Stworzyła azyl dla starych, schorowanych psów. Dziś pani Marii i zwierzakom grozi utrata domu

Stworzyła azyl dla starych, schorowanych psów. Dziś pani Marii i zwierzakom grozi utrata domu
Stworzyła azyl dla starych, schorowanych psów. Dziś pani Marii i zwierzakom grozi utrata domu
Maria Kadela oddała całe swoje życie ratowaniu bezdomnych zwierząt. Dziś stoi przed widmem utraty domu, obok którego stworzyła azyl. Jak można jej pomóc? Reportaż programu Uwaga! TVN.

Tutaj znajdziesz link do zbiórki na nowy dom dla psiej ferajny.

Maria Kadela zwierzętom oddała niemal całe swoje życie. Od 40 lat ratuje bezpańskie psy i koty. Po przejściu na emeryturę kilka lat temu, zamieszkała w nowej lokalizacji, gdzie stworzyła azyl dla blisko 50 psów.

- Tu nie ma psa, który by nie miał trudnego życia, na przykład te szczeniaki zostały odebrane z otwartej wiaty, gdzie nie było nawet budy, a matka była uwiązana na sznurku. W tej chwili zwierzęta są już bezpieczne – pokazuje pani Maria.

Uwaga! TVN. Pani Maria od lat ratuje zwierzęta

Wśród okolicznych mieszkańców pani Maria cieszy się opinią profesjonalistki. 16 lat temu namówiła burmistrza Szczecinka do budowy pierwszego w tym mieście schroniska dla zwierząt.

- To kobieta, która miała olbrzymią wiedzę na ten temat. Zaraziła mnie swoimi pomysłami. Dzięki niej wprowadziliśmy wiele nowatorskich przedsięwzięć związanych z ochroną bezdomnych zwierząt – mówi Jerzy Hardie-Douglas, burmistrz Szczecinka.

Przechodząc na emeryturę, pani Maria szukała miejsca, w którym mogłaby dalej opiekować się psami. Znalazła takie, które wydawało się jej idealne. Zaufała kobiecie, którą znała wcześniej, bo pomagała jej przy psach.

- Fakt, że znałam tę kobietę w jakiś sposób uśpił moją czujność – przyznaje dzisiaj pani Maria.

- Do tej pory sobie nie wyobrażam, że można patrzeć komuś w oczy, oszukiwać i kłamać – oburza się nasza rozmówczyni.

Umowa przedwstępna sprzedaży bez notariusza

Kobieta zaproponowała, żeby pani Maria przeprowadziła się do nowej lokalizacji wraz ze swoimi psami, a następnie obie panie podpisały umowę przedwstępną sprzedaży nieruchomości. Nie zrobiły tego jednak w obecności notariusza. Potem pani Maria zaczęła spłacać ustaloną kwotę. Twierdzi, że zapłaciła całość, czyli 146 tysięcy złotych.

- Na początku nie byłam świadoma, że ta kobieta nie jest właścicielką nieruchomości. To jest moja wina, bo byłam tak zauroczona tym miejscem – tłumaczy pani Maria.

Dopiero później okazało się, że kobieta, która chciała pani Marii sprzedać nieruchomość, nigdy nie była właścicielką ów domu. Podpisała co prawda z rzeczywistym właścicielem umowę przedwstępną kupna domu, ale nigdy z umowy się nie wywiązała.

Widmo eksmisji kobiety i azylu dla zwierząt?

W pewnym momencie w całej sprawie pojawił się prawdziwy właściciel.

- Bardzo się z tego ucieszyłam. Myślałam, że mamy wszystko spłacone, że podpiszemy umowę notarialną. Ale właściciel powiedział, że on wymówił jej umowę już rok temu, bo nie płaciła. I stwierdził, że nie ma teraz zamiaru czekać na żadne rozstrzygnięcia sądowe, że mam natychmiast się wynosić – mówi zrozpaczona pani Maria.

Skontaktowaliśmy się z kobietą, która podpisała umowę z panią Marią.

- Czy w tej umowie jest podpisane, że sprzedaję jej mieszkanie, czy że przekazuję jej swój udział? – pyta nasza rozmówczyni. I dodaje: - Pani Maria dogadała się ze mną w ten sposób, że skoro ja się wyprowadzam, ona się wprowadza na moje miejsce, spłaca moje zadłużenie i potem resztę załatwia z tamtym państwem. I w styczniu informowałam ją o tym, że nasza umowa zostaje zerwana, ponieważ nie wpłacała pieniędzy na czas.

- Pani Maria powinna w ogóle kontaktować się ze mną, bo ja do niej powiedziałam, że jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to część, która została nadpłacona, zostanie jej zwrócona – stwierdza kobieta.

- Też poczuwam się do winy i wiem, że po części pieniądze za to powinnam jej zwrócić i ja się do tego zobowiązuję – zapewnia nasza rozmówczyni.

Informacje o deklaracji zwrotu części pieniędzy przekazaliśmy pani Marii.

- A dlaczego mi ich nie oddała do tej pory? Przecież ona wie, jaka jest sytuacja, że czeka nas eksmisja – denerwuje się pani Maria.

Wsparcie od innych

Pani Maria jest dobrze znana ze swej działalności także w okolicznych gminach. Burmistrz Białego Boru chce być w sprawie nieruchomości mediatorem.

- Nie można zostawić i człowieka, i zwierzęcia. Staniemy pomiędzy nimi po pierwsze, żeby nie było jakiejś wojny, bo to niczemu nie służy, a po drugie, żeby wesprzeć stowarzyszenie – deklaruje Paweł Stanisław Mikołajewski, burmistrz Białego Boru.

- Uważam, że sprawa powinna zostać skierowana do prokuratury, bo mamy do czynienia z popełnieniem przestępstwa, oszustwa – ocenia adwokat Wiesława Kazimierczak. I dodaje: - Myślę ponadto, że sprawa o zapłatę, czyli o odzyskanie tych pieniędzy od tej pani, mogłaby być skierowana do sądu cywilnego. Jednocześnie powinien też wpłynąć do sądu cywilnego wniosek o zabezpieczenie, żeby na czas trwania tych postępowań sąd zabezpieczył możliwość mieszkania, pozostania w tym domu.

Dom, w którym mieszka pani Maria, położony jest na terenie gminy Bobolice. To właśnie psy z tej gminy trafiają często do jej schroniska.

- Mamy już znalezioną dosyć obszerną działkę. Jest tylko problem, że działka nie ma dostępu do wody i energii elektrycznej. Niemniej jednak jakieś miejsce już jest, trzeba by je tylko doposażyć – mówi Renata Kowalska, zastępczyni burmistrza Bobolic.

Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: wg/MK
Reporter: Mariusz Zieliński