszych bardzo poważnych propozycji filmowych był udział w "Wiedźminie". Joanna Jabłczyńska miała wcielić się w młodszą wersję postaci granej przez Grażynę Wolszczak, a przygotowania do roli znajdowały się już na zaawansowanym etapie.
- Były już próby, już miałam soczewki wkładane, żebym miała brązowe oczy, miałam pierwsze lekcje jazdy konnej, więc naprawdę to już było bardzo, bardzo zaawansowane. Byłam zdecydowanie wybrana – powiedziała. Sytuacja zmieniła się po przekazaniu rodzinie scenariusza.
- Jennifer w młodym wieku była zgwałcona, więc była scena, gdzie miała być scena gwałtu i miałam być półnaga. I moi rodzice powiedzieli, że nawet nie chcą wiedzieć, które pół, że to jest niewarte – wyznała.
Z perspektywy czasu aktorka nie ma do rodziców pretensji i uważa, że podjęli rozsądną, chroniącą ją decyzję.
- To było cholernie mądre, bo to mogło się odbić bardzo w moim dorosłym życiu – podsumowała.
Pieniądze nie były najważniejsze. "Nigdy mi ich nie brakowało"
Kariera dziecięcej gwiazdy często wiąże się z pytaniami o zarobki oraz sposób, w jaki rodzice zarządzają finansami dziecka. Joanna Jabłczyńska podkreśliła, że w jej domu pieniądze nigdy nie stały się najważniejszym tematem. Zresztą wiele jej pierwszych występów nie wiązało się z żadną wypłatą.
- Często nie wiedziałam, ile zarabiam, a za większość rzeczy nie zarabiałam. To znaczy występy w "Fasolkach" nie były odpłatne, występy w "Tik-Taku" nie były odpłatne, więc to wręcz my jako uczestnicy, to znaczy moi rodzice, płacili składki. Także to my płaciliśmy, żeby występować w "Fasolkach" – wyjaśniła aktorka, odnosząc się do krążących przez lata mitów.
Rodzice nauczyli ją oszczędności i szacunku do zarobionych pieniędzy, przeznaczała je więc przede wszystkim na większe, konkretne cele, takie jak komputer czy zagraniczny wyjazd językowy.
- Uczyłam się w liceum Cervantesa i chciałam na taki obóz językowy pojechać, no to płaciłam sobie już za to sama, po to mi były te pieniądze. Nie wydawałam na żadne głupoty i do tej pory raczej jestem taką osobą, która te pieniądze sobie odkłada i raczej na takie większe cele wydaje, ewentualnie na podróże – powiedziała.
Przyznała też, że niemal zawsze zarabiała więcej, niż wydawała. W ocenie aktorki rodzice bardzo dobrze zarządzali zarówno finansami, jak i jej rozwijającą się karierą.
"Córeczka tatusia"
Najważniejszym autorytetem w życiu Joanny Jabłczyńskiej był jej ojciec. Aktorka określa siebie jako "córeczkę tatusia" i przyznaje, że to właśnie z nim spędzała najwięcej czasu. Ojciec towarzyszył jej w zawodowych obowiązkach, woził ją na plany zdjęciowe i aktywnie wspierał rozwój kariery.
- Myślę, że mam w ogóle dużo takich męskich cech i lubię takie męskie rozrywki, jestem uparta i zacięta, jak mój tato – stwierdziła. - Tata mnie takiego hartu ducha na pewno nauczył. Bardzo, bardzo był zaangażowany w rozwój mój, tej mojej kariery i bardzo był ze mnie dumny i wszędzie ze mną jeździł – dodała.
Rozwód rodziców i kilkanaście lat bez ojca. "Zostałam zupełnie sama"
Wszystko zmieniło się, gdy Joanna Jabłczyńska miała 17 lat, a jej rodzice się rozwiedli. Decyzja ojca sprawiła, że dotychczasowy autorytet nagle upadł.
- Mój tato był wyidealizowany do granic możliwości. Był po prostu Bogiem – przyznała aktorka.
Po rozpadzie rodziny została z mamą, nie miała przestrzeni na przeżywanie własnych emocji, ponieważ musiała przejąć odpowiedzialność za dom.
- Zostałam zupełnie sama z mamą w rozsypce, w totalnej rozsypce, więc to mi zostało do tej pory, to też wcale nie jest takie dobre, że ja nie miałam wcale czasu na jakieś tam rozpaczanie, żałobę czy cokolwiek, tylko zostałam włożona w te męskie buty, głowy rodziny, tak mówię w cudzysłowie, bo mama tego nie udźwignęła zdecydowanie. To ja musiałam mamę udźwignąć, a o sobie w ogóle zapomniałam – wyznała.
Aktorka jednocześnie chodziła do szkoły, przygotowywała się do matury i pracowała na planie serialu. Nie wiedziała, jak po rozwodzie będzie wyglądała sytuacja finansowa rodziny, dlatego nie pozwalała sobie na przerwę zawodową. Rozstała się też ze swoim pierwszym, wieloletnim partnerem, choć do dziś nie potrafi jednoznacznie wyjaśnić swojej decyzji.
- Chyba nie chciałam go obciążyć tym, ja też taką jestem osobą, która zawsze chce być pomocą dla kogoś, a nigdy nie chciała być obciążeniem, więc wydaje mi się, że intuicyjnie gdzieś po prostu tego Janka, wspaniałego naprawdę od samego początku do samego końca, odrzuciłam. I zostałam naprawdę sama na placu boju i było cholernie ciężko – stwierdziła.
Jej stan zauważyli współpracownicy z planu, mimo że starała się zachowywać profesjonalnie i nie mówiła publicznie o rodzinnych problemach. Jedna z osób z produkcji zaproponowała jej nawet nieoficjalny, dwutygodniowy urlop. Aktorka nie skorzystała z tej możliwości, ponieważ praca była dla niej nie tylko obowiązkiem, lecz także odskocznią od rodzinnych problemów. Przez kolejne lata pozostawała przepełniona złością i nie utrzymywała relacji z ojcem. Jak oceniła, nie było go w jej życiu przez kilkanaście lat.
- To jest kawał czasu, ogromna wyrwa, nawet w dorosłym życiu – stwierdziła.
Powrót ojca oraz szczera rozmowa przyniosły jej niespodziewaną ulgę. Dziś Joanna Jabłczyńska ma z tatą bardzo dobrą relację i wie, że może liczyć na oboje rodziców, mimo że od dawna żyją osobno.
Zobacz także:
- Nowy rozdział w życiu Joanny Jabłczyńskiej, zbiórka bije rekordy. "Ogromna kasa na wspaniałą fundację"
- Wahała się nad udostępnianiem tego nagrania. Joanna Jabłczyńska: "Emocje wzięły górę"
- Joanna Jabłczyńska wyremontowała swój 100-letni dom. "Realia filmowe można przerodzić w rzeczywistość"