Newsy

Żona uważa, że jej mąż jest chory. Ten nie pozwala się zbadać od 1,5 roku. "Z kijem bejsbolowym w nocy biegał po firmie"

Newsy

Projekt bez tytułu - 2021-07-03T195632.378_Easy-Resize.com.jpg

Pani Violetta i pan Witold są małżeństwem od ponad 30 lat i niemal równie długo wspólnie prowadzą firmę produkującą schody. Firmę, której oficjalnie prezesuje pan Witold. Żona uważa, że jej mąż cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową, ten zaś nie przyznaje się do tego i nie pozwala zbadać. Za to wydaje pieniądze firmowe na niepotrzebne rzeczy.

Pani Violetta prowadzi z mężem firmę. Lekarze kilka lat temu stwierdzili, że mężczyzna cierpi na nieuleczalną chorobę afektywną dwubiegunową. I tak zaczęły się poważne kłopoty.

- Tworzyliśmy szczęśliwą rodzinę, wszystko wyglądało bardzo fajnie, choć symptomy manii i depresji pojawiły się w pierwszym roku małżeństwa. Co jakiś czas przychodziła ostra fala, wówczas zaczyna palić duże ilości papierosów, ma problemy ze snem. Traci realność, dzwoni do ludzi w nocy – opowiada pani Violetta.

- Mówi, że nie jest chory i nie pójdzie do lekarza – dodaje żona pana Witolda.

Choroba dwubiegunowa

Sześć lat temu mąż pani Violetty zgłosił się w końcu do szpitala, a lekarze stwierdzili, że cierpi na nieuleczalną chorobę afektywną dwubiegunową. Schorzenie polega na gwałtownej zmienności nastrojów chorego - od stanów silnego pobudzenia, czyli manii, po nawracające depresje.

Gdy mąż pani Violetty przestał brać leki, doszło do groźnego zdarzenia. W środku nocy w białym kombinezonie, z maską na twarzy i kijem bejsbolowym biegał po własnej firmie. Dwaj dyżurujący pracownicy uciekli w popłochu.

- Walił kijem po blachach. Stolarz uciekł do lasu – opowiada Krzysztof Adamski, znajomy pana Witolda.

- Zawiadomiłam policję i pogotowie. Przyjechali i odwieźli męża do szpitala. Został przymuszony do leczenia przez sąd – mówi pani Violetta.

A jak sprawę komentuje pan Witold?

- Przestraszyłem pracownika, zrobiłem sobie żart. Żona zadzwoniła po policję, ale wszystko jest szyte grubymi nićmi – stwierdza.

- Poszedł zakomunikować doktorowi, że wszyscy jesteśmy przeciwko niemu i wciskamy mu chorobę, której on nie ma – dodaje pani Wioletta.

Ubezwłasnowolnienie

Pan Witold wyprowadził się z domu, a jego żona rozpoczęła sądową batalię o ubezwłasnowolnienie męża. Powodem były między innymi niekontrolowane fale zakupów dokonywanych na konto firmy i grożący wspólnemu przedsiębiorstwu upadek.

- Potrafi nakupić pierdół – organy, laptopy, czy telewizory, co nie jest mu potrzebne. Część tych rzeczy rozdaje – mówi pan Krzysztof.

- Teraz nie płaci składek ZUS-owskich, pracownicy dopiero dostali wypłatę za kwiecień. A w środę powinna być już następna. Mamy wspólnotę majątkową i muszę mieć zgodę męża na sprzedaż czegokolwiek. W tej chwili, jeśli czegoś nie sprzedamy, to firmy się nie odratuje – podkreśla pani Violetta.

Choć sprawa jest pilna, proces stoi w miejscu. Mimo wielu prób, sądowi przez półtora roku nie udało się zbadać stanu zdrowia pana Witolda.

- Pełnomocnik mojego męża potrafi złożyć do sądu wniosek o wyłączenie polskich biegłych, bo ma być przebadany przez biegłych zagranicznych – wskazuje pani Violetta.

Co zrobił sąd, żeby zbadać pana Witolda?

- Było jedno ostrzeżenie, że jeżeli się nie stawi, to będzie doprowadzony, ale nic takiego nie nastąpiło – zaznacza żona pana Witolda.

- Musi zostać sporządzona opinia przez biegłych - psychiatrę i psychologa. Bez tej opinii sąd nie zakończy postępowania. Mamy tutaj utrudnienie z uwagi na nieprzychodzenie pana na badania. Sprawa jest na etapie ustalania kolejnego terminu. Być może będzie decyzja o doprowadzeniu pana przez policję – mówi Sylwia Suska-Obidowska, rzecznik Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.

Prokuratura

Męża pani Violetty próbuje – również bezskutecznie - zbadać prokurator, który postawił mu zarzuty popełnienia kilku przestępstw, m.in. nielegalnego posiadania amunicji. Bada też, czy mężczyzna nie dopuścił się w swojej wiejskiej posiadłości przestępstw na tle seksualnym.

- Zaproponował mi pomoc. Byłam w trudnej sytuacji, bo akurat rozstałam się z partnerem - mówi Sabrina Finc. I opowiada: - Zabrał mnie do siebie, zdziwiło mnie to, że zamykał bramę i wypuszczał niebezpieczne psy, jak byłam w środku. Bramę zamykał na kłódkę i czułam się jak więzień. Dziecko zamknął w dziwnym pomieszczeniu, coś jak klatka dla psa. Niby przeszkadzało, powiedział, że jestem zbyt opiekuńczą mamą, bo ciągle zajmuję się dzieckiem.

- Przyszedł rozebrany i wepchnął mi się do łóżka, ale wyskoczyłam. Powiedział, że mam mu z… l… - dodaje pani Sabrina.

- Sprawa jest bardzo pilna, jestem przekonany, że te czynności; czy to dobrowolnie, czy przymusowo zostaną w najbliższym czasie zrealizowane. Prokurator jest zdeterminowany, żeby tę sprawę zakończyć – przekonuje Włodzimierz Marszałkowski z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe.

- Dzisiaj była policja, żeby dowieźć na badania pana Witolda, a on 10 minut wcześniej odjechał. To jest już trzeci raz z rzędu. Policja przyjeżdża i nie zastaje pana Witolda, on chwilę wcześniej wyjeżdża, a potem wraca. Zbieg okoliczności może być raz, góra dwa – uważa pan Krzysztof.

Prośba o interwencję

Tuż po wyjeździe policji pan Witold zaprosił nas do siedziby swojej firmy. Poprosił redakcję Uwagi! o interwencję w sprawie nękania go przez żonę, która rzekomo chce go pozbawić majątku, wmawiając chorobę psychiczną.

- Podstępem ściągnęli mnie do lecznicy. Nie poszedłem tam się leczyć. Musiałem streścić 25 lat życia w 10 minut. Musiałem się spieszyć, przeskakiwać z wątku na wątek. A to są podobno objawy dwubiegunówki – mówi mężczyzna. I zaznacza: - Jest grupa przestępcza, która uważa, że jest najmocniejsza. Lekarze psychiatrzy, ratownicy i policja mogą każdego załatwić bez powodu. Była policja, ale to był zbieg okoliczności, że mnie nie było. Ja się nie ukrywałem.

- Uważam, że pewna granica została już przekroczona i dalsze usprawiedliwienia, ani próby nie wchodzą w rachubę. Prokurator skutecznie wszystko wyegzekwuje – po przesłuchaniu również badanie psychiatryczne – zapewnia Włodzimierz Marszałkowski.

Pan Witold twierdzi, że dobrowolnie przyjedzie do prokuratury i udowodni, że jest zdrowy.

- Przeprowadzili sporo badań różnego rodzaju i dostałem wypis, gdzie jestem wolny od dwubiegunówki – kwituje.

Zobacz również:

Twardzina - choroba, której nie można zapobiec. "Przyniosła wiele stresu i zmieniła moją twarz"

Pani Małgosia od 27 lat zmaga się z cukrzycą. "Choroba nie była dla mnie żadną przeszkodą, aby pójść na studia, przeprowadzić się czy nawet urodzić dziecko"

Czy kurkuma może wspomóc w leczeniu depresji? Wyniki badań są bardzo obiecujące

Obejrzyj również: Janina Bąk otwarcie o chorobie dwubiegunowej. "W jednym momencie nie muszę spać, jeść i pić, bo jestem tak nakręcona. Innego dnia nie chce mi się żyć"

Autor: Ewa Podleśna-Ślusarczyk

Źródło: Uwaga! TVN

Pozostałe wiadomości