Newsy

"Przepychanki, brak miejsc, przyjeżdża 6 karetek" Pielęgniarka zdradza, jak wygląda jej praca w szpitalu

Newsy

Fot. simonkr/ Getty Images

Jak wygląda dzień pracy pielęgniarki na Izbie Przyjęć szpitala? Czy faktycznie nie mają co robić i jedynie plotkują z koleżankami po fachu? Czy większość czasu spędzają popijając kawkę i przeglądając internet? Siostra Bożenna opisała swój przykładowy dyżur podsumowując go zdaniem: "Wracasz do domu i starasz się tych wszystkich negatywnych emocji nie przenieść na rodzinę".

Sama autorka mówi, że poniższy wpis to jedynie część obowiązków, jakie muszą wykonać pielęgniarki podczas swojego dyżuru na Izbie Przyjęć.

Jest to 1/10 czynności, które każdego dnia wykonują pielęgniarki w Izbach Przyjęć. Sama na ostatnim dyżurze zrobiłam prawie 15 km.

Poranny dyżur rozpoczyna się spokojnie i nic nie wskazuje na to, że za chwilę zacznie się nawałnica. To jedyny moment dnia, kiedy pielęgniarka ma szansę na kawę, której i tak nie zdąży wypić.

Zaczynasz dyżur. Stan pacjentów: 0. Idziesz szybko zaparzyć kawę, wjeżdża pierwsza tego dnia karetka - Mieczysław lat 43, uraz głowy, zaniedbany higienicznie, bezdomny, "stan wskazujący na spożycie" [ranek godz. 7:10 - przyp. autor]

Od tego momentu akcja toczy się już bardzo szybko. Stale przybywa pacjentów. Brakuje miejsca w poczekalni, łóżek i personelu. Wydłuża się czas oczekiwania.

Zaraz po wyjściu dyrektora ze strony do przyjęć planowych przychodzi około 7 osób na EKG - proszę chwilę poczekać.

Pacjenci, którzy muszą czekać godzinami na swoją kolej zaczynają się denerwować - winą za ten stan obarczają oczywiście pielęgniarkę.

W korytarzu komentarze "to jest skandal, czekać tu 5 godzin! barbarzyństwo trzymać tu kobietę z Alzheimerem tyle czasu!"

Tymczasem siostra musi, nie tylko zajmować się pacjentami, ale także pełnić rolę logistyka i planować gdzie umieścić chorych, przywożonych przez karetki, wymagających natychmiastowej pomocy medycznej... mimo braku miejsc na OIOMIE

W izbie przepychanka, oiom nie ma miejsc, intensywna kardiologia też, na czas aż znajdzie się miejsce pacjentka zostanie na sali R w Izbie Przyjęć. Z zespołu odpadają 2 osoby, które muszą się nią zająć.

Oczekiwanie na konsultację lekarską wydłuża się także przez osoby, które nie powinny szukać pomocy na ostrym dyżurze, a chcą "oszukać system" lub wykorzystać Izbę Przyjęć jak książkę telefoniczną lub informację medyczną marnując bezcenny czas personelu medycznego.

Zgłaszają się kolejne 3 osoby bez skierowania, które pominęły lekarza rodzinnego i otwarcie mówią, że przyszły tutaj, "bo ludzie mówią że w,w szpitalu będzie szybciej" dzwoni telefon: "dzień dobry może mi pani podac numer do poradni kardiologicznej?"

Trafiają się też pacjenci, tacy jak pijany pan Mieczysław, którzy nie ułatwiają pracy.

Mieczysław tak się ucieszył, że zobaczył lekarza, że aż postanowił się zsikać na podłogę.

Jest to praca w ciągłym stresie i na dużych obrotach, w której nie ma miejsca na błąd, a trzeba podejmować decyzje wpływające na ludzkie życie i zdrowie.

Podajesz dziecku tabletkę paracetamolu, kłócąc się ze sobą czy w razie czego twoje ubezpieczenie to obejmie.

Wpis, jaki zamieściła Siostra Bożenna wzbudził wiele emocji.

dzień z życia pielęgniarki w Izbie Przyjęć ? Zaczynasz dyżur ? Stan pacjentów: 0 ? Idziesz szybko zaparzyć kawę, wjeżdza pierwsza tego dnia karetka - Mieczysław lat 43, uraz głowy, zaniedbany higienicznie, bezdomny, "stan wskazujący na spożycie" [ranek godz. 7:10 - przyp. autor] ? Dzwonisz po lekarza dyżurnego. Rejestrujesz, oglądasz ranę - do szycia. Pobierasz krew na etanol bo na bank pojedzie do "kliniki budzik" ? Wchodzi dyrektor szpitala i mówi "ooo jaki macie spokój, a tak narzekacie że tu tak ciężko" ? Zaraz po wyjściu dyrektora ze strony do przyjęć planowych przychodzi około 7 osób na EKG - proszę chwilę poczekać. ? Mieczysław tak się ucieszył, że zobaczył lekarza, że aż postanowił się zsikać na podłogę....

Pod postem pojawiły się liczne komentarze, w których inne pielęgniarki potwierdzają, że tak właśnie wygląda praca w szpitalu.

Pani Izabela pisze:

Od 27 lat jestem pielęgniarką. Znam ten rytm pracy. Swojego czasu pracowałam na izbie. Koszmar, ale ja chyba jestem masochistką, ?bo lubiłam to. To znaczy nie pretensje i utyskiwania, lecz pomoc chorym. Ten zawód od zawsze był moją pasją. Lubię pomagać cierpiącym podopiecznym. ... Wiadomo. Dla pieniędzy na pewno nie zdecydowałyśmy się na ten zawód. Niedługo pozostaną tylko koleżanki z pasją, lub szczęściary mające bogatych mężów. (nie chciałam nikogo urazić)? Pozdrawiam wszystkie koleżanki i kolegów po fachu.

>>> Zobacz też:

Autor: Filip Yak

Pozostałe wiadomości