Polacy o pracy na farmach w Islandii. "Sporo można wybaczyć"

OLKU3031
DD_20260829_Farma
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: East News/Wojciech Olkuśnik
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Islandia to popularny kierunek dla Polaków, którzy poszukują spokojnej i dobrze płatnej pracy w otoczeniu pięknych krajobrazów. Nietrudno jest tam znaleźć zatrudnienie pomimo braku znajomości języka. O swoich doświadczeniach opowiedzieli nam Kamil Maciaszczyk, który razem z narzeczoną pracował tam na farmie owiec i farmie koni w Islandii oraz małżeństwo Arkadiusz Gaj i Martyna Makuła.

Islandia atrakcyjnym kierunkiem dla Polaków

Arkadiusz Gaj i Martyna Makuła jeszcze na studiach pojechali na Islandię. Był rok 2017. Tam zaczęli pracę w hotelu i stopniowo poznawali wyspę. Po trzech miesiącach wiedzieli już, że chcą zobaczyć więcej. Ponadto Martyna, która od dzieciństwa związana była z końmi, marzyła o pracy ze zwierzętami. Tak rozpoczęły się poszukiwania farmy i nowego źródła zarobku. Po półtoramiesięcznym stażu właściciele jednej z farm zaproponowali im stałą pracę.

- Dla mnie Islandia zawsze była marzeniem. Kiedy pojawiła się szansa na pracę tam, to nie wahaliśmy się ani chwili. Pierwsza nasza praca była w hotelu, potem dążyliśmy do tego, żeby przenieść się na farmę i pracować ze zwierzętami. Choć jest to ciężka praca, cały ten wysiłek jest wynagrodzony na koniec dnia. Wszystko to robimy w pięknym otoczeniu - powiedziała Martyna.

Choć widoki i natura robią wrażenie, jest jeden haczyk. Wiele osób mieszkających na Islandii otwarcie mówi o uciążliwych zimach. Jest nie tylko zimno, ale i ciemno.

- Co roku mówimy sobie, że to nasza ostatnia zima, jest ciemno. Są dni, kiedy jest jak z obrazka i można wybaczyć sporo rzeczy, ale głównie jest to ciemny czas. My pracowaliśmy w wietrznym miejscu, więc śnieg powodował znacznie więcej pracy - dodał Arek.

Wyjechali na Islandię bez planu. Pracę znaleźli już po trzech dniach

Kamil Maciaszczyk wraz z narzeczoną wyjechał za granicę niemal od razu po ukończeniu studiów. Podobnie jak Arkadiusz i Martyna chcieli zarobić i odłożyć pieniądze. Swoją zagraniczną przygodę rozpoczęli w Holandii, jednak z czasem ich uwagę przyciągnęła Islandia.

Para kupiła bilety w jedną stronę i bez konkretnych planów rozpoczęła poszukiwania pracy.

- Zobaczyliśmy zdjęcia z Islandii, wiedzieliśmy, że można tam zarobić dobre pieniądze. Daliśmy sobie tydzień na znalezienie pracy. Stwierdziliśmy, że jak nie znajdziemy, to zwiedzimy Islandię i wrócimy do Polski. Pracę znaleźliśmy jednak w 3 dni. Kwalifikacje sprawdzają tam poprzez praktykę - przyznał Kamil.

Kamil i jego narzeczona rozpoczęli pracę na farmie, gdzie do ich podstawowych obowiązków należało sprzątanie boksów oraz karmienie zwierząt. Praca z owcami nie zawsze należała jednak do najłatwiejszych. Poza codzienną opieką nad zwierzętami musieli również pomagać przy porodach w czasie tzw. lamb season, czyli sezonu jagniąt.

- Weterynarzy tam brakuje. Na ogromny region przypada jeden, dwóch weterynarzy. Kwestie dojazdów to też jest ciężka rzecz. Czasami farmerzy wiszą na telefonie i pytają, co mają zrobić, bo nie ma co liczyć na dojazd w godzinę - opowiadała Martyna.

Ostatecznie, po ponad pięciu latach spędzonych na Islandii, Kamil i jego narzeczona zdecydowali się wrócić do Polski. Powodem nie była jednak sama praca, lecz trudne warunki atmosferyczne i przede wszystkim islandzkie zimy.

- Wróciliśmy przez zimy, byliśmy tam ponad 5 lat. Pierwsza zima była fajna, coś innego. Czasami musiałem szukać traktora pod śniegiem. Na południu temperatury sięgają do -10, na północy było -30, a rzeki zamarzały i można było jeździć po nich samochodem - podsumował.

Więcej na temat pracy ze zwierzętami znajdziesz w reportażu Łukasza Kowalskiego:

Klatka kluczowa-661343
DD_20260829_Owce_rep

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl

Zobacz także:

Autorka/Autor: Nastazja Bloch
Reporter: Łukasz Kowalski