12 tys. dzieci w Polsce rocznie doznaje przemocy. Zakładamy, że dziecko "zasłużyło na to"

Newsy

Aktualizacja:
E+heidijpix/Getty Images

3-letnia Hania z Kłodzka, noworodek ze Szczecina, 3-letnia Zuzia z Poznania. O maltretowaniu dziecka dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy umiera w tragicznych okolicznościach. Sprawcami najczęściej są rodzice i opiekunowie. Uniknięciu podobnych dramatów może pomóc wprowadzenie w Polsce Serious Case Review, czyli analizy przypadków śmiertelnego krzywdzenia dzieci. Przeciwny takiemu rozwiązaniu jest jednak Rzecznik Praw Dziecka. - Nie zgadzamy się z tym podejściem - podkreśla Katarzyna Katana, radca prawny z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Przemoc wobec dzieci w Polsce

Luiza Bebłot, dziendobry.tvn.pl: Nie ma tygodnia, żebyśmy nie słyszeli w mediach o kolejnym pobitym przez rodziców dziecku. To sprawia, że zjawisko przemocy wobec najmłodszych w Polsce wydaje się powszechne. Czy tak jest rzeczywiście? Jak to wygląda w porównaniu z innymi krajami?

Katarzyna Katana, radca prawny, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę: Na pewno są kraje, które poradziły sobie z tym lepiej niż my, szczególnie wobec tej najcięższej, śmiertelnej przemocy wobec dzieci i z których możemy brać przykład.

Z samych statystyk policji w zakresie procedury Niebieskiej Karty wynika, że rocznie w Polsce ofiarami przemocy pada co najmniej 12 tys. nieletnich. Automatycznie nasuwa się więc pytanie, dlaczego rodzice biją dzieci?

Nie chcę wchodzić w rolę psychologa, ale faktem jest, że wiele osób powiela schematy ze swojego dzieciństwa, nie radzi sobie z emocjami, nie przepracowało traum czy innych przykrych okoliczności z tego okresu. Bardzo często mam do czynienia z ludźmi, którzy w pewien sposób dziedziczą sprawstwo przestępstw, ponieważ nie znają innego sposobu życia i mają rodziców, którzy przeszli wcześniej tę samą drogę, na zasadzie: byłem bity i też biję.

Może problem tkwi również w naszym społeczeństwie, które wciąż nie ma świadomości, jaka jest definicja przemocy. Co jest naruszeniem granicy drugiego człowieka?

To jest temat, który ciągnie się za nami od ponad dziesięciu lat. W 2010 r. po burzliwych dyskusjach zapisano w Kodeksie Rodzinnym wprost, że rodzice nie mogą stosować kar cielesnych względem dzieci. Ten zakaz obowiązuje w prawie od ponad dekady, a mimo wszystko nadal pojawia się dyskusja, czy klaps jest dozwolony czy nie. W ocenie prawników jest on niedopuszczalny i nie może być motywowany kwestiami wychowawczymi. Uderzenie dziecka w każdym przypadku jest naruszeniem jego nietykalności i stanowi przemoc. W Kodeksie Karnym przemoc domową rozumiemy jako zadawanie cierpień fizycznych lub moralnych (psychicznych) wobec osoby pozostającej w stosunku zależności, słabszej. Zaniedbywanie również jest formą przemocy. Konwencja Stambulska uznaje za pokrzywdzone przemocą także te dzieci, które są jej świadkami, co w naszych warunkach jeszcze nie do końca jest oczywiste. Jest to jeszcze jeden z tematów do zagospodarowania przez polskie prawo.

Jak powstrzymać przemoc wobec dzieci

Z Pani słów wynika, że polskie prawo - przynajmniej w teorii - jest przyjazne dziecku i chroni je przed przemocą, w praktyce jest inaczej. Co zatem należałoby zmienić w pierwszej kolejności - przepisy czy skuteczność ich egzekwowania, żeby nie dochodziło do tragedii?

Użyję tu ulubionego powiedzenia prawników, czyli to zależy, o jakiej regulacji mówimy. Niemniej jednak sam system jest rodzinocentryczny. Powołam się w tym miejscu na przykład Anglii, która uczyła się na swoich błędach przez wiele lat, ale dostrzegła, że dziecko jest odrębną od rodziny jednostką i zasługuje na to, żeby służby były na nim i jego bezpieczeństwie w pełni skupione. U nas nieprzyjazności w systemie prawnym możemy upatrywać np. w tym, że nie zauważa się tego, iż dziecko może mieć inne od dorosłych potrzeby jako pokrzywdzony i w wyjściu z traumy potrzebuje odrębnej, wyspecjalizowanej pomocy. Właśnie dlatego nasza Fundacja postuluje przyjęcie modelu Centrum Pomocy Dzieciom jako standardu pomocy dzieciom pokrzywdzonym. Postrzegamy dziecko wyłącznie w kontekście rodziny, mówimy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, mówimy o pomocy rodzinie potrzebującej czy rodzinie krzywdzącej. Dziecko nie jest widziane przez system jako odrębna jednostka, bardziej narażona na krzywdzenie z uwagi na swój wiek i zależność od opiekunów, czy posiadająca inne potrzeby.

Kolejna sprawa to chyba usilne dążenie do tego, żeby dziecko za wszelką cenę zostało w rodzinie?

Tak właśnie jest, a odebranie dziecka często jest traktowane jako ostateczność i nie wiadomo, co wystarczająco poważnego musiałoby się wydarzyć, by do niego doszło. Kolejna rzecz - w czasie pandemii wiele dzieci umknęło systemowi edukacji i przez wiele miesięcy nie logowało się do nauki zdalnej. To dowód na ewidentne zaniedbywanie rozumiane jako przemoc. W tym przypadku machina prawna działała bardzo powoli i potrzebny był impuls ze strony szkoły, żeby ktoś tę sytuację zbadał.

Na szczęście nie brakuje też pozytywnych przykładów i prawidłowych reakcji.

Oczywiście, bardzo często policja potrafi zareagować praktycznie natychmiast i właśnie działanie funkcjonariuszy, a nie np. nauczycieli spowodowało, że dzieci nie są w niebezpieczeństwie. Mamy też bardzo dobrą regulację, jaką jest natychmiastowa izolacja sprawcy, która pozwala szybko ocenić zagrożenie i zastosować opuszczenie mieszkania przez agresora. Są teraz bardzo jasne wytyczne w kwestionariuszu, kiedy policjant może wydać taki nakaz, co przekłada się na przejrzystą drogę postępowania, a przez to ich dużą liczbę.

Jak się zachować, gdy widzimy przemoc wobec dzieci?

Skoro mówimy o reakcji na przemoc, co realnie możemy zrobić, kiedy jesteśmy jej świadkami wobec dzieci? Jak się zachować, gdy widzimy na ulicy czy w sklepie kogoś, kto uderza malucha albo słyszymy za ścianą niepokojące odgłosy, krzyki i płacz?

Mentalne schematy towarzyszą zarówno nam, członkom społeczeństwa, jak i powielają się w służbach - powodują, że nie reagujemy. Po pierwsze - pierwotny strach przed niebezpieczeństwem. Po drugie – założenie, że jest to sprawa rodziny. Po trzecie zakładamy, że dziecko było np. niegrzeczne i zasłużyło na to, żeby ktoś je szarpał czy krzyczał, a tak przecież nie jest, musimy skończyć z takim myśleniem. Trzeba znaleźć w sobie odwagę i spojrzeć na tę sytuację z perspektywy dziecka. Zastanowić się, jakbym się zachowała, gdyby dotyczyła osoby dorosłej, czy wtedy mój dyskomfort byłby inny i czy byłabym gotowa w jej obronie stanąć. Kiedy mamy do czynienia z relacją opiekun-dziecko, z góry przyjmujemy, że to nie jest nasza sprawa i nic to nie da, a może nawet przemoc była niezbędna. Oczywiście tak nie jest. Każdy człowiek, niezależnie od wieku, zasługuje na szacunek i nietykalność cielesną.

Dzwonić od razu na policję czy jednak najpierw spróbować porozmawiać?

Zależy od natężenia tej sytuacji, bo jeśli rodzic używa krzyku, to być może sam pozostaje w tym mentalnym schemacie i to jest jedyna reakcja, którą zna. Gdy ktoś z zewnątrz przełamie ten schemat i mu uświadomi - nawet, jeśli to się skończy nieprzyjemną rozmową - to jednak warto dać ten impuls i świeże spojrzenie na jego zachowanie i wskazanie, że źle postępuje. Jeśli podejrzewamy o przemoc sąsiadów, bo słyszymy regularnie płacz dziecka, także w nietypowych porach, proponowałabym jednak zawiadomić służby. Być może w ten sposób zapobiegniemy dramatowi.

A co może zrobić krzywdzone dziecko? Jakie ma narzędzia, żeby się bronić? Do kogo się zwrócić o pomoc?

Niedawno było w mediach głośno o 10-letnim chłopcu, który samodzielnie udał się na komisariat i opowiedział, co się dzieje w domu. Jednak mam świadomość, że od dzieci tak dojrzałej postawy trudno wymagać. Dziecko przede wszystkim powinno porozmawiać z jakiś dorosłym, któremu ufa, to może być wychowawczyni w szkole czy sąsiad. Stąd powtarzamy apel, że dorośli w takich przypadkach powinni zareagować i pomóc. Jeśli kogoś takiego nie ma, to wyjściem jest telefon zaufania 116 111.

Serious Case Review sposobem na uniknięcie tragedii

Wielu prawników oraz Fundacja postuluje wprowadzenie w Polsce Serious Case Review, czyli analizę przypadków śmiertelnego krzywdzenia dzieci. Na czym miałoby to polegać? Jaki jest tego cel?

Anglia, którą uważam za wzór do naśladowania, co najmniej 30 lat nabiera doświadczenia z tym rozwiązaniem, my naturalnie zaczynamy od tego miejsca, gdzie oni byli dawno temu i musimy to opóźnienie nadrabiać własnymi rozwiązaniami. W 2019 r. złożyliśmy do Kancelarii Prezydenta petycję podpisaną przez ponad 20 tys. obywateli, w której postulowaliśmy wprowadzenie analizy śmiertelnych przypadków krzywdzenia (czyli odpowiednika procedury Serious Case Review) w Polsce. Przy Rzeczniku Praw Dziecka powstałaby rada, której zadaniem byłoby badanie takich wstrząsających przypadków jak ostatnio Zuzi z Torunia czy Hani z Kłodzka, ale nie z punktu widzenia szukania winy czy odpowiedzialności, tylko sprawdzenia tego, co nie zadziałało w systemie. Które lokalne służby i instytucje, które miały dziecko chronić czy zareagować, nie zrobiły tego w należyty sposób, dlaczego machina pomocy ruszyła za późno, a może zabrakło jeszcze czegoś innego? Może były braki kadrowe lub niedofinansowanie? Może zabrakło doświadczenia konkretnego pracownika, może miał pod opieką za dużo takich rodzin i nie zdążył dotrzeć do tej, w której doszło do śmierci malucha? Te różne mankamenty byłyby odkrywane w trakcie analizy. Raport z badania przypadku zawierałby konkretne wskazania, co trzeba zmienić i poprawić, żeby podobnych tragedii uniknąć. W efekcie inne dziecko nie straci życia, bo system opieki wcześniej zauważy jego potrzeby i sam naprawi własne nieprawidłowości, które uniemożliwiały mu na odpowiednio szybką reakcję.

Kto miałby dostęp do tego raportu?

Zalecenia byłyby publikowane na stronie internetowej Rzecznika Praw Dziecka i każdy mógłby sprawdzić, co się dzieje w jego regionie. Dzięki temu jako obywatele też moglibyśmy brać udział w tej analizie, np. poprzez naciskanie na posłów z danego okręgu o wprowadzenie tych zaleceń w życie. Generalnie założenie jest takie, żeby uczyć się na błędach i wyciągać z nich wnioski, by nie doszło do kolejnej tragedii. Nie skupiamy się na piętnowaniu, tylko na prewencji, żeby wszystkie dzieci były odpowiednio chronione, a pomoc szybka i adekwatna. Wymiar sprawiedliwości pozostanie jedynym właściwym do wymierzania ewentualnej kary, a analiza będzie szła swoim odrębnym od procedury karnej torem.

Na jakim etapie jest teraz ten dokument?

Kancelaria Prezydenta przygotowała projekt, ale niestety nie został on jeszcze skierowany do parlamentu. Co gorsze, jak się kilka dni temu okazało, Rzecznik Praw Dziecka jest przeciwny analizie śmiertelnych przypadków krzywdzenia, uważając, że bardziej potrzebne jest przyznanie mu silnych uprawnień w sprawach karnych, coś na wzór prokuratora działającego w imieniu dzieci. Rzecznik twierdzi też, że już posiada uprawnienia analityczne i może badać sprawy, w których doszło do krzywdzenia dzieci pod kątem systemowym.

Jak Fundacja komentuje to stanowisko Rzecznika?

Nie zgadzamy się z tym podejściem. Pierwsze pytanie, które możemy teraz zadać brzmi - skoro Rzecznik na podstawie istniejących przepisów może poszukiwać braków systemowych i postulować ich usunięcie, np. poprzez naprawienie procedur – to dlaczego tego nie robi? Druga kwestia jest taka, że z punktu widzenia dziecka, które jest właśnie krzywdzone i ta przemoc zmierza w kierunku eskalacji, to nie ma znaczenia, jak surową karę dostaną rodzice czy też opiekunowie dziecka, które zostało zamordowane. Z jego punktu widzenia istotne jest, aby ktoś mu pomógł, zanim będzie za późno, zanim przeczytamy w gazetach o kolejnym śmiertelnym przypadku. A żeby system takiemu dziecku pomógł, to musi być sprawny i szybki. Nie dowiemy się jednak, czemu taki nie jest, póki się nie pochylimy tylko nad tą kwestią, zostawiając poszukiwanie winnych, ściganie sprawców, wnioskowanie o jak najsurowsze kary powołanym do tego organom, czyli prokuratorom i sądom.

Bardziej odpowiednim rozwiązaniem niż postulaty Rzecznika byłoby wprowadzenie dla każdego dziecka pokrzywdzonego przestępstwem pełnomocnika z urzędu, co proponowało w lutym Ministerstwo Sprawiedliwości. Taki pełnomocnik pochyliłby się nad indywidualną sprawą dziecka i tych wszystkich uprawnień pokrzywdzonego, jak np. domaganie się surowej kary, której by w jego imieniu dochodził. My widzimy w zadaniach Rzecznika Praw Dziecka przede wszystkim bycie orędownikiem prewencji krzywdzenia dzieci.

Jak chronić nasze dzieci przed przemocą? Zobacz wideo:

Zobacz też:

Jak zadbać o bezpieczeństwo dziecka, nie tylko na wakacjach? "Im wcześniej zaczniemy uczyć dziecko zasad, tym lepiej"

Anna Dereszowska pierwszy raz o trzeciej ciąży. "To trudny moment dla dzieci, które już mamy w rodzinie"

"To było okupione bardzo dużym bólem". Klaudia Halejcio o trudach macierzyństwa

Autor: Luiza Bebłot

Źródło zdjęcia głównego: E+