Synek z bólem brzucha zmarł po 5 godzinach w szpitalu. "Byłem przekonany, że to jelitówka"

Błąd w diagnozie kosztował życie 3-letniego Kacpra? Dramatyczna noc w szpitalu
Błąd w diagnozie kosztował życie 3-letniego Kacpra? Dramatyczna noc w szpitalu
Źródło zdj. gł.: Uwaga! TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Dramat rozpoczął się od zwykłego bólu brzucha. Kacper trafił do najbliższego szpitala, a po pięciu godzinach zmarł. Rodzice chłopca chcą wiedzieć, dlaczego nie wykonano badania USG i RTG. Pytają, czy ich syn miałby większe szanse na przeżycie, gdyby trafił do specjalistycznego szpitala dziecięcego? Reportaż programu Uwaga! TVN.

- Nigdy nie zapomnę tego momentu. Padło zdanie, czy wszyscy zgadzamy się, że dalsza reanimacja nie ma sensu? Wszyscy musieli przytaknąć albo coś. Ja patrzyłem w podłogę, ale słyszałem, że odłączają aparaturę. Poprosiłem, by zostawili mnie z nim. Położyłem się obok niego i pytałem się: "Gdzie ty polazłeś, Kacper?" – przywołuje pan Adam.

3-letni Kacper nie żyje

3-letni Kacperek zmarł dwa tygodnie temu. Chłopiec umarł w szpitalu, po pięciu godzinach od przyjęcia. Wydarzenia, jakie miały miejsce na SOR-ze, a później sama reanimacja, miały bardzo dramatyczny przebieg.

Rodzinny dramat rozpoczął się od wymiotów i bólu brzucha, które często zdarzają się w dzieciństwie.

- Kacper w nocy zwymiotował. Mówię: "Oho, coś się zaczyna dziać". Byłem przekonany, że to jelitówka. Rano Kacper wstał i nie chciał za bardzo jeść, ale dużo pił. Cały czas chciał pić, więc to mnie tak trochę uspokajało. I gdzieś tak około godziny 19, Kacper do mnie przybiegł, że boli go brzusio. Zacząłem go masować, mówię: "Pokaż, gdzie?". A on pokazywał cały brzuch. Nie płakał, ale widać było, że go męczył brzuch - opowiada pan Adam.

Tata położył osłabionego chłopca spać do łóżeczka. Nagle przed godziną 23 stan dziecka bardzo się pogorszył. Kacperek zaczął ponownie wymiotować, po każdym łyku wody wymiotował żółcią. Mocno zaniepokojony ojciec natychmiast zadzwonił na 112. Gdy ubierał już chłopca, ten zrobił się bardzo blady, a jego usta były sine.

- Zbadali go i pojawiło się pytanie, czy jedziemy do Grodziska czy do Warszawy. Powiedziałem, że nie wiem. Ratownik zadzwonił do dyspozytorni i dostaliśmy informację, że na Banacha jest kolejka na 7 godzin, a w Grodzisku jest pusto – przywołuje pan Adam.

Od tego momentu zaczynają się wątpliwości ojca. Pan Adam zadaje sobie pytanie, czy chłopiec trafił do właściwego szpitala. O próbę odpowiedzi na to pytanie poprosiliśmy chirurżkę dziecięcą dr Aleksandrę Jasińską.

- Powinien trafić do placówki, w której dostępna jest chirurgia dziecięca – zaznacza dr Aleksandra Jasińska. 

Uwaga! TVN. Co działo się w szpitalu?

- Nie było momentu, żebym nie wierzył, że zaraz wrócę z Kacprem do domu. Potem już faktycznie, przy reanimacji, poczułem ten moment. Poczułem, że Kacpra już nie ma. Ale dalej nie wierzyłem. Myślałem, że to jakiś okrutny sen, że zaraz się obudzę, spojrzę na Kacpra, a on zapyta się mnie, czy pośpimy jeszcze trzy minuty – mówi pan Adam.

W szpitalu w Grodzisku Mazowieckim lekarze podejrzewali, że Kacper zakaził się meningokokami. W tym też kierunku leczyli chłopca. Mimo że wszystkie objawy dziecka dotyczyły jamy brzusznej, nie wykonano badania RTG ani USG brzucha Kacperka. Na czas nie zweryfikowano diagnozy zakażenia meningokokowego. Podano chłopcu m.in. antybiotyki i o dziwo był nawet moment, że Kacper poczuł się trochę lepiej. Jednak po 3 godzinach od przyjęcia do szpitala organizm chłopca zatrzymał się. Ojciec był przy synku do samego końca.

- Chwilkę przed tym, jak zaczęła się reanimacja, to Kacper zapytał, czy go przytulę i dam buziaka. Wyprzytulałem go mocno i dałem mu buziaka. I to był ten ostatni buziak. Ostatnie słowa. Na szczęście byłem obok niego. Chciałem, żeby wiedział, że jestem przy nim. I byłem. Tylko co to dało? Nic nie dało – ubolewa zrozpaczony ojciec.

Po śmierci chłopca wykonana została sekcja zwłok dziecka. Okazało się, że diagnoza postawiona przez lekarzy w Grodzisku Mazowieckim była błędna. To nie meningokoki, a zadzierzgnięcie jelita połączone z martwicą było powodem śmierci Kacpra. Tutaj pojawia się kolejna wątpliwość ojca i kolejne pytanie – czy badania USG i RTG, których zaniechano, pomogłyby uratować jego dziecko.

- Dziecko trafiło na SOR w bardzo ciężkim stanie. U takiego pacjenta powinno być wykonane badanie radiologiczne jamy brzusznej i badanie USG, ponieważ takie objawy mogą świadczyć o infekcji, ale może to również świadczyć, o tym, co się dzieje w jamie brzusznej i wymaga natychmiastowej interwencji chirurgicznej – mówi dr Aleksandra Jasińska.

Poruszona śmiercią 3-letniego Kacperka dr Aleksandra Jasińska apeluje, aby kiedy zauważymy u naszego dziecka silny, napadowy ból brzucha połączony z wymiotami, natychmiast kontaktować się z lekarzem, a nawet jechać na SOR. Przyczyną takich objawów może być zwykła jelitówka, ale mogą niestety też świadczyć o pilnej potrzebie interwencji chirurgicznej.

Jak sprawę komentuje szpital? Dlaczego nie wykonano USG i RTG?

- Zaczynamy proces diagnostyczny od tego, co jest najczęstszą chorobą. Natomiast potem weryfikujemy swoje rozpoznania, obserwując, jaka jest odpowiedź na leczenie – tłumaczy ordynator Iwona Budzisz-Dukat z Samodzielnego Publicznego Specjalistycznego Szpitala Zachodniego im. Jana Pawła w Grodzisku Mazowieckim.

- Mamy do czynienia z postępowaniem prokuratorskim. Nie chciałabym wchodzić w szczegóły, które mogą ważyć na tym, jaka będzie dalsza ocena. Współpracujemy z prokuraturą. Staramy się przekazywać wszystkie informacje – zaznacza ordynator Iwona Budzisz-Dukat.

Wszystkie reportaże Uwagi! można obejrzeć w Player.pl >>>

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: wg/aw
Reporter: Maciej Dopierała