Śmiejesz się sam z siebie? To nie zawsze zdrowy dystans. "Może utrwalać bolesne przekonania"
Dalsza część tekstu pod wideo:
Jak rozpoznać zdrowy dystans do siebie?
"Przepraszam za spóźnienie, jak zwykle nie umiem dobrze gospodarować czasem", "Znów zapomniałam śniadania do pracy, ale jestem roztargniona, nic mi nie wychodzi", "Znów robię głupotę, ale chociaż możecie się ze mnie pośmiać" - takie zdania, choć wydają się niewinne i na pierwszy rzut oka świadczą o dystansie do siebie, ostatecznie mogą wpływać na nas w negatywny sposób.
W rozmowie z redaktorką serwisu Dzień Dobry TVN Aleksandrą Matczuk, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna Monika Machnicka opowiedziała o tym, jak rozpoznać różnicę między zdrowym dystansem do siebie a momentem, gdy żart zaczyna nam szkodzić.
- Umiejętność śmiania się z siebie może świadczyć o dystansie i elastyczności. Kiedy potrafimy z humorem powiedzieć o swojej pomyłce, to łatwiej rozładować napięcie i zaakceptować fakt, że nie zawsze wszystko robimy dobrze. Ważne jest jednak to, czy żartujemy z konkretnej sytuacji, czy z własnej wartości - tłumaczyła ekspertka.
Czy żart z samego siebie może ci szkodzić?
Psychoterapeutka zaznaczyła, że autoironia bywa też sposobem na uprzedzenie krytyki.
- Ktoś może pomyśleć, że jeśli sam pierwszy nazwie swoją wadę, to cudza ocena mniej zaboli. Taki żart daje chwilowe poczucie kontroli, ale powtarzany często może utrwalić bolesne przekonania o sobie. Dotyczy to zwłaszcza żartów o własnym wyglądzie, inteligencji czy byciu ciężarem dla innych. Zdanie: "przepraszam, że znowu czegoś potrzebuję, jestem taka problematyczna" może brzmieć lekko, choć w rzeczywistości kryje trudność w proszeniu o pomoc - podkreśliła nasza rozmówczyni.
Po czym więc poznać, że żart nam nie szkodzi? Monika Machnicka poleciła, by sprawdzić, jak czujemy się po wypowiedzeniu tych słów - czy faktycznie nas to bawi, czy pojawia się wstyd, smutek lub oczekiwanie zaprzeczenia. Znaczenie ma też to, czy żartujemy w swobodnych sytuacjach, a może głównie wtedy, gdy obawiamy się oceny.
- Szczególnie bolesne bywa to, gdy otoczenie zaczyna powtarzać nasze żarty lub używa ich przeciwko nam. Można wtedy powiedzieć: "wiem, że sama kiedyś tak żartowałam, ale nie chcę, żebyś tak o mnie mówił". Własny żart nie jest zgodą na przykre komentarze innych - dodała ekspertka.
Warto zadać sobie pytanie: "czy powiedziałbym to bliskiej osobie, którą szanuję?" - Jeśli nie, to może warto spróbować opisać sytuację bez obrażania siebie. Zamiast: "jestem beznadziejna, znowu zapomniałam", można powiedzieć sobie: "zapomniałam, więc następnym razem to zapiszę".
- Zdrowy dystans pozwala śmiać się z pomyłki i nadal traktować siebie z życzliwością. Sam śmiech innych nie mówi nam, czy żart był dla nas dobry. To ważne zwłaszcza wtedy, gdy ktoś żartuje z siebie, żeby zyskać akceptację w grupie. Czasem śmiejemy się razem z nimi, choć w środku czujemy się zawstydzeni lub zranieni. Szczególnie warto to zauważyć u nastolatków, dla których akceptacja grupy jest bardzo ważna. Jeśli ktoś regularnie żartuje ze swojego wyglądu, zdolności czy tego, że nikt go nie lubi, dobrze nie poprzestawać na śmiechu. Można zapytać, czy ta osoba naprawdę tak o sobie myśli. Za żartem może kryć się coś, o czym trudno powiedzieć wprost - podsumowała psychoterapeutka poznawczo-behawioralna Monika Machnicka.
Zobacz także:
- Czy mamy szansę na trzeci "komplet" zębów? "Lek ma być podawany dożylnie"
- Walcząc o piękny uśmiech. Czym jest bonding? "To nie tylko zmiana estetyki"
- Wiele wysiłku i nauki, czyli jak zostać dentystą?