Islandia atrakcyjnym kierunkiem dla Polaków
Arkadiusz Gaj i Martyna Makuła jeszcze na studiach pojechali na Islandię. Był rok 2017. Tam zaczęli pracę w hotelu i stopniowo poznawali wyspę. Po trzech miesiącach wiedzieli już, że chcą zobaczyć więcej. Ponadto Martyna, która od dzieciństwa związana była z końmi, marzyła o pracy ze zwierzętami. Tak rozpoczęły się poszukiwania farmy i nowego źródła zarobku. Po półtoramiesięcznym stażu właściciele jednej z farm zaproponowali im stałą pracę.
- Dla mnie Islandia zawsze była marzeniem. Kiedy pojawiła się szansa na pracę tam, to nie wahaliśmy się ani chwili. Pierwsza nasza praca była w hotelu, potem dążyliśmy do tego, żeby przenieść się na farmę i pracować ze zwierzętami. Choć jest to ciężka praca, cały ten wysiłek jest wynagrodzony na koniec dnia. Wszystko to robimy w pięknym otoczeniu - powiedziała Martyna.
Choć widoki i natura robią wrażenie, jest jeden haczyk. Wiele osób mieszkających na Islandii otwarcie mówi o uciążliwych zimach. Jest nie tylko zimno, ale i ciemno.
- Co roku mówimy sobie, że to nasza ostatnia zima, jest ciemno. Są dni, kiedy jest jak z obrazka i można wybaczyć sporo rzeczy, ale głównie jest to ciemny czas. My pracowaliśmy w wietrznym miejscu, więc śnieg powodował znacznie więcej pracy - dodał Arek.
Wyjechali na Islandię bez planu. Pracę znaleźli już po trzech dniach
Kamil Maciaszczyk wraz z narzeczoną wyjechał za granicę niemal od razu po ukończeniu studiów. Podobnie jak Arkadiusz i Martyna chcieli zarobić i odłożyć pieniądze. Swoją zagraniczną przygodę rozpoczęli w Holandii, jednak z czasem ich uwagę przyciągnęła Islandia.
Para kupiła bilety w jedną stronę i bez konkretnych planów rozpoczęła poszukiwania pracy.
- Zobaczyliśmy zdjęcia z Islandii, wiedzieliśmy, że można tam zarobić dobre pieniądze. Daliśmy sobie tydzień na znalezienie pracy. Stwierdziliśmy, że jak nie znajdziemy, to zwiedzimy Islandię i wrócimy do Polski. Pracę znaleźliśmy jednak w 3 dni. Kwalifikacje sprawdzają tam poprzez praktykę - przyznał Kamil.
Kamil i jego narzeczona rozpoczęli pracę na farmie, gdzie do ich podstawowych obowiązków należało sprzątanie boksów oraz karmienie zwierząt. Praca z owcami nie zawsze należała jednak do najłatwiejszych. Poza codzienną opieką nad zwierzętami musieli również pomagać przy porodach w czasie tzw. lamb season, czyli sezonu jagniąt.
- Weterynarzy tam brakuje. Na ogromny region przypada jeden, dwóch weterynarzy. Kwestie dojazdów to też jest ciężka rzecz. Czasami farmerzy wiszą na telefonie i pytają, co mają zrobić, bo nie ma co liczyć na dojazd w godzinę - opowiadała Martyna.
Ostatecznie, po ponad pięciu latach spędzonych na Islandii, Kamil i jego narzeczona zdecydowali się wrócić do Polski. Powodem nie była jednak sama praca, lecz trudne warunki atmosferyczne i przede wszystkim islandzkie zimy.
- Wróciliśmy przez zimy, byliśmy tam ponad 5 lat. Pierwsza zima była fajna, coś innego. Czasami musiałem szukać traktora pod śniegiem. Na południu temperatury sięgają do -10, na północy było -30, a rzeki zamarzały i można było jeździć po nich samochodem - podsumował.
Więcej na temat pracy ze zwierzętami znajdziesz w reportażu Łukasza Kowalskiego:
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl
Zobacz także:
- O bohaterskim czynie polskiej turystki rozpisują się włoskie media. Pani Alicja uratowała tonących mężczyzn
- Nie żyje chłopiec, który miał kontakt z osą morską. Są też inni poszkodowani
- Dramatyczna akcja ratunkowa na Mazurach. "Było bardzo blisko tragedii"