Dalsza część tekstu pod wideo:
Ewa Minge o kanonach piękna w świecie mody
Historia branży modowej pokazuje, że ideał kobiecej sylwetki zmieniał się na przestrzeni dekad. W latach 60. uwagę przyciągała Twiggy, a w latach 90. ogromną popularność zdobyły supermodelki, takie jak Naomi Campbell, Cindy Crawford czy Linda Evangelista. Później dyskusje o wyglądzie modelek coraz częściej dotyczyły granicy między wymaganiami zawodowymi a promowaniem niezdrowych wzorców. Ewa Minge w rozmowie z "Plejadą" podkreśla, że w modzie haute couture sylwetka modelki jest częścią artystycznej koncepcji, a jej proporcje wpływają na sposób prezentowania projektu.
- Od lat powraca pytanie, dlaczego modelki muszą być tak wysokie i szczupłe. Odpowiedź nie jest tak banalna, jak mogłoby się wydawać. Moda, szczególnie haute couture, jest formą sztuki. A w sztuce - proporcja, linia, światło i ruch mają fundamentalne znaczenie. Wysoka, smukła sylwetka pozwala tkaninie opowiadać historię. Wydłuża linię, nadaje kreacji lekkość, pozwala wybrzmieć konstrukcji - mówi projektantka.
Minge zaznacza, że modelka nie jest jedynie osobą prezentującą ubranie, lecz współtworzy jego artystyczny przekaz. Jej ruch, gesty i sposób interpretowania kreacji mogą wpływać na odbiór całego projektu. Projektantka nie ukrywa, że w swojej pracy poszukuje różnych typów urody, zależnie od zamierzonego efektu.
- Czasem potrzebuję modelki niemal eterycznej, delikatnej jak postać z obrazu prerafaelitów, której ciało nie dominuje nad suknią, ale staje się jej naturalnym przedłużeniem. Modelka nie jest dla mnie wieszakiem na ubrania. Jest integralną częścią dzieła. Jej sposób poruszania się, gest, spojrzenie, subtelność czy dramatyzm budują emocje. Niesie na sobie rodzaj poematu, który projektant napisał tkaniną. Bez niej ten poemat pozostaje jedynie zapisem na papierze - wyjaśnia Ewa Minge.
Ewa Minge ostrzega przed skrajnym wychudzeniem modelek
Artystyczne podejście do mody nie oznacza jednak, że projektantka akceptuje każdy wzorzec promowany na wybiegach. Minge wyraźnie oddziela naturalnie szczupłą sylwetkę od wyniszczenia organizmu i zwraca uwagę na konsekwencje przedstawiania skrajnej chudości jako ideału.
- Z ogromnym niepokojem obserwuję powracającą fascynację skrajnym wychudzeniem. Niepokoi mnie estetyka, w której wystające kości zaczynają być traktowane jak atrybut luksusu, a wyniszczenie organizmu mylone jest z wyrafinowaniem. To nie jest piękno. To niebezpieczny komunikat, szczególnie dla młodych dziewczyn, które dopiero budują poczucie własnej wartości - apeluje projektantka w rozmowie z "Plejadą".
Minge podkreśla zarazem, że naturalnie szczupłe kobiety nie powinny być stygmatyzowane ze względu na swój wygląd. Sprzeciwia się zarówno presji związanej z bardzo drobną sylwetką, jak i ocenianiu kobiet o pełniejszych kształtach.
- Nie każda niezwykle smukła dziewczyna jest chora. Nie każda eteryczna sylwetka jest wynikiem głodzenia się. Istnieją kobiety, którym natura dała taką właśnie budowę. Mają prawo do swojego piękna, do obecności na wybiegach i do bycia inspiracją dla artystów. Tak samo, jak kobiety o bardziej kobiecych, pełniejszych kształtach. Nie zgadzam się na dyktaturę jednego typu ciała, niezależnie od tego, w którą stronę przesuwa się społeczna moda - zaznacza Ewa Minge.
- Chciałabym, abyśmy wreszcie nauczyli się odróżniać artystyczną fascynację ludzką sylwetką od niebezpiecznego kultu wychudzenia. Bo piękno nie zaczyna się od rozmiaru 32 i nie kończy na rozmiarze 42. Piękno zaczyna się tam, gdzie ciało, osobowość i sztuka spotykają się w harmonii. A prawdziwa moda powinna wywoływać emocje, zachwycać i opowiadać historie. Nigdy nie powinna żądać od kobiety, aby w imię piękna poświęcała własne zdrowie - podsumowuje projektantka.
Zobacz także:
- Ewa Minge opublikowała zdjęcia z młodości. Fani: "Jak Whitney Houston"
- O Evie Minge pisały największe światowe media. "To zapamiętałam mocno"
- Ewa Minge zdradza "kolory mocy" na studniówkę. "Nie tylko ubierają ciało, ale budują charakter"