Anna Starmach była z córką na oddziale onkologicznym. "Nigdy tego tutaj nie mówiłam"

Anna Starmach
Anna Starmach
Źródło zdj. gł.: Paweł Wodzyński/East News
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Anna Starmach zabrała głos w sprawie zbiórki prowadzonej przez Łatwoganga dla dzieci chorych na nowotwory. Jej wpis szybko odbił się szerokim echem w sieci i poruszył tysiące internautów. Gwiazda podzieliła się osobistą historią związaną z pobytem na oddziale onkologicznym, która do dziś pozostaje dla niej niezwykle silnym przeżyciem.
Kluczowe fakty:
  • Anna Starmach wsparła zbiórkę Łatwoganga dla dzieci chorych na nowotwory
  • Gwiazda opowiedziała o pobycie z córką na oddziale onkologicznym
  • Internauci dzielą się własnymi doświadczeniami i podkreślają wagę pomocy

Wsparcie dla dzieci chorych na raka. Zbiórka Łatwogang i głos Anny Starmach

Zaangażowanie znanych osób w akcje charytatywne coraz częściej przekłada się na realną pomoc, a tym razem szczególne emocje wzbudził wpis Anny Starmach. Jurorka kulinarnego show nie tylko wsparła inicjatywę, ale również zachęciła innych do działania, podkreślając siłę wspólnoty i internetowej solidarności.

- Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co robi Łatwogang - a tak naprawdę tego, co robicie Wy wszyscy, co robi cały polski internet. [...] Pokażmy rakowi, gdzie jego miejsce - napisała Anna Starmach. Więcej o akcji Łatwogang na rzecz fundacji Cancer Fighters przeczytasz tutaj.

- Wierzę, że uda się uzbierać 100, a nawet 200 milionów – sama też dorzuciłam swoją cegiełkę. Ale najbardziej chce wierzyć w jedno: że mali i duzi pacjenci onkologiczni jak najszybciej wrócą do domu. Tak jak ja kiedyś wróciłam z moją córeczką - dodała.

Anna Starmach o oddziale onkologicznym

W dalszej części wpisu gwiazda zdecydowała się na osobiste wyznanie, które nadało jej apelowi jeszcze większej siły. Jak sama przyznała, to pierwszy raz kiedy zdecydowała się opowiedzieć o doświadczeniach zdrowotnych swojego dziecka.

- Nigdy tego tutaj nie mówiłam. Dwa lata temu trafiłam z moim dzieckiem na oddział onkologiczny - z podejrzeniem neuroblastomy (złośliwy nowotwór układu nerwowego u dzieci). Diagnoza na szczęście się nie potwierdziła i po serii badań wróciłam z córeczką do domu - pisała Anna Starmach. - Ale nigdy nie zapomnę. Tych małych bohaterów i bohaterek. Rodziców, którzy każdego dnia walczą o zdrowie swoich dzieci. Tych uśmiechów i tych łez. To był tylko tydzień, ale te wspomnienia, historie, które usłyszałam i obrazy, które zobaczyłam, zostaną ze mną na zawsze - podsumowała.

Osobista historia Anny Starmach poruszyła społeczność internetową, a jej słowa wywołały lawinę komentarzy od osób, które mierzyły się z podobnymi doświadczeniami. W wielu z nich pojawia się poczucie bezradności, ale też wdzięczność za każdą formę wsparcia.

- Byłem na onkologii przynajmniej setkę razy... Jestem tu na trzecim zdjęciu jako klown medyczny - pracownik fundacji @czerwonenoski te wszystkie dzieciaki, oczywiście wszystkie powinny być w domu. Zawsze ogromy szacunek dla rodziców, personelu, wszystkich którzy tam o nich i dla nich walczą. Także tym bardziej dla tych, którzy teraz też obejmują ich troska, dla wszystkich, którzy wpłacają na zbiórkę i wszystkich, którzy opiekują się nimi każdego dnia, niosą im radość, nadzieję i zdrowie! - pisał stand-uper Mateusz Marek.

- Miałam okazje Panią wtedy poznać. Byłam z Igą chorą na neuroblastomę. Byliśmy na etapie planowania końca leczenia. Pewnie już Pani nas nie kojarzy, ale na odchodne na korytarzu, jak mąż odbierał nas do domu powiedziała mu Pani kilka słów, że ma ogromny skarb i wspaniałą żonę. Oby o nas dbał. Nawet nas Pani praktycznie nie znała, a te kilka słów zadziałało na mnie jak balsam. Wasza historia nie była kontynuowana na tym oddziale i super! A dla nas kilka dni z Panią która mimo swoich niepewnych dni chciała dać również nam coś miłego, były światełkiem w szarej rzeczywistości. Zdrówka dla całej rodziny! - pisała jedna z obserwatorek.

- W wieku 2 lat mój synek miał wypadek , konieczny był zabieg szycia łuku brwiowego. Niestety z racji braku miejsc na oddziałach szpitalnych, przydzielili nas do oddziału onkologicznego dziecięcego. Byliśmy tak tylko jeden dzień, ale widok tych walczących dzieci i rodziców pozostaje ze mną do końca życia. Podziwiam każdego kto tam przebywa z powodu choroby, każdego, kto tam pracuje. To są tacy silni ludzie, najsilniejsi - podsumowała internautka.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Oskar Netkowski