Dymna, Szyc, Kożuchowska i inni żegnają Jana Frycza: "Spotkałam jego córkę. Mówiła, że jest bardzo chory"

Anna Dymna, Borys Szyc, Małgorzata Kożuchowska
Gwiazdy żegnają Jana Frycza
Źródło zdj. gł.: Piotr Andrzejczak, Jarosław Antoniak, Andras Szilagyi/MWmedia.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
W wieku 72 lat zmarł Jan Frycz, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów teatralnych i filmowych. Hołd artyście oddali m.in. Borys Szyc, Małgorzata Kożuchowska oraz Jakub Żulczyk, którzy podzielili się w sieci wspomnieniami z nim związanymi. Anna Dymna ujawniła, że niedawno rozmawiała z córką Jana Frycza o jego stanie zdrowia.

Dalsza część artykułu poniżej.

Klatka kluczowa-227360
Odeszła Bożena Dykiel. Miała 77 lat
Źródło: Dzień Dobry TVN

Gwiazdy żegnają Jana Frycza. Kożuchowska, Szyc i Żulczyk

Jan Frycz zmarł 15 sierpnia w wieku 72 lat. Informację o śmierci artysty opublikowano na profilu Teatru Narodowego w Warszawie na Facebooku.

Aktora pożegnał w oficjalnym wpisie na Instagramie m.in. Borys Szyc.

- Mogę powiedzieć, że po prostu go kochałem. Uwielbiałem na pewno. Nikt mnie tak nie rozśmieszał, nikt tak nie rozkładał roli na części mniejsze i najmniejsze, szukając głębszego sensu we wszystkim. Nikt nie śmiał się tak łobuzersko, ciągle było w nim widać młodego chłopaka… Mam tyle wspólnych wspomnień, szalonych, pięknych, niektórych kompletnie abstrakcyjnych. Jak wtedy, kiedy lataliśmy modelem helikoptera po korytarzach hotelu, stojąc prawie nago w środku nocy i pękając ze śmiechu. Był dla mnie esencją aktorstwa, esencją Krakowa, esencją życia. Zawsze osobny, a pragnący bliskości. Ależ będę tęsknił, Janek - wyznał Szyc.

Wspomnieniem o zmarłym artyście podzielił się również Jakub Żulczyk. Frycz zagrał gangstera w serialu na podstawie powieści pisarza.

- Panie Janku. To bardzo dziwne, że spotkaliśmy się raptem parę razy. Nie powiedziałem panu w trakcie tych spotkań, ile panu zawdzięczam. Byłem pewien, że spotkamy się jeszcze wielokrotnie. Nigdy nie można być pewnym. Wziął pan sobie postać, którą napisałem i przekształcił ją, przeformował w coś ponadczasowego. Dziękuję panu. Nie zawiodę. Obiecuję - napisał Żulczyk.

Małgorzata Kożuchowska zaznaczyła na Instagramie, że "to nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych".

- Był absolutnie wyjątkowy. Wybitny. Przenikliwie inteligentny, obdarzony wielkim talentem wnikania w dusze swoich bohaterów. Zawsze szukał głębiej, wnikliwiej, zaskakująco celnie. Praca z nim była fascynująca. Inspirował, pobudzał do myślenia, czasem onieśmielał, ale chciało się dotrzymać mu kroku. Marzyłam, żeby spotkać się z nim w pracy. I stało się! Jarocki obsadził nas w "Miłości na Krymie". Janek grał Zachedryńskiego, ja Tatianę. Uwielbiałam to! - stwierdziła aktorka.

Kożuchowska dodała, że uwielbiała poczucie humoru, autoironię i dystans, którymi wyróżniał się Jan Frycz.

- To, jak opowiadał, jak się śmiał, jak patrzył trochę z ukosa. Ostatni raz spotkaliśmy się przypadkiem pod teatrem i, jak zawsze, nie było to przelotne spotkanie, znowu zatrzymaliśmy się, żeby porozmawiać. Obok Janka nie można było po prostu przejść, trzeba się było/chciało się zatrzymać. Gdybym wiedziała, że był to ostatni raz... Janku, będę za tobą tęsknić. Już tęsknię - wyznała pogrążona w żałobie koleżanka z teatru.

Anna Dymna traktowała Jana Frycza jak brata. "Z takim człowiekiem odchodzi też kawałek mnie"

Śmierć Jana Frycza skomentowała także Anna Dymna. Aktorzy poznali się, gdy byli dziećmi. Uczęszczali do tego samego teatrzyku.

- Janek jest dla mnie całe życie jak taki brat. Razem byliśmy w teatrze przez wiele lat. Zawsze mieliśmy kontakt. Na święta, na imieniny zawsze do siebie pisaliśmy - zaznaczyła Dymna w rozmowie z serwisem Fakt.

- Ja nie mogę nic powiedzieć, bo jak umiera taki brat, to… To jest straszliwie okrutny upływ czasu. Odchodzą ludzie, którzy są świadkami mojego dzieciństwa, z którymi przeżywaliśmy różne wspaniałe rzeczy. Zawsze z takim człowiekiem odchodzi też kawałek mnie - dodała aktorka.

Anna Dymna miała świadomość, że Jan Frycz zmagał się z chorobą. Jak przyznała, ostatniej nocy, kiedy jeszcze nie wiedziała o śmierci kolegi, długo o nim rozmyślała. Niedawno rozmawiała również z jego najstarszą córką.

- Miesiąc temu spotkałam jego córkę Gabrysię. Mówiła, że Janek jest bardzo chory - powiedziała 75-letnia artystka.

Koleżanka Jana Frycza wspomniała jednak, że aktor był pochłonięty pracą do końca swoich dni. - Niedawno rozmawialiśmy jeszcze o roli w teatrze. Radził się, czy ją przyjąć, czy nie. Wyglądał, jakby miał żyć jeszcze sto lat - oceniła Dymna.

Aktorka przy okazji z refleksją pochyliła się nad tematem przemijania.

- Coraz więcej naszych bliskich odchodzi. Myślę sobie czasem, że tam, gdzie są, musi trwać jakieś niezwykłe przedstawienie. Jest coś takiego, że przestaję się bać. Tyle osób już tam na mnie czeka. Nie boję się niczego - stwierdziła artystka.

Zobacz także:

Źródło: PAP, Fakt.pl
Autorka/Autor: Berenika Olesińska