11-latek zmarł po zatruciu się gazami, nie żyje też jego mama. "Bezoogniowy pożar"

Straż
Wielkopolska. 11-latek zmarł po zatruciu się gazami pożarowymi
Źródło: Patryk_Kosmider/Getty Images
11-letni chłopiec zmarł z powodu zatrucia się gazami pożarowymi, a jego matka trafiła do szpitala, niestety nie udało się jej uratować. Ojciec zdołał wynieść dwoje pozostałych dzieci: roczne i czteroletnie. Do rodzinnej tragedii doszło w domu w Myjomicach (woj. wielkopolskie). Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Kępnie.
Kluczowe fakty:
  • Myjowice k. Kępna. W domu jednorodzinnym w piątek po południu wybuchł pożar.
  • Nie żyje 11-letni chłopiec. Jego 38-letnia mama po reanimacji trafiła do szpitala, gdzie zmarła.
  • W domu nie było zamontowanych czujek dymu.

Dalsza część tekstu znajduje się poniżej.

DD_20240828_Czujniki_REP_napisy
Apel strażaków o montowanie czujników czadu i dymu - napisy
Źródło: Dzień Dobry TVN

Zatrucie dymem pożarowym. Nie żyje 11-letni chłopiec i jego mama

Tuż przed godz. 15:00 w piątek policja i straż pożarna w Kępnie zostały zawiadomione, że z domu jednorodzinnego w Myjomicach przy ul. Jeżynowej wydobywają się kłęby dymu. Po przyjeździe na miejsce ustalono, że bezoogniowy pożar zaczął się na poddaszu. – Wszystkie znajdujące się tam rzeczy użytkowe zaczęły żarzyć się bez płomienia, wydzielając trujące gazy – poinformował rzecznik prasowy kępińskiej straży pożarnej st. kpt. Paweł Michalski. W tym czasie w domu było pięć osób: rodzice z trojgiem dzieci w wieku 1, 4 i 11 lat. Mężczyzna wyniósł z domu najmłodsze dzieci, ale kobieta i 11-letni chłopiec stracili przytomność. Z pomocą przyszli strażacy, którzy ich wynieśli. – Okazało się, że chłopiec nie żyje. Po trwającej kilkadziesiąt minut reanimacji 38-letnią matkę przewieziono do kępińskiego szpitala – powiedział Paweł Michalski. Niestety, kobieta zmarła.

Myjomice. Bezogniowy pożar, zmarł 11-latek

Na miejscu zdarzenia pracowała grupa dochodzeniowo-śledcza pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Kępnie. Rzeczniczka prasowa kępińskiej policji mł. asp. Anita Wylęga przekazała, był tam też biegły z zakresu pożarnictwa, żeby ustalić przyczynę pożaru.

Rzecznik straży powiedział, że w domu nie było zamontowanych czujek dymu. – Pożar rozwijał się niezauważony. Wystarczy parę wdechów gazów pożarowych, które mają silne działanie trujące, żeby stracić przytomność – podkreślił st. kpt. Paweł Michalski.

Jak dowiedziała się PAP, ze wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną mogła być awaria instalacji fotowoltaicznej.

Więcej informacji na tvn24.pl.

Zobacz także: