Dramat rodziny zmarłego Kacperka. "Powinien być zakaz umierania dzieci"

Dramat rodziny zmarłego Kacperka. "Powinien być zakaz umierania dzieci"
Dramat rodziny zmarłego Kacperka. "Powinien być zakaz umierania dzieci"
Źródło wideo: Uwaga! TVN
Źródło zdj. gł.: Uwaga! TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Wracamy dziś do sprawy śmierci 3,5-letniego chłopca. Co ustaliły instytucje? Czy rodzice zmarłego dziecka znaleźli wsparcie w instytucjach państwa? Reportaż programu "Uwaga! TVN"

3,5-letni Kacperek umarł miesiąc temu w szpitalu w Grodzisku Mazowieckim. Chłopiec trafił tam z bólem brzucha i wymiotami. Lekarze postawili diagnozę – meningokoki. Jednak okazała się błędna. Ojciec szuka odpowiedzi na pytanie – dlaczego nie udało się uratować jego syna.

- Dlaczego dziecku, które trafiło na SOR z wymiotami i bólem brzucha, przez prawie trzy godziny nikt nie zrobił podstawowych badań – USG, RTG? – pyta pan Adam.

- Zaczynamy proces diagnostyczny od tego, co jest najczęstszą chorobą – tłumaczyła w rozmowie z reporterem Uwagi! ordynatorka Iwona Bubisz-Dukat z Samodzielnego Publicznego Specjalistycznego Szpitala Zachodniego im. Jana Pawła w Grodzisku Mazowieckim.

"Czas nie leczy ran"

Z panem Adamem spotkaliśmy się dwa tygodnie po emisji ostatniego reportażu.

- Może rany już tak nie krwawią, ale są i czujemy je. Wszystko przypomina mi Kacpra – mówi pogrążony w żałobie ojciec chłopca.

- Bardzo pomogła mi pewna pani, która też przeżyła tragedię około 7 lat temu. Ta pani powiedziała, że ból nie minie. Potrzebowałem takiej szczerej wypowiedzi. To nie minie za miesiąc, trzeba będzie z tym żyć – uważa pan Adam.

- Już nie każda myśl o Kacprze powoduje u mnie płacz. Staram się też uśmiechać. Jestem zaszczycony tym, że mogłem być jego tatą. Nie byliśmy długo ze sobą, ale spotkał mnie ten zaszczyt. Dałem mu chyba wszystko i chyba nie zawiodłem jako tata – ocenia mężczyzna.

Rodzice Kacperka nie zgadzają się ze stanowiskiem dyrekcji szpitala, że ich synek był nie do uratowania. Pragną wyjaśnienia, dlaczego lekarze na czas nie zweryfikowali błędnie postawionej diagnozy. Zgłosili sprawę do prokuratury.

- Sprawa jest dość zawiła. Widzimy konieczność przeprowadzenia dokładnych czynności. Nie możemy też wykluczyć pewnych błędów systemowych w organizacji szpitala – mówi Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

- Zostały zlecone przesłuchania personelu szpitalnego. One trwają. Zabezpieczona jest dokumentacja – dodaje prokurator Piotr Antoni Skiba.

- Chcemy ustalić, dlaczego doszło do śmiertelnego zdarzenia. Czy były jakieś zaniedbania. Przede wszystkim takie, jakie podnoszą rodzice w swoich zeznaniach. Czy były nieprawidłowości w funkcjonowaniu szpitala, w funkcjonowaniu tych lekarzy na konkretnym oddziale. I czy te nieprawidłowości miały jakikolwiek wpływ na to, co się stało – precyzuje prok. Skiba.

Uwaga! TVN. Kontrole po śmierci 3-letniego Kacperka

- Cmentarz jest obok przedszkola. Do Kacperka przychodzą teraz koledzy. Ostatnio, jak byłem u niego, to trochę pogadaliśmy… Cały czas mi głos drży, obiecałem sobie, że nie będę płakał, ale nie da się – ucina pan Adam.

Wyemitowany dwa tygodnie temu reportaż o śmierci Kacperka odbił się szerokim echem w mediach i internecie. Po nagłośnieniu sprawy instytucje ruszyły z kontrolami.

- To zawsze są sygnały, które wymagają natychmiastowego sprawdzenia. Samo to, że nastąpił zgon w takich okolicznościach wskazuje, że było coś nie w porządku, jeżeli chodzi o to, w jaki sposób był zaopatrywany 3,5-letni Kacperek. W jaki sposób była zorganizowana praca na SOR-ze. Czy były odpowiednie osoby przygotowane w odpowiedniej ilości do tego, żeby pomóc dziecku. Również, jeżeli chodzi o organizację pracy na oddziale pediatrycznym i kwestie samego wykonywania badań diagnostycznych, obrazowych, czyli na przykład USG, bo od tego też zależy szybkość diagnozy i podjęcia kroków, które zapobiegną tragedii – mówi Jakub Gołąb z Narodowego Funduszu Zdrowia.

Jak radzić sobie z bólem po stracie bliskiej osoby?

- Kacper to było dziecko, które zawsze chciało wszystkim pomóc. Ile on nauczył mnie cierpliwości, bezkompromisowej miłości, czystej. Jeśli można by ją wycenić, to można by było kupić cały świat – mówi pan Adam.

- To, czego nie wiedziałem, to, że jak jedzie się odebrać swoje dzieciątko do prosektorium, to trzeba zrobić rozpoznanie. Moment rozpoznania jest jak wejście na ring z dobrym bokserem. Możemy się z nim boksować, ale on i tak położy nas na ziemię. Nie ma gardy, która by to przetrwała – podkreśla pan Adam.

Rozpacz i trauma po śmierci dziecka są przeogromne. Rodzice Kacperka mierzyli się z myślami samobójczymi. Czy ktoś z urzędników przyszedł z pomocą, sprawdzić, jak sobie radzą?

- Nie mieliśmy żadnego wsparcia psychologicznego. Moim zdaniem powinno ono być odgórnie, ale nie na zasadzie sesji – stało się, to co się stało i pogódźmy się z tym. Tylko powinna to być interwencja kryzysowa u psychologa. Po to, żeby wiedzieć, jak sobie radzić przy atakach paniki. Co robić, jak zaczynamy się dusić z żalu. Ja pojechałem do sklepu po bułki i musiałem z niego wybiec. Siedziałem na schodach i płakałem. Starsza pani mnie przytuliła i zapytała, co się dzieje. Żona też się boi jechać do sklepu – opowiada pan Adam.

Spotkaliśmy się z Filipem Tarachowiczem, na którego kilka lat temu też spadła ogromna tragedia – śmierć synka. Też uderzył w niego brak jakiejkolwiek pomocy ze strony państwa. Postanowił to zmienić i założył fundację PandaTeam, która pomaga rodzicom przejść żałobę po śmierci dziecka.

- Z takich praktycznych rzeczy to upewnijmy się, że rodzina [dotknięta stratą - red.] ma co jeść, że dziecko, jeżeli jest inne dziecko w tej rodzinie, czy ono jest zadbane, czy może czasem nie warto zabrać go gdzieś na jakieś wyjście, wyjazd – mówi Filip Tarachowicz.

A jak radzić sobie z atakami paniki, których doświadcza się po stracie?

- Są różne techniki, jak świadomy oddech czy skierowanie tej uwagi na coś innego. Proste triki typu na przykład dotknięcie czegoś zimnego, żeby nagle zmienić ten bodziec, dostać inny. Natomiast jeżeli one się pojawiają często, to warto sięgnąć po specjalistyczną pomoc, czyli psychiatrę – zaznacza Filip Tarachowicz.

- Po tym, co się stało, to całą rodziną śpimy w pokoju tam, gdzie spałem z Kacprem. Zawsze mamy tak, że jak idziemy spać, to wszyscy przybijamy piąteczkę Kacperowi. Chodzi o kartkę, gdzie są odciśnięte jego dłonie – mówi pan Adam.

- Jak z tym żyć? Powinien być zakaz umierania dzieci. To nie powinno się dziać nikomu – kończy pan Adam.

Wszystkie reportaże Uwagi! można obejrzeć w Player.pl >>>

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: wg/AW
Reporter: Maciej Dopierała