Szerszeń azjatycki pojawił się w Polsce. Eksperci biją na alarm

Szerszeń azjatycki pojawił się w Polsce. Eksperci biją na alarm
Szerszeń azjatycki pojawił się w Polsce. Eksperci biją na alarm
Źródło zdj. gł.: Markus Semmler/GettyImages
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
W okolicach Krakowa potwierdzono obecność szerszenia żółtonogiego, zwanego azjatyckim. Inwazyjny owad stanowi poważne zagrożenie dla pszczół miodnych. Naukowcy planują działania, które mają ograniczyć jego rozprzestrzenianie się.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo.

Klatka kluczowa-642325
Uwięzione przez rój szerszeni - napisy
Źródło: Dzień Dobry TVN

Nowy gatunek szerszenia w Polsce. Niepokój budzi jego wpływ na pszczoły

Szerszeń żółtonogi, nazywany również azjatyckim, został zaobserwowany w Polsce. W październiku jego obecność potwierdzono w dwóch miejscach w okolicach Krakowa. Gatunek ten stanowi poważne zagrożenie przede wszystkim dla pszczół miodnych i innych owadów zapylających. Naukowcy zwracają uwagę, że jesienne obserwacje mogą mieć szczególne znaczenie dla dalszego rozprzestrzeniania się tego inwazyjnego owada.

Szerszeń żółtonogi pojawił się w Europie w 2004 roku, kiedy po raz pierwszy odnotowano go we Francji. W kolejnych latach rozszerzał zasięg występowania, docierając między innymi do Niemiec i Czech.

W październiku jego obecność potwierdzono również w Polsce. W Wielkiej Wsi pod Krakowem znaleziono w pełni rozwinięte gniazdo. Pojedyncze osobniki zaobserwowano także w pasiece Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, gdzie dotychczas nie udało się znaleźć gniazda. - Szerszeń żółtonogi jest szczególnie niebezpieczny dla pszczół miodnych, ponieważ potrafi na nie polować tuż przy wlocie do ula, przez co może nawet całkowicie ograniczyć ruch pszczół w pasiecie. W efekcie grozi im śmierć głodowa, ponieważ zbieraczki nie będą wracały do ula, gdzie jest gromadzony pokarm – mówił PAP dr Łukasz Nicewicz z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, który wraz z grupą naukowców i pszczelarzy zaangażował się w tę sprawę.

Eksperci zwracają uwagę nie tylko na samo pojawienie się szerszenia w Polsce, lecz także na porę roku, w której go zaobserwowano. Jesienią królowe tego gatunku kopulują, a następnie szukają miejsc, w których mogą przezimować.

- W tej chwili, czyli jesienią, królowe kopulują i zakopują się w ziemi, czekając tam na wiosnę, kiedy rozpoczną zakładanie swoich własnych gniazd - tłumaczył.

Zaskakujące miejsce. Skąd szerszenie azjatyckie wzięły się w Polsce?

Nicewicz zwrócił też uwagę, że to stanowisko - w Wielkiej Wsi pod Krakowem - jest dosyć zaskakujące, patrząc na dotychczasowe drogi rozprzestrzeniania się tego gatunku. - Wcześniej najbliższe polskiej granicy stanowisko było stwierdzone w Opawie na granicy polsko-czeskiej. Spodziewaliśmy się więc go raczej w woj. śląskim niż małopolskim - mówił. Aby dowiedzieć się, skąd przywędrowały te owady, naukowcy przeprowadzą badania genetyczne kilkunastu osobników. Możliwości są dwie: albo to nowe stanowisko populacji, np. z Niemiec, Francji czy Słowenii, albo zawleczenie, np. przez transport.

Szerszeń azjatycki. Jak wygląda owad i jego gniazda?

Szerszeń żółtonogi, jak sama nazwa wskazuje, trzy ostatnie człony nóg ma całe żółte. Korpus, czyli tułów oraz większość odwłoku są czarne. Jedynie końcówka odwłoku ma kolor żółto-pomarańczowy, na odwłoku jest jeden żółto-pomarańczowy pas, a jeden pomarańczowy element jest widoczny na polu pomiędzy oczami na głowie - opowiadał badacz z UŚ. Te osobniki, które zostały złapane do badań, mają długość ok. 2,5 cm. Z kolei lek. wet. Bartłomiej Molasy, doktorant Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, również zaangażowany w tę sprawę, podał, że szerszeń europejski gniazduje zwykle w dziupli, ścianie budynku lub innej osłoniętej przestrzeni, a gniazda mają zwykle 200-400 osobników. - Z kolei u szerszenia żółtonogiego wiosenne gniazda są niewielkie i często powstają w osłoniętych miejscach, np. pod zadaszeniami lub w zabudowaniach gospodarczych. Ale już duże gniazda wtórne często są w koronach drzew, są kuliste lub gruszkowate, zwykle z niewielkim bocznym wejściem. W dużych koloniach jest ponad 1000 osobników - mówił PAP.

Szerszeń azjatycki w Polsce. Do walki z inwazją sprowadzą specjalistów z Francji

W ocenie naukowców obecnie jedyną możliwą metodą walki z tym szerszeniem jest niszczenie gniazd (można też zastawiać pułapki, ale one są mniej skuteczne). Dlatego też, jak podał Nicewicz, w przyszłym tygodniu na miejsce ma przyjechać brygada z Francji, wyspecjalizowana w likwidacji takich gniazd. A jest to nie lada wyzwanie z uwagi i na wysokość gniazda (szerszenie żółtonogie budują je na dużych wysokościach), i na agresywność tych owadów.  Jednak trzeba działać zdecydowanie - teraz, jak i wiosną, gdy mogą się pojawiać kolejne nowe gniazda. - Już teraz widzimy, że w Zachodniej Europie to jest ogromny problem, ponieważ pszczoły miodne nie radzą sobie z inwazją szerszeni azjatyckich – rodziny albo intensywnie słabną, ponieważ tracą dużą liczbę pszczół, albo są uwięzione w gnieździe, ponieważ nie mogą bez obaw wylatywać po pokarm - opowiadał Bartłomiej Molasy.

Dodał, że bardzo ważna jest też edukacja. - Nie chcemy wywoływać paniki wśród ludzi, którzy czując niebezpieczeństwo, mogą zabijać wszystko, co będzie nawet tylko przypominać szerszenie: osy czy trzmiele - mówił. Molasy zaapelował też, aby zgłaszać występowanie takich osobników i przekazywać informacje np. do Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ). Dodał, że można też robić zdjęcia lub filmy i umieszczać np. w aplikacji iNaturalist, a niedługo powinny pojawić się również aplikacje do monitoringu występowania tego szerszenia.

Szerszeń żółtonogi w Polsce. Wszystko zaczęło się od jednego zdjęcia w aplikacji

Historia rozpoznania i stwierdzenia szerszenia żółtonogiego zaczęła się od zdjęcia jednego dorosłego osobnika, które opublikowano w aplikacji iNaturalist, gdzie można dzielić się zdjęciami organizmów - roślin, zwierząt, grzybów itd. Niezależnie pszczelarze zamieścili na forach zdjęcia szerszeni grasujących w ich pasiekach. Wtedy tematem zainteresował się pszczelarz Henryk Hudy, który skontaktował się z zaprzyjaźnionymi naukowcami. Kiedy ci potwierdzili, że to faktycznie szerszeń żółtonogi, zaczęli działać, m.in. zgłaszając to do państwowych służb przyrodniczych oraz organizując na miejsce wyprawę rozpoznawczą. Jak podali dwaj rozmówcy PAP, w sprawę potwierdzenia szerszenia żółtonogiego zaangażowani byli również: dr hab. Paweł Migdał z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, Helena Prokova ze Słowacji, dr Joanna Kajzer-Bonk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr Waldemar Żyła z Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, dr hab. Wojciech Solarz z Instytutu Ochrony Przyrody PAN oraz pszczelarze Grzegorz Małek z Wielkiej Wsi, Krzysztof Kapica z AGH, Janusz Kołodziejczyk z Białego Kościoła, a także Karel Ostarek i Henryk Hudy. 

Zobacz także:

Źródło: PAP
Autorka/Autor: oprac. Nastazja Bloch