Nosowska i Smolik w jury Bursztynowego Słowika. "Trudniej jest odstrzelić kolegę niż nieznajomego"

Nosowska i Smolik o pracy w jury Bursztynowego Słowika. Czym kierują się podczas oceny?
Wyjątkowe jury konkursu o Bursztynowego Słowika
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: Dzień Dobry TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Tegoroczny konkurs Bursztynowego Słowika to nie tylko emocje na scenie, ale także niezwykłe przeżycia dla jurorów. Jak wygląda atmosfera wśród nich i jakie są ich osobiste wspomnienia związane z sopockim festiwalem? Co dla nich jest najważniejsze podczas oceniania artystów oraz jak wspominają swoje pierwsze kroki na słynnej scenie w Sopocie?

Festiwalowe emocje wśród jury

Tegoroczny Bursztynowy Słowik to nie tylko święto muzyki, ale także wyjątkowe przeżycie dla członków jury. Andrzej Smolik oraz Katarzyna Nosowska podkreślają, że rola jurora to ogromna odpowiedzialność.

- Jestem bardzo podekscytowana, ponieważ po raz pierwszy będę uczestniczyła w takim przedsięwzięciu, w takiej roli. (...) Ja jestem takim typem człowieka, który najchętniej słucha intuicji i jakiejś takiej podpowiedzi niemal ze strony ciała. Czyli krótko mówiąc dla mnie ciarki są wyznacznikiem tego, czy coś jest znakomite, czy nie - mówi wokalistka.

- Jest to pewnie nieco bardziej stresujące dla mnie niż być ocenianym, bo bierzemy na siebie odpowiedzialność po prostu za kogoś - dodaje Andrzej Smolik.

Jurorzy zgodnie twierdzą, że połowa decyzji należy do nich, a druga połowa do publiczności, co przynosi im odrobinę ulgi, ale wciąż czują presję, by wybrać najlepszego spośród wielu utalentowanych artystów. Ciekawostką jest fakt, że ocena przyjaciół bywa trudniejsza niż ocenianie nieznajomych - emocje często biorą górę nad chłodną kalkulacją.

- Wydaje mi się, że nieco trudniej jest odstrzelić kolegę niż nieznajomego i tutaj na to, czy koleżankę. Czasami muza przyjaciół jest nieco gorsza, a bardziej się lubi od muzyki nieprzyjaciół, która jest nieco lepsza - wskazuje Andrzej Smolik.

Wspomnienia z dzieciństwa i pierwsze kroki na scenie

Dla niektórych jurorów to nie pierwszy kontakt ze sceną w Sopocie. Wspomnienia z dzieciństwa są mocno związane z festiwalem. Katarzyna Nosowska opowiada, że razem z Agatą Kuleszą bawiły się w "Sopot" na klatce schodowej, udając artystki i publiczność. Te niewinne zabawy zamieniły się z czasem w prawdziwe występy na wielkiej scenie, co dziś wspominają z ogromnym wzruszeniem.

- Są takie sceny, gdzie człowiek, który raczej funkcjonował na pozycji widza przez lata i nagle kiedy ma jakiś zaszczyt stanąć na tych deskach, no to to jest jakieś takie niezwykle wzruszające. Bardzo takie momenty przeżywałam. Jak pierwszy raz stanęłam na sopockiej scenie to naprawdę było to ogromne przeżycie. Pomyślałam sobie: "Boże, gdzie ja wylądowałam? Jakie to życie jest nieodgadnione" - mówi jurorka.

Andrzej Smolik z kolei swoją przygodę z festiwalem rozpoczął w niecodzienny sposób - został przyjęty do zespołu Wilki, a już po kilku dniach zagrał swój pierwszy koncert właśnie podczas sopockiego festiwalu.

- Można sobie wyobrazić jak się mogłem czuć - podsumowuje artysta.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Agnieszka Wojnarowska
Reporter: Magdalena Nabiałczyk