Kazimierz Deyna odmienił oblicze polskiego futbolu. Jak jego mecze pamięta Jacek Laskowski?

Kazimierz Deyna - genialny piłkarz z PRL-u, który mógł podbić świat
Kazimierz Deyna – legenda piłki nożnej
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: Dzień Dobry TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Kazimierz Deyna to jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii polskiego futbolu. Urodzony w 1947 roku w Starogardzie Gdańskim, już jako chłopiec zachwycał talentem i niezwykłym wyczuciem gry. W latach 70. był kapitanem reprezentacji Polski i poprowadził drużynę do złota olimpijskiego oraz brązowego medalu mistrzostw świata. - Pamiętam nawet zapach obiadu, który wtedy jedliśmy w domu, oglądając ten mecz - opowiada w studiu Dzień Dobry TVN komentator sportowy Jacek Laskowski.

Chłopak z bordowego domu, który pokochał piłkę nożną

Kazimierz Deyna dorastał w skromnej, religijnej rodzinie w Starogardzie Gdańskim. Ojciec pracował w miejscowej mleczarni, a młody Kazik już od najmłodszych lat spędzał każdą wolną chwilę z piłką. Na ulicy Lubichowskiej, przy słynnej ceglanej ścianie, rozgrywał swoje pierwsze "mecze" z kolegami z sąsiedztwa. To tam rodził się jego instynkt, technika i charakter, które później zachwycały cały świat.

- Myślał, myślał, on głową grał. Piłka nożna to jest gra błędów, kto mniej błędów popełnia, to wygrywa. I zawsze przewidywał parę ruchów. I miał takie wyczucie, jak on tę piłeczkę sobie puścił, to on zawsze do niej zdążył. Taki był od chłopca - powiedział Leon Syntek, sąsiad Kazimierza Deyny.

Trenerzy od początku zauważyli jego nieziemskie przyłożenie i zdolność przewidywania ruchów przeciwnika. W wieku jedenastu lat rozpoczął karierę w miejscowym Włókniarzu, a kilka lat później wyruszył do Warszawy, by zagrać w Legii. Tam jego talent rozbłysnął pełnym blaskiem.

- Kaziu był w jedenastce stulecia historii polskiej piłki nożnej. Jeden z najlepszych na środku pola rozgrywających, a przedtem był bardzo skuteczny - mówił Grzegorz Lato, były piłkarz.

- Do perfekcji miał opanowane wrzucenie tej piłki tak, że tą wewnętrzną częścią stopy wrzucał ją po prostu na nos. Do każdego treningu przygotowany. Jeden z wcześniej przychodzących piłkarzy na trening, na boisku wybierał taki moment podania, że przeciwnik był zaskoczony - wskazał Jan Tomaszewski, były piłkarz.

Geniusz z boiska i ofiara swoich czasów

Na początku lat 70. Kazimierz Deyna był jednym z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy świata. W 1972 roku zdobył tytuł króla strzelców na igrzyskach olimpijskich w Monachium, a dwa lata później poprowadził Polskę do trzeciego miejsca na mundialu w RFN. Jego brązowa piłka magazynu "Kicker" stanęła obok nagród Johana Cruyffa i Franza Beckenbauera – to mówi wszystko o jego klasie. Niestety, polityczne realia PRL-u nie pozwoliły mu na transfer do Realu Madryt, AC Milanu czy Bayernu Monachium. Władze nie chciały wypuścić swojego "skarbu narodowego".

- Jak się popatrzy na zdjęcia z Igrzysk Olimpijskich w Monachium, kiedy Polacy zdobyli złoty medal, a on tytuł króla strzelców, to grał właśnie w takich butach. I to jest zagadka, dlaczego on grał w polskich butach, których jakość jest, powiedziałbym, dyskusyjna, delikatnie mówiąc, a nie w adidasach, w których grali wszyscy wtedy - wskazał Stefan Szczepłek, komentator sportowy, historyk piłki nożnej.

W późniejszych latach próbował swoich sił w Manchesterze City i w Stanach Zjednoczonych, gdzie wystąpił nawet w filmie u boku Sylvestra Stallone’a. Niestety, życie na emigracji nie było łatwe - pojawiły się problemy osobiste i uzależnienie. W 1989 roku tragicznie zginął w wypadku samochodowym. Miał 41 lat.

Futbolowe wspomnienia Jacka Laskowskiego

Kazimierz Deyna był "bohaterem dzieciństwa" dla Jacka Laskowskiego, słynnego dziś komentatora sportowego.

- Jak patrzyłem na bramkę, jaką strzelił Włochom w 1974 roku, to ten obraz uruchamia we mnie wszystkie zmysły, wszystkie wspomnienia tak mocno zakorzenione w głowie, że ja pamiętam nawet zapach obiadu, który wtedy jedliśmy w domu, oglądając ten mecz - wspomina w Dzień Dobry TVN dziennikarz.

Piłka nożna od zawsze zajmowała w codzienności Jacka Laskowskiego istotne miejsce. Komentowanie sportowych rozgrywek było nie tylko realizacją prywatnego hobby, ale okazało się sposobem na życie w momencie, w którym rynek pracy był zbyt brutalny.

Mało kto bowiem pamięta, że zanim Laskowski trafił do telewizji, ukończył medycynę i był przekonany, że najbliższe lata spędzi na dyżurach w szpitalu jako chirurg. Los napisał jednak zupełnie inny scenariusz.

- Medycyna się ode mnie odwróciła, ponieważ w 1991 roku, kiedy skończyłem studia, nastąpił krach, jeśli chodzi o zatrudnienie w medycynie. (...) Wtedy musiałem poszukać jakiegoś innego rozwiązania. Po drugiej stronie ulicy Marszałkowskiej była budka telefoniczna, obok której przechodziłem. Zobaczyłem, czy w kieszeni mam stare 2 złote i wtedy zadzwoniłem do redakcji sportowej - mówi gość Dzień Dobry TVN.

W książce "Dawno temu na mundialu. Czyli jak odkrywałem Amerykę" dziennikarz wraca pamięcią do pierwszego wyjazdu na mundial w USA w 1994 roku i opowiada o dzieciństwie, pierwszych sportowych wzruszeniach, o Polsce początku lat 90. i o tym, jak jedno zdanie wypowiedziane przy obiedzie może po latach okazać się prorocze.

Klatka kluczowa-478621
Futbolowe wspomnienia sprzed lat
Źródło: Dzień Dobry TVN

Zobacz także:

Autorka/Autor: Agnieszka Wojnarowska
Reporter: Aleksandra Rogowska-Lichnerowicz