Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Katastrofa odrzutowca na Florydzie. Kim były ofiary?
Prywatny samolot typu Learjet 60, lecący z Austin w stanie Teksas na Bahamy, rozbił się w niedzielę, 1 listopada, na terenie hrabstwa Palm Beach na Florydzie. Jak podają media, na pokładzie znajdował się 44-letni Adam Robinson, przedsiębiorca technologiczny z Teksasu wraz z żoną Helen Sharp oraz dwójką dzieci: 4-letnią Emmą i 2-letnim Charliem.
Adam był założycielem firmy Retention i regularnie udzielał wywiadów na temat budowania udanego start-upu. Natomiast Helen prowadziła firmę komunikacyjną Influential PR oraz była właścicielką odnoszącego sukcesy studia ceramiki Helen Sharp Ceramics w Aspen.
- Adam i Helen byli oddanymi rodzicami, a 4-letnia Emma i 2-letni Charlie byli całym światłem ich życia. Helen i Adam tworzyli historię miłości, która trwać będzie na zawsze. Ich ciepło, szczodrość i dar sprawiania, że ludzie czuli się mile widziani, dotknęły tak wielu serc. Ich strata będzie głęboko odczuwana przez wszystkich, którzy ich kochali i których oni sami darzyli miłością - czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez ich rodzinę.
Wśród pasażerów była również niania dzieci Anita Maria Cetina, a także dwoje przyjaciół rodziny - Rachel Reed i Charmi Fehr.
- Charmi i Rachel byli pełni radości i ducha przygody. Niezwykle kochali swoich bliskich. Od momentu, gdy się poznali, byli całkowicie oddani sobie i życiu, które razem budowali. Byli szczerze kochani i będziemy za nimi tęsknić na zawsze. Anita Maria opiekowała się Emmą i Charliem z czułością oraz oddaniem i była prawdziwą częścią rodziny. Zostawiła nam świadectwo bezwarunkowej miłości i oddania - czytamy dalej w oświadczeniu.
Pozostałe dwie osoby, które zginęły w wypadku, należały do załogi samolotu. Maszynę pilotował 55-letni kapitan Jeff Gregory. Drugą pilotką była Nathalia Filgueiras, która uzyskała licencję pilota już w wieku 17 lat i wiązała swoją przyszłość z lotnictwem cywilnym.
Floryda. Trwa badanie okoliczności katastrofy lotniczej
Okoliczności tragedii bada amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). Z dotychczas zgromadzonych informacji wynika, że krótko przed wypadkiem pilot informował o intensywnych turbulencjach i niesprzyjających warunkach atmosferycznych.
Niedługo później samolot gwałtownie opadł dziobem i uderzył w osiedle domków holenderskich położone w pobliżu autostrady. Po zderzeniu maszyna stanęła w płomieniach, wszystkie znajdujące się na pokładzie osoby zginęły. Na szczęście wśród osób przebywających w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca katastrofy nie odnotowano ofiar śmiertelnych.
Zobacz także:
- Ciało kobiety wyłowione z Wisły. Kim jest ofiara?
- Mały chłopiec wypadł z okna na czwartym piętrze. W jakim stanie jest dziecko?
- Żądał pieniędzy i groził wysadzeniem budynku. 15-latek w rękach warszawskiej policji