Biznesmen kupił teren i zlikwidował wjazd. Do umierającego nie mogła dotrzeć karetka. "Mój mąż byłby do uratowania"

Uwaga! TVN. Płot podzielił mieszkańców. Do domów mają wchodzić przez lokale usługowe
Uwaga! TVN. Płot podzielił mieszkańców. Do domów mają wchodzić przez lokale usługowe
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Od kilkudziesięciu lat korzystali z drogi, nagle zagrodził ją płot. Teraz mieszkańcy Kraśnika, żeby dostać się do swoich domów, muszą przechodzić przez dziurę w płocie. O wjeździe na posesje nie ma mowy. Czy zwaśnione strony uda się pogodzić? Reportaż programu Uwaga! TVN.

Uwaga! TVN. Płot zagrodził mieszkańcom drogę

Od ponad pół roku pani Jadwiga żyje w sytuacji, która nie powinna się wydarzyć. Jej samochód stoi uwięziony za zaspawaną bramą, a ona sama nie ma swobodnego wyjazdu z posesji. Mieszkańcy dostają się na podwórko tylko przez niewielką furtkę w płocie.

- Ta droga była. 33 lata z niej korzystaliśmy i nagle pewnego dnia się okazuje, że my drogi nie mamy – opowiada pani Jadwiga.

Dwadzieścia lat temu lokalny biznesmen wykupił teren z drogą i złożył wniosek o zakaz korzystania z tej drogi przez mieszkańców posesji obok. W odpowiedzi Pani Jadwiga wystąpiła o ustanowienie drogi koniecznej. Spór trwa do dziś, a kilka lat temu właściciel wykupionej posesji zlikwidował wjazd na podwórko sąsiadów.

Karetka nie mogła wjechać

Trzy lata temu doszło do tragedii. Tak wspomina to pani Alicja, której mąż wtedy zmarł.

- Przyjechała karetka, ale nie mogła wjechać. Jeden ratownik przez płot skoczył, przewrócił się, bo to było po deszczu – mówi pani Alicja. I dodaje: - Zastanawiali się, co zrobić. Stwierdzili, że trzeba dzwonić po straż pożarną, żeby przeciąć te przęsła, żeby ratować człowieka.

- Przyjechała straż i strażak spytał ratownika, czy mają ciąć. Na początku kierownik grupy ratowniczej powiedział, że tak, ale po chwili dodał: "Chwileczkę, chwileczkę, serce stanęło" – opowiada kobieta.

- Gdyby karetka mogła wjechać, to mój mąż byłby do uratowania. To trwało ponad dwie godziny. (…) Ta noc to jest dla mnie tragedia i ona zostanie ze mną do końca życia – dodaje pani Alicja.

- Uważam, że pan Ryszard nie dostał szansy na pomoc. I to może spotkać też każdego z nas – uważa pani Jadwiga.

Służby mogą "wtargnąć na posesję"

Dziś przejazd znów jest zablokowany, a postępowanie o udostępnienie dojazdu wciąż się nie zakończyło. Mieszkańcy prosili sąd o nakaz usunięcia ogrodzenia do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Sąd jednak odmówił, uznając, że w razie zagrożenia, służby "mogą wtargnąć na posesję".

- Jeżeli mówimy o wejściu bez zważania na kwestię zakazu czy ograniczenia, potocznie można to określić jako "wtargnięcie". Natomiast tutaj chodzi o to, żeby wykonać te zadania, do których te służby są powołane - mówi Renata Borek, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie.

- Trzeba też pamiętać, że postanowienie w przedmiocie tego wniosku o zabezpieczenie będzie przedmiotem rozważań sądu drugiej instancji. Ona jest nieprawomocna – podkreśla Renata Borek.

Mają wchodzić do mieszkań przez lokale usługowe?

Budynki, o których mowa, to lokale usługowo-mieszkalne - od strony ulicy są one wynajmowane na cele usługowe, a wejścia do mieszkań są wybudowane od strony podwórka. Mimo to sąd stwierdził, że mieszkańcy mogą wchodzić do swoich domów… przez wynajęte lokale usługowe.

- Z uzasadnienia postanowienia wynika, że pani wnioskodawczyni nie podała faktów, które związane by były z utrudnianiem jej dostępu do wejścia do części mieszkalnej – mówi rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie, Renata Borek.

- Trzeba pamiętać, że w tym postępowaniu zabezpieczającym sąd nie analizuje całokształtu historii użytkowania tej nieruchomości. Skupia się tylko na tych faktach i okolicznościach, które uczestnik podaje we wniosku – dodaje rzeczniczka.

Miasto mogłoby rozwiązać konflikt

Prawnik reprezentujący rodzinę pani Jadwigi przed sądem wskazuje, że urząd miejski mógłby zapobiec konfliktowi.

- To jest kuriozum. W obecnej sytuacji najkorzystniejsze byłoby rozstrzygnięcie sądu, które by ustanowiło służebność drogi koniecznej po gruncie, który kiedyś był wykorzystywany przez właścicieli. Droga była w planach. Ona nigdy nie została wydzielona geodezyjnie, ale mieszkańcy przez wiele, wiele lat, może 40-50 lat, byli przekonani, że to jest droga publiczna - mówi Piotr Kapica, prawnik.

- Błąd popełniło miasto. To można było zrobić w momencie, kiedy użytkowanie wieczyste było przekształcane we własność – dodaje Kapica.

Nasz reporter, Mariusz Zieliński, postanowił spytać o tę kwestię w Urzędzie Miasta Kraśnik.

- Trudno powiedzieć, jak to się stało. W każdym razie to nie była droga gminna. W związku z tym doszło do sporu między sąsiadami – mówi Krzysztof Staruch, burmistrz Kraśnika.

- Gdy sprawa trafia do sądu, samorząd ma związane ręce. Czekamy na postanowienie sądowe – dodaje burmistrz.

Co ma do powiedzenia właściciel płotu?

- Gdyby nie furtka, to musielibyśmy fruwać. Tak powiedział pan Andrzej [sąsiad – przyp.red.] w sądzie, że "mamy sobie fruwać" – opowiada pani Jadwiga.

- Nam chodzi tylko o drogę, o nic innego. Chcemy dojeżdżać do swoich domów tak, jak dojeżdżaliśmy przez tyle lat – dodaje kobieta.

W trakcie rozmowy z panią Jadwigą, przy spornym płocie pojawił się sąsiad – pan Andrzej - i poprosił naszego reportera o możliwość rozmowy.

- Myślę, że wyrok sądu w 90 procentach związał nasz problem. Najważniejszy jest zakaz wchodzenia na mój plac – mówi mężczyzna.

- Sąsiedzi mogą się rozgrodzić i próbować załatwić sobie drogę, tak jak zrobiłem to ja. Przecież ja nie dostałem nic za darmo, wszystko musiałem kupić – dodaje pan Andrzej.

Konflikt sąsiedzki trwa od lat

- Jeszcze przed 2021 rokiem była podjęta próba mediacji. Niestety, nie doprowadziło to do rozwiązania tej sytuacji – mówi burmistrz Kraśnika, Krzysztof Staruch.

- Trudno jest pogodzić dwie od lat zwaśnione strony – dodaje burmistrz.

- Ja już sam nie wiem, o co jest ten spór. Po prostu chcę mieć tu spokój. Od 15 lat się z tym morduję, ja chcę mieć po prostu spokój – mówi pan Andrzej. I dodaje: - Ta pani dalej tu chodzi, coś grzebie, robi zdjęcia, wprowadza tu jakiś ludzi. Ja po prostu nie zgadzam się, żeby wszyscy chodzili i jeździli po moim terenie.

- Dalej będziemy walczyć o tę drogę, nie mamy innego wyjścia. To jest dla nas być albo nie być. Nie mamy innego wyjścia – deklaruje pani Jadwiga.

- Nie może być tak, że żeby urządzić jednego człowieka, pokrzyżowano życie tylu osobom. Coś jest nie tak – dodaje kobieta.

Sąd zapowiada, że ostateczne orzeczenie w tym sporze zapadnie już w najbliższym czasie.

- Jeżeli sąd powie ma być tam droga, to będzie. Jeśli sąd stwierdzi odwrotnie, zaproponujemy jakiś wariant, dzięki któremu spróbujemy zadowolić obie strony, z wykorzystaniem miejskich działek – deklaruje Krzysztof Staruch, burmistrz Kraśnika.

Wszystkie reportaże Uwagi! można obejrzeć w Player.pl >>>

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: MK/as
Reporter: Mariusz Zieliński