Historia miłosna Mezo i jego żony. "Nigdy jej nie podziwiałem bardziej niż wtedy"

Joga_rep_2
Zajogowani w sobie
Źródło: Dzień Dobry TVN
Historia Mezo i Weroniki to opowieść o miłości, która zaczęła się od telewizyjnej sceny, a rozwinęła dzięki wspólnym pasjom, sportowej determinacji i życiu, w którym codzienność nieustannie miesza się z wyjątkowymi doświadczeniami. Nam małżeństwo opowiedziało nieco więcej o codzienności i rodzicielstwie.

Małżeństwo na medal

Choć dziś tworzą jedną z bardziej zgranych par w polskim show-biznesie, ich historia zaczęła się zupełnie zwyczajnie od przypadkowego spotkania w talent show. Mezo i Weronika poznali się wiele lat temu, gdy ona tuż po maturze wzięła udział w programie telewizyjnym. Jak sama wspomina, dopiero gdy opadły emocje i zniknęły kamery, zrozumiała, że ta znajomość może zmienić jej życie.

Z kolei Mezo początkowo nie zwrócił na nią większej uwagi. Dopiero w jednym z kolejnych odcinków talent show zaintrygował go taniec przyszłej żony.

- Po prostu mnie oczarowała, tak uwiodła mnie ruchem. (…) Dopiero jak mieliśmy okazję porozmawiać, poczułem, że to jest po prostu... Wyszedłem, pamiętam, z pokoju i powiedziałem koledze mojemu. Po pierwszej rozmowie z Weroniką mówię, to jest materiał na żonę – powiedział.

Ich relacja szybko nabrała tempa. Od 2012 roku są razem, a rok później stanęli na ślubnym kobiercu.

- Mamy dwójkę dzieci. To była wtedy dla mnie super przygoda, coś zupełnie nowego, szansa poznania nowych ludzi. No i się okazało, że wyszłam z tego talent show z mężem - wspomina.

W ich historii ważną rolę od początku odgrywały wspólne pasje, szczególnie sport. Mezo od zawsze był związany z aktywnością fizyczną, zaczynał jako piłkarz w Lech Poznań, a później rozwijał się w innych dyscyplinach, m.in. bieganiu i tenisie. Jak wspominają bliscy, sport towarzyszył mu na każdym etapie życia.

Weronika szybko dała się wciągnąć w ten świat. Wspólne bieganie stało się ich codziennością, choć jak żartują, pierwsze treningi pokazały różnicę tempa.

- Ja byłem w fazie obsesji biegowej, więc ona też musiała zacząć biegać. Niestety została wyrzucona na głęboką wodę, bo od razu zapodałem jej program przygotowania do maratonu. To jest nasza galeria medali, wspólna - wspomina Mezo.

Od fitnessu do jogi i świadomego macierzyństwa

Droga Weroniki nie była przypadkiem, lecz naturalnym przedłużeniem stylu życia, który współtworzyła razem z mężem. Pasja do ruchu przekształciła się w kurs trenerski oraz kurs jogi. Tak od 10 lat spełnia się zawodowo.

- Zobaczyłam instruktorki fitness i tak sobie pomyślałam, to jest zawód dla mnie. Bardzo szybko zrozumiałam, że chyba jednak ciągnie to bardziej tego nurtu body and mind. Zupełnie naturalnym było to, że pojawiła się joga. W 2019 roku zrobiłam swoje pierwsze szkolenia nauczycielskie, natomiast praktykowałam jogę wcześniej - dodała.

Joga przydatna okazała się także w czasie dwóch porodów. Jak sama podkreśla, to właśnie wtedy po raz pierwszy w pełni zrozumiała, czym jest głęboka obecność w chwili, koncentracja i świadome przeżywanie własnego ciała.

- Lekarze i wszelkie panie, które obsługiwały poród Weroniki, mówiły, że powinna nakręcić jakiś film instruktażowy, jak rodzić. Weronika nawet na drugim porodzie nie chciała tego głupiego Jasia, który jest takim minimalnym znieczuleniem. Cały czas oddechem regulowała wszystkie swoje emocje. Oczywiście to był olbrzymi ból, olbrzymi przeżycie, ale cały czas starała się zachować spokój - powiedział Mezo.

A następnie dodał, że jako ojciec obecny był przy porodach i było to dla niego równie piękne i duchowe przeżycie.

- Mam córkę też dwudziestoletnią, już dorosłą, z którą mamy cały czas świetny kontakt. Ona urodziła się poprzez cesarskie cięcie, więc porody Weroniki były pierwszym moim doświadczeniem, gdzie mogłem być przy porodzie. No i to jest absolutna metafizyka. Nigdy jej nie podziwiałem bardziej niż wtedy. Maraton to był pikuś przy tym - podsumował.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz też na Player.pl.

Zobacz także: