Jak wygląda życie w jednym z najgroźniejszych więzień świata? "Panuje tam kultura noża"

Artur Górski
Polak z wizytą w najbardziej strzeżonym więzieniu świata
Źródło: Dzień Dobry TVN
La Picota w Bogocie uchodzi za jedno z najcięższych więzień na świecie. To miejsce, gdzie trafiają bossowie mafii, handlarze narkotyków i przestępcy z całego globu. Dziennikarz Artur Górski miał okazję zobaczyć to miejsce od środka. W Dzień Dobry TVN opowiedział o świecie, w którym strażnicy znikają, a konflikty rozwiązuje się nożem.
Kluczowe fakty:
  • Artur Górski dostał się do więzienia La Picota jako "krewny osadzonego", po pół roku bezskutecznych prób uzyskania oficjalnej zgody.
  • W czasie odwiedzin strażnicy opuszczają salę, a więźniowie piją alkohol, używają narkotyków i są uzbrojeni w noże.
  • W więzieniu panuje tzw. kultura noża – konflikty między grupami narodowościowymi często kończą się brutalnymi starciami.

La Picota, czyli jedno z najgorszych więzień świata

Droga do jednego z najsłynniejszych więzień Ameryki Południowej okazała się dla dziennikarza długim i skomplikowanym procesem. Pomysł na reportaż pojawił się po kontakcie z Polakiem osadzonym w kolumbijskim zakładzie karnym, który czekał tam na ekstradycję do kraju.

- Otóż zgłosił się do mnie pan Jacek Semerga, Polak, były handlarz narkotyków, który po prostu trafił do więzienia La Picota. Nie trafił za grzechy popełnione tam w Kolumbii, tylko popełnione w Polsce. Ale jakby szła za nim ta czerwona nota Interpolu, więc jasne, że wcześniej czy później gdzieś musiał zostać zatrzymany. I został zatrzymany w Hawanie, znaczy po raz pierwszy. Potem został wypuszczony i po raz drugi zatrzymany był w Kolumbii, w Cali. Dlatego, że już służby i na lotnisku w Hawanie, i w Bogocie wiedziały, z kim mają do czynienia. Więc zatrzymały go i tak trafił do, właściwie, aresztu śledczego. Bo on nie siedział tam z wyrokiem, tylko czekał na ekstradycję. Czekał prawie trzy lata, więc można powiedzieć, że był więźniem pełnoprawnym - opowiadał Artur Górski.

Dziennikarz próbował uzyskać zgodę na oficjalną wizytę, jednak kolumbijskie instytucje przez miesiące blokowały jego starania. Ostatecznie zdecydował się na nietypowe rozwiązanie.

- Próbuję się tam dostać. Próbuję po bożemu, jak dziennikarz, wysyłamy pismo do więzienia, czy mogę tam przyjechać. Przy okazji proponuję, że zrobię wywiad z szefem jednostki, żeby pokazać trud pracy funkcjonariuszy w takim niebezpiecznym miejscu. Dostaję odpowiedź, że raczej tak, ale trzeba się zgłosić do zarządu więziennictwa, takiej INPEC, ichniejszego SW. No to zgłaszam się. Stamtąd odsyłają mnie jeszcze wyżej. Do prokuratora generalnego, prokuratorii generalnej. No i generalnie to moje podanie zaczyna krążyć coraz wyżej, wyżej. Nie wiem, czy się ociera o Pałac Prezydencki w Bogocie. Ale po pół roku zaczynam się orientować, że oni nie chcą, żebym tam przyjechał. Oni nie chcą dziennikarza w La Picota w zakładzie karnym, o którym wiadomo, że dzieją się tam różne rzeczy. Niekoniecznie takie pożądane z punktu widzenia państwa - relacjonował.

Życie za murami La Picota. Alkohol, narkotyki i "kultura noża"

Ostatecznie reporter dostał się do środka jako rzekomy krewny osadzonego. To, co zobaczył podczas wizyty, przypominało raczej niekontrolowaną przestrzeń przestępczych grup niż klasyczny zakład karny.

- Spotkanie z panem Jackiem odbyło się, bo w końcu trafiłem, ale trafiłem nie jako dziennikarz, tylko jako krewny osadzonego. Zresztą ja się obawiałem tam jechać jako krewny osadzonego, bo przecież oni doskonale wiedzieli, kim ja jestem. Więc mogły mnie tam różne szykany spotkać i nie spotkały, żeby było jasne. No więc spotkałem się z nim w dniu odwiedzi dla mężczyzn. Mniej więcej stu chłopa na sali. Strażnicy w pewnym momencie tak po angielsku wycofują się, zamykają drzwi, koniec, nie ma strażników. Wtedy pojawiają się, no co tu dużo gadać, pojawia się alkohol pędzony pod celą, czyli 85%. Pojawiają się różne wspomagacze w kolorze białym. Okazuje się, że więźniowie są uzbrojeni - mówił Artur Górski.

W takich warunkach konflikty między grupami narodowościowymi potrafią wybuchnąć w każdej chwili. Zdaniem dziennikarza, w La Picota funkcjonuje brutalna zasada przetrwania.

- Tam panuje kultura noża, tam jak dochodzi do konfliktu, to nikt nie bawi się w jakieś bójki, w jakieś takie rozkminki słowne, po prostu sięgają po noże i na siebie napadają. Pan Jacek mi mówił, że on postawił na trochę inną taktykę, mianowicie siłownia, sporty walki i trochę im zaskakiwał. Kiedy do niego startowali, no wszystko jedno, jaką reprezentujący narodowość, przeciwnicy, no to jakoś im się stawiał, umiejąc to, co chłopaki z Polski potrafią. Boks, zapasy, judo, jakieś takie domorosłe MMA. I to też była jakaś forma przetrwania. Nie miał noża, ale miał możliwość obrony - podsumował dziennikarz.

Zobacz także: